10. I don't like the drugs but the drugs like me.
Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Moja komórka darła się bez opamiętania nie zwracając uwagi na mój zły stan zdrowia po wczorajszych wybrykach. Podniosłam się z łóżka z wielkim trudem i od razu zrobiło mi się niedobrze. Co gorsza, nie byłam w stanie zlokalizować miejsca, z którego wydobywał się okrutny dźwięk. Telefonu nie było ani na szafce nocnej, ani na ziemi, chyba nawet nie było go w tym pokoju. Zeszłam na dół uważnie nasłuchując. W pierwszej chwili uznałam, że odgłos dobiega z kuchni. Zbliżając się do pomieszczenia, nasilało się natrętne burczenie. Jednak kuchnia była czysta, żadnych garnków, talerzy, ani telefonu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że dźwięk wydobywa się z lodówki, a raczej zamrażarki. Wsadziłam komórkę wraz z lodami, które chciałam zjeść w nocy ale zmęczenie mi na to nie pozwoliło. W między czasie dobijająca się do mnie osoba straciła ostatnią nadzieję i nagrała się na sekretarkę.
Wyciągałam właśnie swojego HTC, kiedy rozległa się znienawidzona przeze mnie melodyjka telefonu domowego. Zamknęłam kopnięciem zamrażarkę i powędrowałam ledwo żywa do salonu. Jak na złość aparat oczywiście nie był na swoim miejscu. Dzwonił prawdopodobnie z pokoju na piętrze. Niespokojnie wbiegłam po schodach i skierowałam się do gabinetu. Całe szczęście, że chociaż ten nie był zamknięty w jakimś niedorzecznym miejscu.
- Halo?- Powiedziałam podnosząc słuchawkę.
- Hej, to ja Jenaro. Dzwoniłem na komórkę, ale nie odbierałaś.- Przywitał się mój kumpel.
- Ach to Ty za wszelką cenę próbowałeś wywołać u mnie atak nerwicy połączony z silnym kacem.- Zaśmiałam się.
- Przepraszam, chciałem tylko sprawdzić jak się czujesz, ale teraz już chyba wiem, że jest średnio.- Odpowiedział rozbawiony.- Potrzebujesz czegoś?
- Jeśli pytasz o zdrowie to nie, ale jeśli o humor to może być wódka.
- Jesteś niemożliwa.- Nie mógł zapanować nad śmiechem- Pytałem poważnie. Jeśli czegoś Ci brakuje to mogę przywieźć.
- To miłe z twojej strony, ale raczej wszystko mam.- Już dawno nikt się o mnie tak nie troszczył.
- A może jednak?- Spytał.
- Och, skoro tak bardzo chcesz wpaść to możesz załatwić pomarańcze.- Zaśmiałam się.
- Rozgryzłaś mnie, już się stęskniłem.- Dodał żartobliwie.- Będę za jakąś godzinę.
- Okej, już nie mogę się doczekać.- Dodałam figlarnie i się rozłączyłam.
Ledwo odłożyłam słuchawkę, rozległo się pukanie do drzwi. Natarczywy gość odnalazł także dzwonek więc postanowił mnie bardziej podręczyć. Nie miałam chwili spokoju odkąd wstałam. Podeszłam do wejścia i otworzyłam zamek.
- Dzień dobry, to dla pani.- Młody mężczyzna wręczył mi niewielką paczkę.
- Ale ja nic nie zamawiałam.- Zaprotestowałam.- To nie moje.- Powiedziałam chcąc zwrócić mu pakunek.
- Na pewno do pani. Nie przyjmuję zwrotów.- Uśmiechnął się znacząco i odszedł. Nie chciał żadnego potwierdzenia odbioru, nawet nie pytał o moje nazwisko.
Poszłam z przesyłką do kuchni i wyjęłam nożyczki żeby ją otworzyć. Karton nie był zbyt dobrze zabezpieczony lecz jego zawartość przyprawiła mnie o zawał serca. W środku znajdowało się 28 saszetek z biały, w niektórych lekko beżowym, drobnym proszkiem. Wszystkie opisane, z ceną, procentem. Heroina. Obok był jeszcze jedne nieduży srebrny worek, którego wolałam nie otwierać. Przecież ja nie zamawiałam żadnych narkotyków. O co tu cholera chodziło?
Nalałam sobie szklankę wody i od razu wypiłam. Ręce mi się trzęsły, serce łomotało. Jakby to ktoś zobaczył od razu wylądowałabym za kratkami. Nikt by mi nie uwierzył, że to pomyłka.
Starałam się myśleć racjonalnie. Musiałam się tego jakoś pozbyć albo gdzieś ukryć. Nie, ukrywanie to głupi pomysł. Niespodziewanie zadzwoniła moja komórka, aż podskoczyłam ze strachu. Pobiegłam do swojego pokoju chcąc szybko odebrać.
- Co znowu?- Wydyszałam zdenerwowana.
- Jak miło. To ja, Nathan. Chciałem się zapytać czy moglibyśmy się dzisiaj spotkać?- Odpowiedział lekko wystraszony.
- Przepraszam, ale jestem wyprowadzona z równowagi. Nie mam spokoju. Nie wiem czy dzisiaj dam radę, może przełóżmy to na jutrzejszy wieczór?- Zaproponowałam.
- Jasne, nie ma sprawy. Przyjdę po Ciebie, okej?
- Dobrze. Muszę już kończyć. Jeszcze raz przepraszam. Do jutra.- Wyłączyłam się w pośpiechu i znów zbiegłam na dół.
Stanęłam przed stołem z narkotykami i głośno westchnęłam. Może powinnam to komuś oddać albo sprzedać? Czysta heroina jest warta majątek. Głupi pomysł, nie będę zarabiać na biednych uzależnionych ludziach. To nieetyczne.
Zrezygnowana poszłam do barku w salonie i wyjęłam whisky. Nie trudniłam się wyjciąganiem szklanek albo lodu. Pociągnęłam kilka dużych łyków prosto z butelki, a następnie opadałam na fotel. Zdążyłam wypić pół flaszki zanim usłyszałam pukanie do drzwi. Poderwałam się z miejsca i ruszyłam zobaczyć kto znowu mnie napastuje.
- Jestem, i mam pomarańcze.- Jenaro pomachał mi ekologiczną torbą przed nosem.
- Świetnie. Nie spodziewałam się Ciebie tak wcześnie.- Mówiłam trochę niewyraźnie.
- Czuć od Ciebie alkohol. Wszystko w porządku?- Zrobił się podejrzliwy.- Odłożę pomarańcze do kuchni i porozmawiamy.
-Okej.- Zgodziłam się w pierwszej chwili zamykając drzwi.- Nie! Nie idź do kuchni! Zostaw je tutaj!- Zaczęłam krzyczeć biegnąc w jego stronę.
- Oszalałaś?- Spytał zdziwiony.
- Nie, po prostu nie posprzątałam bałaganu i wolałabym żebyś tam nie wchodził.- Próbowałam jakoś się sensownie wytłumaczyć.
- Oj daj spokój.- Machnął ręką.- Gorsze rzeczy widziałem.- Puścił do mnie oczko i wszedł do kuchni.
Momentalnie się zatrzymał, a jego ręce opadły wzdłuż tułowia. Postawił torbę na ziemi i spokojnym krokiem podszedł do stołu. Podniósł jeden woreczek i przeczytał etykietkę. Spojrzał na resztę, potem przeniósł wzrok na mnie. Widziałam w jego oczach niezliczoną liczbę pytań, które chciał mi zadać, jednak nie wiedział od czego zacząć.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale to nie należy do mnie.- Zaczęłam wyjaśniać.- Dostałam dzisiaj rano przesyłkę. Kurier twierdził, że jest na pewno do mnie. Nie miałam co z nią zrobić więc otworzyłam. Nie wiedziałam, że w środku jest heroina. Gdybym wiedziała, nigdy bym tego nie otworzyła.- Spuściłam oczy.
- Nie chodzi o heroinę, tylko o to.- Podniósł srebrną saszetkę.- To jest metylan. Jeden z najniebezpieczniejszych i najdroższych narkotyków na świecie, o zabójczym działaniu psychodelicznym. Posiadanie go to prawie jak samobójstwo. Jeśli ktokolwiek zorientowałby się co było w tej przesyłce, dawno byś nie miała życia. Skąd to przyszło?
- Nie mam pojęcia.- Przełknęłam głośno ślinę i wzięłam flaszkę wypitej do połowy whisky.- Po prostu przyniósł mi gównianą paczkę i się uparł, że jest moja!- Podniosłam głos.
- Co zamierzasz z tym zrobić?- Spytał Jenaro.
- Nie wiem, może gdzieś wyrzucić?- Odpowiedziałam przykładając butelkę do ust.
- Oszalałaś? Zaraz to odkryją. Wiesz jak ciężko jest dostać metylan? Ludzie płacą za to setkami tysięcy, prawie milionami.
- Skąd Ty to wszystko wiesz?- Spytałam zdziwiona nadal żłopiąc trunek.
- Kiedyś zajmowaliśmy się przemytem i handlem narkotykami więc trochę się znam.- Wytłumaczył mi bez większych zahamowań. Zakrztusiłam się ze zdziwienia.- Odstaw to, alkohol nie rozwiąże Twoich problemów.- Dodał.
- Twoje gadanie też nie.- Odpowiedziałam pijąc dalej. Jenaro podszedł i zabrał mi butelkę.
- Idź usiądź na kanapie. Trzeźwa nie jesteś.- Zrobiłam to co sobie życzył. Jednak zanim do mnie dołączył zdążyłam zasnąć.
Obudziłam się kilka godzin później. Nadal leżałam na kanapie w szlafroku, przykryta kocem. obok siedział mój przyjaciel i głaskał mnie po włosach. Podniosłam się ociężale i w okamgnieniu poczułam straszny ból. Złapałam się za głowę po czym jęknęłam cicho.
- Zapijanie kaca alkoholem nie jest najlepszym z możliwych wyjść.- Zaśmiał się.
- Teraz już wiem. Postaram się pamiętać.- Odpowiedziałam i oparłam się o jego ramię.
- Pomogę Ci to sprzedać jeśli chcesz. Nadal mam znajomości. Trzeba coś z tym zrobić.- Rzucił propozycję.
- Myślisz, że to jest dobry pomysł?- Nie byłam zbytnio przekonana.- Jakoś nigdy nie marzyłam o karierze dealerki.
- To jest chyba jedyne racjonalne rozwiązanie skoro chcesz się tego pozbyć.
- Byłaby ze mnie teraz niezła ćpunka. Mam zapasy heroiny i jakiegoś drogiego gówna. Niedługo alkohol może mi się znudzić. Co wtedy?- Zapytałam żartobliwie.
- Powinnaś zażyć wszystko na raz.- Zaczął się śmiać.- Heroina, metylan, wódka, papierosy, jeszcze załatwię Ci ekstazy. Zadowolona?
- No jasne, moje marzenia w końcu się spełnią.- Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni.- Gdzie powinnam to schować?
- W jakimś bezpiecznym miejscu, żeby oprócz Ciebie nikt nie mógł tego znaleźć.
- Mam sejf w garderobie. To dobre miejsce?- Zastanawiałam się.
- Tak. Raczej nieznajomi nie będą mogli Ci tam grzebać.- Uśmiechnął się.- Jest już późno, będę się zbierał.
- Jasne, dzięki że przyszedłeś. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie.- Uścisnęłam go przyjaźnie.
- Nie ma sprawy. Zadzwonię do Ciebie jutro rano, więc nie chowaj telefonów do lodówki.
- Postaram się!- Obiecałam.
Jenaro wyszedł, a ja wróciłam do kuchni. Pozbierałam wszystko i zapakowałam do szkatułki, którą znalazłam w sypialni mamy. Była zamykana na klucz, kłódkę oraz szyfr. Pomyślałam, że jest to odpowiednie miejsce dla moich nowych przyjaciół w saszetkach. Ruszyłam szybko w stronę garderoby. Przedarłam się przez wszystkie cieplejsze ubrania, a następnie przesunęłam regał z książkami encyklopedycznymi. Dobrą chwilę spędziłam na przypominaniu sobie kodu do sejfu. Na szczęście od czasów dzieciństwa nikt nic nie zmieniał więc mogłam go otworzyć bez większych przeszkód. Schowałam drogocenne cuda i zamknęłam sejf. Miałam nadzieję, że nieszybko będę musiała znów tam zaglądać.
Po całym dniu pełnym wrażeń postanowiłam zadzwonić do Libby. Prawdopodobnie nadal się na mnie gniewała. Wybrałam numer przyjaciółki, niestety odezwała się jej poczta głosowa. Spróbowałam jeszcze raz.
- Halo?- Spytała Libby po trzecim sygnale.
- Cześć, to ja. Dzwoniłam wcześniej.
- Tak wiem.- Szybko mi przerwała.- Pewnie chcesz mnie przeprosić za to co zrobiłaś, ale już się nie gniewam. Mam tylko pewien problem.
- Co się dzieje?- Libby wydawała się być zdenerwowana.
- Przed moim domem od 4 dni stoi czarny samochód. Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
- Nie żartuj sobie!- Wybuchłam śmiechem.- Pewnie sąsiedzi kupili nowe auto, a Ty już panikujesz. Spokojnie, nikt Cię nie obserwuje.
-Tak? To dlaczego sąsiedzi odjeżdżają z krawężnika za każdym razem jak wychodzę z domu?- Spytała lekko zirytowana moim podejściem do sprawy.
- Okej, masz rację, to już jest trochę podejrzane. Nie próbowałaś kiedyś zapukać w szybę tego samochodu?
- Masz głupie pomysły. Poza tym jak wychodzę z domu to od razu odjeżdżają.- Dodała zdenerwowana.
- A jak jesteś na mieście to też masz wrażenie, że ktoś Cię obserwuje?
- Czasami tak. Kilka razy gdzieś śmignął mi czarny samochód, ale rzadziej niż pod domem.
- Powiedziałaś o tym rodzicom? Może oni jakoś zareagują.
- Chętnie, szkoda tylko, że są na wakacjach w Europie i wrócą za miesiąc.- Odpowiedziała ze smutkiem Libby.
- Nieciekawie. To mogą być jacyś włamywacze, którzy dowiedzieli się, że dom będzie pusty i tylko czekają aż gdzieś wyjdziesz.- Trochę głupi pomysł, ale ostatnio było kilka takich przypadków.
- Rodzice by mnie zamordowali gdyby coś się stało ich antycznym meblom. Obiecałam, że będę ostrożna i wszystko pozostanie nienaruszone. Jak mam się pozbyć tych złodziei?
- Najlepiej gdybyś miała jakiś współlokatorów. Im więcej ludzi tym lepiej. Może wtedy odpuszczą.
- Masz rację. To może pomieszkasz ze mną przez jakiś czas? Poprosiłabym też Nathana. Chyba powinniście sobie wyjaśnić kilka spraw.- Zapadła chwila niezręcznej ciszy.
- Tak.- Odpowiedziałam w końcu, przerywając milczenie.- To jest dobry pomysł. Spakuję się i przyjadę do Ciebie jutro w południe.
- Dzięki. Do zobaczenia!- Wyłączyła się.
Niekoniecznie miałam ochotę na super słodkie wieczorki z Nathanem, ale Libby miała rację- powinniśmy wyjaśnić sobie kilka spraw. Szkoda tylko, że ja zupełnie nie wiedziałam co mu powiedzieć i w którą stronę pokierować całą sytuację.
Poszłam na górę i wyjęłam swoją czerwoną walizkę z poliwęglanu. Spakowałam do niej buty, ciuchy oraz kosmetyki. Nie wiedziałam ile u niej zostanę, ale wolałam być przygotowana na każdą ewentualność. Poszłam po kurtkę przeciwdeszczową, którą trzymałam u mamy w szafie. Rzadko u nas padało więc powinna leżeć w jednym z pudeł schowanych na dnie. Wyciągnęłam wszystkie kartony i zaczęłam przeglądać stare przedmioty. Było tam mnóstwo zdjęć z początków małżeństwa moich rodziców. Znalazłam kilka albumów rodzinnych oraz pamiątek. Natrafiłam też na listy miłosne adresowane do mamy. Czasem opowiadał mi o swojej bogatej młodości. Tęskniła za nią, uważała to za najlepszy czas w życiu każdego człowieka.
Uśmiechnęłam się do własnych wspomnień i włożyłam wszystko na miejsce. Zrezygnowałam z poszukiwań kurtki. Było jeszcze mnóstwo pudeł do przejrzenia, a mi coraz bardziej chciało się spać. Dręczącą mnie sprawą była przeszłość Jenaro. Nigdy nie podejrzewałabym go o kontakt z narkotykami chociaż jego rodzina budziła pewne wątpliwości. Szczególnie Ci trzej napakowani goście napastujący Ivette.
Skończyłam pakowanie i położyłam się do łóżka. To był ciężki dzień i potrzebowałam odpoczynku. Ledwo zdążyłam zamknąć oczy kiedy znowu zadzwonił mój telefon. Stwierdziłam, że na dzisiaj to koniec. Obróciłam się na drugą stronę i zasnęłam. Już nie interesowało mnie kto dzwonił.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale to nie należy do mnie.- Zaczęłam wyjaśniać.- Dostałam dzisiaj rano przesyłkę. Kurier twierdził, że jest na pewno do mnie. Nie miałam co z nią zrobić więc otworzyłam. Nie wiedziałam, że w środku jest heroina. Gdybym wiedziała, nigdy bym tego nie otworzyła.- Spuściłam oczy.
- Nie chodzi o heroinę, tylko o to.- Podniósł srebrną saszetkę.- To jest metylan. Jeden z najniebezpieczniejszych i najdroższych narkotyków na świecie, o zabójczym działaniu psychodelicznym. Posiadanie go to prawie jak samobójstwo. Jeśli ktokolwiek zorientowałby się co było w tej przesyłce, dawno byś nie miała życia. Skąd to przyszło?
- Nie mam pojęcia.- Przełknęłam głośno ślinę i wzięłam flaszkę wypitej do połowy whisky.- Po prostu przyniósł mi gównianą paczkę i się uparł, że jest moja!- Podniosłam głos.
- Co zamierzasz z tym zrobić?- Spytał Jenaro.
- Nie wiem, może gdzieś wyrzucić?- Odpowiedziałam przykładając butelkę do ust.
- Oszalałaś? Zaraz to odkryją. Wiesz jak ciężko jest dostać metylan? Ludzie płacą za to setkami tysięcy, prawie milionami.
- Skąd Ty to wszystko wiesz?- Spytałam zdziwiona nadal żłopiąc trunek.
- Kiedyś zajmowaliśmy się przemytem i handlem narkotykami więc trochę się znam.- Wytłumaczył mi bez większych zahamowań. Zakrztusiłam się ze zdziwienia.- Odstaw to, alkohol nie rozwiąże Twoich problemów.- Dodał.
- Twoje gadanie też nie.- Odpowiedziałam pijąc dalej. Jenaro podszedł i zabrał mi butelkę.
- Idź usiądź na kanapie. Trzeźwa nie jesteś.- Zrobiłam to co sobie życzył. Jednak zanim do mnie dołączył zdążyłam zasnąć.
Obudziłam się kilka godzin później. Nadal leżałam na kanapie w szlafroku, przykryta kocem. obok siedział mój przyjaciel i głaskał mnie po włosach. Podniosłam się ociężale i w okamgnieniu poczułam straszny ból. Złapałam się za głowę po czym jęknęłam cicho.
- Zapijanie kaca alkoholem nie jest najlepszym z możliwych wyjść.- Zaśmiał się.
- Teraz już wiem. Postaram się pamiętać.- Odpowiedziałam i oparłam się o jego ramię.
- Pomogę Ci to sprzedać jeśli chcesz. Nadal mam znajomości. Trzeba coś z tym zrobić.- Rzucił propozycję.
- Myślisz, że to jest dobry pomysł?- Nie byłam zbytnio przekonana.- Jakoś nigdy nie marzyłam o karierze dealerki.
- To jest chyba jedyne racjonalne rozwiązanie skoro chcesz się tego pozbyć.
- Byłaby ze mnie teraz niezła ćpunka. Mam zapasy heroiny i jakiegoś drogiego gówna. Niedługo alkohol może mi się znudzić. Co wtedy?- Zapytałam żartobliwie.
- Powinnaś zażyć wszystko na raz.- Zaczął się śmiać.- Heroina, metylan, wódka, papierosy, jeszcze załatwię Ci ekstazy. Zadowolona?
- No jasne, moje marzenia w końcu się spełnią.- Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni.- Gdzie powinnam to schować?
- W jakimś bezpiecznym miejscu, żeby oprócz Ciebie nikt nie mógł tego znaleźć.
- Mam sejf w garderobie. To dobre miejsce?- Zastanawiałam się.
- Tak. Raczej nieznajomi nie będą mogli Ci tam grzebać.- Uśmiechnął się.- Jest już późno, będę się zbierał.
- Jasne, dzięki że przyszedłeś. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie.- Uścisnęłam go przyjaźnie.
- Nie ma sprawy. Zadzwonię do Ciebie jutro rano, więc nie chowaj telefonów do lodówki.
- Postaram się!- Obiecałam.
Jenaro wyszedł, a ja wróciłam do kuchni. Pozbierałam wszystko i zapakowałam do szkatułki, którą znalazłam w sypialni mamy. Była zamykana na klucz, kłódkę oraz szyfr. Pomyślałam, że jest to odpowiednie miejsce dla moich nowych przyjaciół w saszetkach. Ruszyłam szybko w stronę garderoby. Przedarłam się przez wszystkie cieplejsze ubrania, a następnie przesunęłam regał z książkami encyklopedycznymi. Dobrą chwilę spędziłam na przypominaniu sobie kodu do sejfu. Na szczęście od czasów dzieciństwa nikt nic nie zmieniał więc mogłam go otworzyć bez większych przeszkód. Schowałam drogocenne cuda i zamknęłam sejf. Miałam nadzieję, że nieszybko będę musiała znów tam zaglądać.
Po całym dniu pełnym wrażeń postanowiłam zadzwonić do Libby. Prawdopodobnie nadal się na mnie gniewała. Wybrałam numer przyjaciółki, niestety odezwała się jej poczta głosowa. Spróbowałam jeszcze raz.
- Halo?- Spytała Libby po trzecim sygnale.
- Cześć, to ja. Dzwoniłam wcześniej.
- Tak wiem.- Szybko mi przerwała.- Pewnie chcesz mnie przeprosić za to co zrobiłaś, ale już się nie gniewam. Mam tylko pewien problem.
- Co się dzieje?- Libby wydawała się być zdenerwowana.
- Przed moim domem od 4 dni stoi czarny samochód. Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
- Nie żartuj sobie!- Wybuchłam śmiechem.- Pewnie sąsiedzi kupili nowe auto, a Ty już panikujesz. Spokojnie, nikt Cię nie obserwuje.
-Tak? To dlaczego sąsiedzi odjeżdżają z krawężnika za każdym razem jak wychodzę z domu?- Spytała lekko zirytowana moim podejściem do sprawy.
- Okej, masz rację, to już jest trochę podejrzane. Nie próbowałaś kiedyś zapukać w szybę tego samochodu?
- Masz głupie pomysły. Poza tym jak wychodzę z domu to od razu odjeżdżają.- Dodała zdenerwowana.
- A jak jesteś na mieście to też masz wrażenie, że ktoś Cię obserwuje?
- Czasami tak. Kilka razy gdzieś śmignął mi czarny samochód, ale rzadziej niż pod domem.
- Powiedziałaś o tym rodzicom? Może oni jakoś zareagują.
- Chętnie, szkoda tylko, że są na wakacjach w Europie i wrócą za miesiąc.- Odpowiedziała ze smutkiem Libby.
- Nieciekawie. To mogą być jacyś włamywacze, którzy dowiedzieli się, że dom będzie pusty i tylko czekają aż gdzieś wyjdziesz.- Trochę głupi pomysł, ale ostatnio było kilka takich przypadków.
- Rodzice by mnie zamordowali gdyby coś się stało ich antycznym meblom. Obiecałam, że będę ostrożna i wszystko pozostanie nienaruszone. Jak mam się pozbyć tych złodziei?
- Najlepiej gdybyś miała jakiś współlokatorów. Im więcej ludzi tym lepiej. Może wtedy odpuszczą.
- Masz rację. To może pomieszkasz ze mną przez jakiś czas? Poprosiłabym też Nathana. Chyba powinniście sobie wyjaśnić kilka spraw.- Zapadła chwila niezręcznej ciszy.
- Tak.- Odpowiedziałam w końcu, przerywając milczenie.- To jest dobry pomysł. Spakuję się i przyjadę do Ciebie jutro w południe.
- Dzięki. Do zobaczenia!- Wyłączyła się.
Niekoniecznie miałam ochotę na super słodkie wieczorki z Nathanem, ale Libby miała rację- powinniśmy wyjaśnić sobie kilka spraw. Szkoda tylko, że ja zupełnie nie wiedziałam co mu powiedzieć i w którą stronę pokierować całą sytuację.
Poszłam na górę i wyjęłam swoją czerwoną walizkę z poliwęglanu. Spakowałam do niej buty, ciuchy oraz kosmetyki. Nie wiedziałam ile u niej zostanę, ale wolałam być przygotowana na każdą ewentualność. Poszłam po kurtkę przeciwdeszczową, którą trzymałam u mamy w szafie. Rzadko u nas padało więc powinna leżeć w jednym z pudeł schowanych na dnie. Wyciągnęłam wszystkie kartony i zaczęłam przeglądać stare przedmioty. Było tam mnóstwo zdjęć z początków małżeństwa moich rodziców. Znalazłam kilka albumów rodzinnych oraz pamiątek. Natrafiłam też na listy miłosne adresowane do mamy. Czasem opowiadał mi o swojej bogatej młodości. Tęskniła za nią, uważała to za najlepszy czas w życiu każdego człowieka.
Uśmiechnęłam się do własnych wspomnień i włożyłam wszystko na miejsce. Zrezygnowałam z poszukiwań kurtki. Było jeszcze mnóstwo pudeł do przejrzenia, a mi coraz bardziej chciało się spać. Dręczącą mnie sprawą była przeszłość Jenaro. Nigdy nie podejrzewałabym go o kontakt z narkotykami chociaż jego rodzina budziła pewne wątpliwości. Szczególnie Ci trzej napakowani goście napastujący Ivette.
Skończyłam pakowanie i położyłam się do łóżka. To był ciężki dzień i potrzebowałam odpoczynku. Ledwo zdążyłam zamknąć oczy kiedy znowu zadzwonił mój telefon. Stwierdziłam, że na dzisiaj to koniec. Obróciłam się na drugą stronę i zasnęłam. Już nie interesowało mnie kto dzwonił.
YEAAAAH! Czekałam na ten rozdział tysiąclecia! Na szczęście jest znakomity i mogę Ci to wszystko wybaczyć! :D Podejrzewam Libby o schizofrenię XDD Mój ulubiony moment:
OdpowiedzUsuń- Alkohol nie rozwiąże twoich problemów.
- Twoje gadanie też nie.
I zaczyna dalej pić <33 KOCHAM
Nie mogę się już doczekać następnego, więc pisz kochana pisz! Osobiście Cię skrzywdzę jak znowu każesz mi tyle czekać!
~Niki
Świetny rozdział, jak zawsze :) Nathan znów mnie denerwuje. Zachowuje się jak natrętne dziecko, a z tego co widzę, to Caroline gustuje w innych - prawdziwych mężczyznach. Jedyna rzecz, która się u mnie zmieniła to to, że polubiłam Jenaro. Jest zabawny, można z nim zaszaleć, ale zna granice i jest opiekuńczy :) Mam nadzieję, że rozwinie się jakoś akcja między nimi. Chociaż nadal istnieje wątek z tajemniczym Tomem, który co chwila znika i pojawia się w rozdziałach. Życzę weny! Mam nadzieję, że tym razem notka pojawi się wcześniej. Bo miesiąc to spoko czasu ;)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Naprawdę mi się podoba. Jestem jednak trochę zawiedzione, że Caroline odtrąca Nathana. Poza tym żarty z narkotykami wypowiadane przez nią chyba miały drugie dno. Mam nadzieję, że sama nie zamieni się w ćpunkę. Nie zgodzę się z osobą wyżej. Mianowicie Jenaro jest chyba jednym z najnieodpowiedniejszych mężczyzn, z którymi powinna się zadawać. Zmusił ją do dealerowania, a ona tego wcześniej nie chciała.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie skąd przyszła ta paczka. Może ktoś się na nią uwziął i chce narobić jej kłopotów?
No i największa tajemnica rozdziału: KTO DZWONIŁ DO NIEJ W NOCY?! Mam nadzieję, że dowiemy się tego w kolejnej notce.
Świetny rozdział, jestem pod wieeeeeeeelkim wrażeniem. Czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny!
Hxc
Hey. Opowiadanie wspaniałe. Wciągnęło mnie na amen. Czekam na dalsze części, tym czasem zapraszam na stronkę >>>http://the-formula-for-happiness.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPo każdym przeczytanym rozdziale czuje niedosyt! Wciąż mam ochotę na więcej! <3 Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Jestem ciekawa od kogo była ta paczka. No i tęsknię za Nathanem <3 /Nessi
OdpowiedzUsuńHej, kocham Twojego bloga! W jeden dzień pochłonęłam wszystko i czekam na dalsze części. Osobiście uważam Caroline za szaloną osobę, która najpierw robi, a potem myśli. No cóż, przynajmniej jest wesoło :) Zaintrygowała mnie jeszcze postać Toma. Tajemniczy, przystojny mężczyzna wciąż pojawiający się w jej życiu. Czyżby przypadek? :D Coś mi się nie wydaje. Ciekawi mnie też, co robił w jej szkole i co się stało w tej łazience. O rany xDDD niby tylko 10 rozdziałów, a tyle się dzieję, że ledwo nadążam. Na dodatek ten czarny samochód i zapewne jakaś mafia handlująca narkotykami. O co w tym wszystkim chodzi? Mam nadzieję, że niedługo nam to wszystko powyjaśniasz. Życzę weny! ;3 ~Ali
OdpowiedzUsuń