19. It’s an open invitation.

   Nie wypiłam dużo. Znacznie mniej niż mój kumpel. Jenaro ledwo trzymał się na nogach, ale nadal zaglądał do kieliszka. Powoli kończyliśmy nasz wieczór zwierzeń. Było mi wesoło, owszem, ale nic poza tym. Dzisiaj byłam wyrozumiała dla swojej wątroby i czułam się z tym dobrze. Hiszpan jednak wybrał przeciwną ścieżkę, co przyprawiało mnie o coraz więcej śmiechu. Cieszyłam się, że postanowiłam nocować. Przynajmniej nie musiał sam czołgać się po schodach w tym stanie. Chociaż nie wyglądał na osobę, która przejmuje się takimi drobnostkami w tym momencie.
   Rozstaliśmy się na piętrze. Chłopak powiedział, że mogę sobie wybrać pokój jaki chcę, a on idzie do siebie. Zaoferowałam mu pomoc w dojściu, ale zapewnił, że da sobie radę. Powoli zaczęłam zmierzać w kierunku przestronnego korytarza z mnóstwem drzwi. Chwyciłam za pierwszą klamkę z brzegu i ku mojemu zdziwieniu nic się nie stało. Drzwi były zamknięte na klucz, więc ani drgnęły. Ruszyłam dalej w nadziei, że to się nie powtórzy, ale jak zawsze miałam pecha. Sprawdziłam po kolei każde pomieszczenie, wszystkie były zamknięte. "Och, super!"- pomyślałam i ruszyłam w przeciwną stronę.
   Nie miałam innego wyjścia, więc skierowałam się do pokoju Jenaro. Prawdopodobnie był tym jedynym otwartym. Zegarek wskazywał 3 i czułam już lekkie zmęczenie. Moje myśli trochę przyćmił alkohol, ale na pewno nie mogłam uznać się za osobę pijaną. Ponownie naciskałam na wszystkie klamki, aż jedna się ruszyła. Poczułam się trochę głupio bo nie zapukałam, ale podejrzewałam, że Jenaro nie będzie miał nic przeciwko jeśli w ogóle to zapamięta. Jednak grubo się pomyliłam.
   Pchnęłam lekko drzwi wchodząc do ogromnego pokoju. Nie miała niestety okazji najpierw podziwiać wystroju, ponieważ moim oczom ukazał się nagi Hiszpan. Byłam tak zdziwiona, że zaczęłam krzyczeć. Stał na środku zupełnie golusieńki i próbował wyswobodzić się ze skarpetek. Automatycznie zakryłam oczy dłonią. Owszem, widziałam go rozebranego, ale tylko od pasa w górę.
- Słuchaj- zaczęłam odwracając się do niego tyłem.- Wszystkie drzwi są zamknięte, masz może klucze?
- Ups, zapomniałem- zaczął się śmiać.
- Mówię poważnie- odwróciłam się chcąc pokazać, że naprawdę nie jest mi do śmiechu, ale od razu tego pożałowałam i wróciłam do poprzedniej pozycji.
- Nie mów, że nie widziałaś nigdy nagiego mężczyzny- śmiał się ze mnie.
- Po prostu nie przywykłam do gapienia się na nieubranych przyjaciół- skwitowałam.- Masz te klucze?
- Obawiam się, że posiada je tylko moja gosposia- udawał smutnego.
- Nie oszukuj!
- Może, więc powiem to inaczej- zastanowił się.- Muszę Cię niestety zmartwić, ale klucze od owych pokoi są trzymane przez moją służbę.
- Daj spokój, przecież możesz kogoś zawołać. Nie masz choćby zapasowego kompletu?- błagałam.
- Widzę, że nie rozumiesz- odczekał chwilę i słyszałam jak wstaje.- Nie Caroline, ja obecnie nie posiadam kluczy do tamtych pokoi. Odwróć się- poprosił.
- Tylko jeśli jesteś ubrany- postawiłam warunek. Naprawdę starczyło mi atrakcji.
- A co jeżeli nie jestem?- rzucił, a ja czułam jego oddech na ramieniu.
- To w takim wypadku nie zamierzam się odwracać! Wymyśl coś z tymi kluczami- prosiłam.
- Zawsze mogę użyć wobec Ciebie siły. Twoje protesty nic nie zdziałają- olał moją prośbę.
- Prędzej się przewrócisz niż użyjesz jakiejkolwiek siły. Przypominam Ci, że jesteś zalany- to już dawno przestało mnie śmieszyć.
- Masz rację- odsunął się trochę. Zdziwiłam się jego nagłym przebłyskiem świadomości.
- A teraz zakryj się czymś i ze mną porozmawiaj- rozkazałam, po czym usłyszałam jak ściąga narzutę ze swojego łóżka.
- Już- uznałam to za sygnał, aby się odwrócić. Byłam przekonana, że nakrył się lub coś, ale znowu się pomyliłam.
- Jenaro!- wrzasnęłam i usłyszałam jego śmiech, gdy znów zakryłam oczy dłońmi.-  Zasłoń chociaż swoje klejnoty, błagam!
- Dobra, już- nadal się śmiał. Tym razem się posłuchał.
- Naprawdę nie możesz zejść i poprosić kogoś o klucze albo cokolwiek?
- Naprawdę. Zobacz, która jest godzina- miał rację. To byłoby okropne z naszej strony.
- Rzeczywiście. W sumie mogę spać na kanapie na dole.
- Nie wymyślaj, możesz zostać w moim pokoju. Będę spał na podłodze, albo coś- miło z jego strony, ale po tych wybrykach nie byłam przekonana.
- To chyba nie jest dobry pomysł...
- No przecież nie będziesz spała na dole, sama, w wielkim domu. Poza tym tam w nocy jest chłodno- czyżbym nie miała wyjścia?
- Jeszcze to przemyślę. Teraz powiedz mi gdzie jest łazienka bo chciałabym się odświeżyć.
- Na końcu korytarza, białe drzwi ze złotymi ozdobami- wytłumaczył i odwrócił się do mnie gołym tyłkiem.
- Och!- jęknęłam tylko zażenowana i ruszyłam w stronę łazienki.
   Tak jak się spodziewałam, pomieszczenie robiło wrażenie. W pewnym sensie było podobne do łazienki Libby. Ogromna wanna stojąca na środku, otoczona złotymi zdobieniami w kształcie kwiatów. Jednak ten pokój miał jeszcze jedne drzwi, które postanowiłam otworzyć. Za nimi kryła się nowocześniejsza łazienka z prysznicem. Była o wiele mniejsza i ciemniejsza. Wszystko utrzymane w kryształowym brązie prezentowało się dostojnie i praktycznie. Prysznic miał przezroczyste ścianki co trochę mnie krępowało, ale znalazłam przycisk, dzięki któremu pojawiła się zasłona z mlecznej szyby. Nawet tak drobne elementy zostały kunsztownie ozdobione.
   Odkręciłam ciepłą wodę i sięgnęłam po żel. Czułam się coraz lepiej. Gorące strumienie spływające po moim ciele odstresowały mnie oraz pozwoliły zapomnieć o onieśmielającym wnętrzu. Teraz nie dziwiłam się, że mój przyjaciel chciał mieć odseparowane, prywatne pomieszczenie. Jego mniejsza powierzchnia była bardziej przytulna i dawała poczucie bezpieczeństwa. Nie miałam ochoty wychodzić spod prysznica i tak się zatraciłam, że prawie nie usłyszałam pukania do drzwi. Wystraszona zakręciłam wodę.
- Mogę wejść?- usłyszałam zza zamkniętych drzwi.
- Nie!- od razu zaprotestowałam.- Jestem naga.
- Mi to nie przeszkadza- zaśmiał się, tylko tego brakowało.
- Ale mi owszem! Poza tym drzwi są zamknięte.
- Nie są- pociągnął za klamkę.
- Nie wygłupiaj się i wyjdź w tej chwili!- krzyczałam.
- Obudzisz całe miasto. Przyszedłem bo nie wzięłaś ręcznika- och, rzeczywiście o tym zapomniałam.
- Co nie zmienia faktu, że nie możesz tutaj wchodzić- no bez przesady.
- Przecież masz zasłonę z mlecznej szyby- zaoponował.- Jeśli będzie Ci raźniej też mogę się rozebrać.
- Nie ma mowy! Wyłaź w tej chwili! To nie jest śmieszne- w co ja się wpakowałam.
- Ręcznik leży na umywalce, a drzwi się nie domykają. Zepsułem je w zeszłym tygodniu- zaśmiał się i wyszedł.
    Nie dość, że byłam wściekła to jeszcze skrępowana i nie wiem co przeważało. Lekko odsunęłam drzwi mlecznej szyby, a potem kabiny. Muszę wspomnieć, że prysznic nie posiadał brodzika. Był usytuowany od razu na posadzce, a drzwi rozsuwały się od końca jednaj ściany do drugiej. Podobnie mleczna zasłona z kryształami. Wysunęłam rękę po ręcznik nie chcąc ukazywać więcej ciała. Wiadomość o popsutym zamku jeszcze bardziej mnie onieśmieliła.
   Teraz pozostawała mi tylko sprawa ubrania na noc. Nie chciałam spać w wieczorowej sukience z imprezy. Wysuszyłam włosy lekko ręcznikiem, tak aby z nich nie kapało, a następnie się nim owinęłam. Ruszyłam do pokoju Jenaro. Postanowiłam od niego pożyczyć jakieś ciuchy, jeśli nie będzie to dla niego problemem.
    Delikatnie zapukałam w drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Nie chciałam budzić chłopaka, więc weszłam bez zaproszenia i podeszłam do pierwszej lepszej komody. Miałam nadzieję, że nie będzie się na mnie za to gniewał. Wyciągnęłam dużą, długa, szarą koszulkę, rozprostowałam ją trochę, po czym włożyłam przez głowę. W kolejnej szufladzie znalazłam dokładnie poskładane bokserki, więc zdecydowałam się na czarne.
   Byłam chłopakowi wdzięczna, że nie zapomniał o wcześniejszej umowie i położył się na podłodze. Nie wiem skąd wyciągnął drugą kołdrę i poduszkę, ale byłam zbyt zmęczona żeby się nad tym zastanawiać. Wdrapałam się na wysokie łóżko mojego przyjaciela. Postanowiłam spać dokładnie na samym środku, bo wierzyłam, że upadek musi boleć. Pościel pachniała cudownie- płyn do płukania zmieszany z perfumami Jeanaro i żelem do kąpieli. Od razu odpłynęłam i spałam jak zabita.

*  *  *

   Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Na początku niezbyt kojarzyłam gdzie jestem, ale leżący na ziemi Hiszpan był idealną wskazówką. Spojrzałam na chłopaka pobłażliwie, po czym szukałam wzrokiem jakiegoś zegarka. Nie trwało to długo. Na szafce nocnej stał elektryczny wynalazek nowej generacji, który wskazywał godzinę piętnastą. Skrzywiłam się widząc to i od razu wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Nie miałam czasu na czułości, więc nogą kopnęłam lekko swojego kumpla. Już przekonałam się, że jego sen jest twardy i głęboki. Nie obeszło się bez krzyków oraz szturchnięć, na szczęście w końcu otworzył oczy. 
- Śpieszysz się gdzieś?- spytał zaspany. Ledwo rozumiałam co mówi.
- Jest już po piętnastej! Wstawaj leniu- poprawiałam pościel na jego łóżku.
- Zostaw, ktoś się tym zajmie- machnął ręką i zaczął się podnosić. 
- Muszę znaleźć torebkę- oznajmiłam przeszukując swoje ubranie. 
- Co Ty masz na sobie?- stanął przede mną i zmarszczył brwi. 
- Nie miałam żadnej piżamy, więc pożyczyłam Twoją koszulkę i bokserki- wytłumaczyłam, ponownie składając ciuchy w kostkę. 
- Moją ulubioną koszulkę?- dziwił się.
- Przepraszam, że nie zapytałam, ale tak słodko spałeś. Nie gniewaj się na mnie, przecież ją wypiorę.
- Ładnie Ci w niej i nawet mógłbym Ci ją oddać, ale jest moją ulubioną- oznajmił kładąc ręce na biodrach.
- Och, nie zachowuj się jak dziecko- westchnęłam.- Przecież nie chcę Twoich ubrań.
- Bokserki możesz zatrzymać- wzruszył ramionami, a ja wybuchłam śmiechem. Czasem był tak dziecinny. 
- Widziałeś moją torebkę?- spytałam ignorując jego dziwne spojrzenie. 
- Jeśli tutaj jej nie ma, to może została na dole?
- Pójdę sprawdzić.
- Idź, byle szybko! Nie mogę patrzeć na te Twoje gołe nogi. Jestem zdegustowany- dodał sarkastycznie. Czyli jednak pamiętał co się wczoraj działo.  
   Zaśmiałam się krótko i poszłam w stronę schodów. Zbiegłam szybko. Jenaro miał rację, torebka leżała nienaruszona na jednej z kanap. Od razu do niej podeszłam i wyciągnęłam telefon. Tak jak się spodziewałam, odnalazłam milion nieodebranych połączeń od Libby. Wysłałam jej sms-a, że nic mi nie jest i zadzwonię później. Wiedziałam, że nie będzie tym usatysfakcjonowana, ale jeśli istniała możliwość, że Nathan jest w pobliżu to wolałam nie omawiać szczegółów. Najpierw musiałam znaleźć logiczne oraz wiarygodniejsze wytłumaczenie niż pijackie zwierzenia po nocach. 
   Niespodziewanie przed schodami pojawiła się pewna kobieta. Była ubrana w klasyczny czarno-biały uniform gosposi i muszę przyznać, że wyglądała w nim naprawdę uroczo. Miała na moje oko około pięćdziesięciu lat oraz trochę siwych włosów. Wydawała się być miłą osobą, a ja siedziałam przed nią bez spodni w koszulce jej pracodawcy. 
- Bardzo przepraszam za swój strój, nie chciałam Pani urazić- wstałam.- Miło mi Panią poznać, jestem Caroline- podałam jej dłoń, którą szybko uścisnęła.
- Teleri, mi również miło i nie masz za co przepraszać dziecko- uśmiechnęła się.- W swoim życiu widziałam o wiele więcej dziwniejszych rzeczy- rzuciła i machnęła ręką.
- Och..- trochę się zawstydziłam.
- Chodź na śniadanie. Jestem pewna, że ten łobuz zaraz zejdzie, gdy tylko poczuje bekon- roześmiała się dźwięcznie. Wyglądała na taką kochaną osobę.- Niezły z niego rozrabiaka, co?
- Zgadza się- pokiwałam głową siadając na wysokim krześle przy blacie kuchennym. 
- Od małego taki był. Jak jeszcze mieszkaliśmy w Hiszpanii to ganiałam za nim ile sił w nogach- uśmiechała się smażąc jajka na bekonie.
- Jest Pani z nim od tak dawna?- zdziwiłam się. 
- Proszę, mów mi Teleri. Czuję się staro, gdy nazywasz mnie Panią- zaśmiała się.- Tak, praktycznie to ja wychowywałam Jenaro. Paolo miał więcej szczęścia, był pierwszym dzieckiem i rodzice mieli wtedy jeszcze trochę czasu dla niego. Potem kompletnie zajęli się pracą, a ja w rzeczywistości poświęciłam cały swój czas na tego łobuza, ale nie żałuję- widziałam w jej spojrzeniu miłość, którą darzyła chłopaka. 
- Pani rodzina także przyjechała tutaj z Hiszpanii?
- Nie, złotko. Państwo Casillas są moją jedyną rodziną. Nie mam dzieci, ani męża. Wprawdzie taka był umowa, jeśli chciałam dla nich pracować. 
- To okrutne. Nie mogła mieć Pani dzieci? Znaczy Teleri- poprawiłam się.
- Tak. Sama się na to zgodziłam. Jenaro traktuję jak swojego syna i chcę dla niego jak najlepiej- wytłumaczyła. 
- To wspaniałe, że ma u swojego boku kogoś takiego jak Ty- przyznałam. 
- Jesteś kochana, skarbie- pogładziła mnie po ramieniu. Usłyszałyśmy nagle powolne kroki. 
- No proszę, ile można na Ciebie czekać?- zaczęłam.
- No właśnie młodzieńcze... Zapraszasz do domu taką piękną pannę, a potem zostawiasz ją bez towarzystwa? W moich stronach to niedozwolone!- zganiła go na żarty.
- Przepraszam was obie, ale kocham spać- pocałował Teleri w policzek i zajął miejsce obok mnie. 
    Śniadanie minęło w bardzo miłej i rodzinnej atmosferze. Hiszpan opowiadał zabawne historie ze swojego dzieciństwa, a Teleri tylko się z niego śmiała. Dowiedziałam się, że pochodzi z Wielkiej Brytanii, a dokładniej z Walii. Miała silny brytyjski akcent, ale i świetną dykcję, więc nie miałam problemu w rozumieniu jej. Przemiłą rozmowę przerwał nam mój telefon. Rozdzwonił się niemiłosiernie, więc poleciałam odebrać. 
 -Halo?- krzyknęłam zdyszana do słuchawki. 
- Dzień dobry! Dzwonię z kliniki weterynaryjnej, czy rozmawiam..?
- Tak to ja- nie pozwoliłam mu skończyć.
- Dobrze- odparł zmieszany głos młodego chłopaka.- W takim razie może Pani już odebrać swojego przyjaciela. Jest cały i zdrowy.
- Wyśmienicie!- naprawdę się cieszyłam.- Postaram się przyjechać późnym popołudniem.
- A więc do zobaczenia- pożegnał się mężczyzna i odłożył słuchawkę. 
    Wróciłam do kuchni i skończyłam swoje śniadanie. Oznajmiłam przyjacielowi, że będę musiała się zbierać bo muszę odebrać psa z lecznicy. Był trochę zdziwiony, ale zaproponował mi pomoc. Teleri zapewniła mnie, że chłopak zna się na rzeczy bo mieli dużo zwierząt odkąd pamięta. Byłam mu wdzięczna, bo ja akurat posiadałam zerowe doświadczenie. 
   W łazience doprowadziła się do porządku, ale nadal nie miałam co założyć. Na szczęście przyjaciel pożyczył mi jedną ze swoich mniej ulubionych koszulek, a Teleri nie wiadomo jakim cudem znalazła dla mnie jeansowe rybaczki. Granatowa koszulka, mimo iż widać było, że jest męska dobrze komponowała się z całym strojem. Nie posiadając jednak innych butów musiałam założyć szpilki. Jenaro śmiał się ze mnie, ale gdy rozpuściłam włosy z wysokiego kucyka przyznał, że jest nieźle. 
   Szybko zebraliśmy się do wyjścia. Pierwszym przystankiem był oczywiście sklep zoologiczny. Mój kumpel nie kłamał- naprawdę wiedział co będzie potrzebne. Bardzo mi pomagał, za co dziękowałam gdy wyszliśmy za sklepu. Był dzisiaj w znakomitym humorze, czego nie spodziewałam się po takiej ilości wypitego alkoholu. Nie wyglądał nawet na skacowanego. Cieszyło mnie to, ponieważ był bardziej pomocny w lepszym stanie, ale miałam też na uwadze jego ogólne dobro, oczywiście.
- Teraz w lewo- kierowałam go do lecznicy.
- Dość duża ta klinika weterynaryjna. Wygląda bardziej na małe centrum handlowe- żartował.
- Nie za wesoło Ci?- spytałam uśmiechając się szeroko.- Wychodź, mamy sprawę do załatwienia- rzuciłam, wysiadając z samochodu.

Komentarze

  1. Bardzo mi się podobało <3 Jenaro jest moją ulubioną postacią! Wnosi tyle humoru do tego bloga. Cieszę się, że rozwinęłaś nocowanie, bo aż się poryczałam ze śmiechu. Szczególnie mnie rozbroił nagi J. Jestem ciekawa co wymyślisz w następnym rozdziale. Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko, co za napalony facet... dobrze, że przynajmniej z niej nie jest taka latawica, że nurkuje w pierwszym lepszym kroczu i postanowiła zachować chociaż resztki godności!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wierzę, ze tak szybko pojawił się kolejny rozdział!. I na dodatek jest naprawdę świetny. Jenaro to taki trochę napalony ogier, ale Caroline dbrze sie zachowała, że mu nie uległa, tylko co na to Nat jeśli się dowie. Przecież Libby wie, że nie wróciła do domu, Nathan pewnie też. Szykuje się chyba spina :D Nie mogę się już doczekać następnego, weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. TAK TAK TAK!! Jenaro i Caroline powinni być razem! To było świetne, coraz bardziej widzę ich jako pare ;3 Jezu żeby kolejny rozdział był dodany tez tak szybko jak ten, no moje marzenie. Dodaj ten rozdział 20 ^^
    Chociaż też boje się tej konfrontacji z Nathanem, biedny chłopak. No i w końcu pojawi się piesek ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie i ciekawie piszesz! Bardzo lubie twoje opowiadanie i nominowałam cię do nagrody Liebsten Awards. Więcej na ten temat dowiesz się na http://ourlifeislottery.blogspot.com/p/coz-przyznam-szczerze-ze-kiedy-zostaam.html <3 Poinformuj pod tą notką jeśli odpowiesz. ;)

    @polish_girl14

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy będzie kolejny rozdział? Nie mów, że doznałaś amnezji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to strasznie długo trwa, ale postaram się już na dniach dodać coś nowego!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. I pretend I’m not hurt.

12. I can't believe it's happened to me.

10. I don't li­ke the drugs but the drugs li­ke me.