20. I pretend I’m not hurt.

   Wszystkie sprawy związane z lecznicą oraz psem załatwiłam bardzo szybko. Odebrałam swojego przyjaciela, który niesamowicie urósł przez ten czas. Był dopiero szczeniakiem i prawdopodobnie w przyszłości stanie się trzy razy większy. Suma do zapłacenia też była niczego sobie.
- Dokąd teraz, moja droga przyjaciółko?- zapytał Jenaro gładząc psa siedzącego na tylnym siedzeniu.
- Chyba powinnam już wracać. Czeka mnie niezłe kazanie- pokręciłam głową z rezygnacją.
- Odwiozę Cię pod dom Libby, ale nie licz że wejdę do środka. Nie zniosę tego kretyna.
- Mógłbyś zachowywać się jak dżentelmen- zaśmiałam się.
- Poczekam, aż zniknie z horyzontu Twojego życia. Pamiętaj, że zajmuję kolejkę- puścił do mnie oczko.
- Chciałbyś! Myślisz, że skoro jesteś zamiejscowy to masz priorytety?- przekomarzałam się z nim.
- Co nie zmienia faktu, iż nie rozumiem co ta ciota robi u Twego boku. Znajdź sobie faceta..
   Prawie całą podróż wysłuchiwałam argumentów, dlaczego Nathan jest taki zły. Szczerze miałam nadzieję, że ci dwaj już nigdy więcej nie będą mieli przyjemności ponownego spotkania. Zamierzałam tego osobiście dopilnować..No przynajmniej dopóki szczęka Jenaro nie wydobrzeje.
- Zmiatajcie do przyjaciół- poganiał mnie, wypuszczając psa z samochodu.
- O proszę! A teraz się mnie pozbywasz?- starałam się udawać obrażoną.
- Mam kilka spraw do załatwienia- posłał mi buziaczka.- Zdzwonimy się wieczorem.
   Jego europejski humor poprawiał mi samopoczucie. Grzecznie prowadziłam nowego przyjaciela na smyczy. Plątał się między nogami, a ja z całych sił starałam się utrzymać równowagę na szpilkach. Jak się okazało cała grupka już na mnie czekała, nawet nie musiałam sama drzwi otwierać. W progu ujrzałam moją kochaną przyjaciółkę, która miała nieciekawą minę. Nie była zła, ani zirytowana. Może trochę zaniepokojona, ale i współczująca.
- Czemu nie wróciłaś na noc?- wyszeptała przytulając mnie na powitanie.
- Zostałam u Jenaro, źle się czuł- udawałam stęsknioną.
- Nathan ma ochotę Cię zamordować- niezdrowo przedłużałyśmy tulenie.
   Oderwałam się od niej niechętnie i spojrzałam pytająco. Rzeczywiście Nat miał prawo być na mnie zły. Spędziłam noc u chłopaka, z którym się o mnie pobił. Nieciekawie się zapowiadało. Przeszłam w głąb korytarza, aż znalazłam się w przestronnym salonie. Nathan leżał na kanapie z woreczkiem lodu przyciśniętym do skroni. Miał spuchnięte oko i nos. Momentalnie zrobiło mi się go szkoda. Żałowałam, że jednak nie wróciłam wczoraj do domu. Z sąsiedniego pomieszczenia słyszałam okrzyki zachwytu moich znajomych nad psem. Sarah z Mishą także zostali u Libby.
- Gdzie byłaś całą noc?- mój chłopak na razie nie przejawiał agresji, jednak wyczuwałam pretensje.
- U Jenaro. Dochodził do siebie, potrzebował mnie- zaczęłam się tłumaczyć.
- Ja też Cię potrzebowałem.- Jego odpowiedź była przepełniona goryczą.
- Miałeś pełen zestaw opiekunów.
- Ale to Ty jesteś moją dziewczyną, Ciebie chciałem mieć przy sobie- odparł z wyrzutem.
- Nie przesadzaj- westchnęłam i usiadłam na przeciwko.
- Co masz na sobie?- "O CHOLERA".
- To co widzisz?- odpowiedziałam bardziej pytająco. Chcąc uciąć kolejne pytanie wstałam pośpiesznie i ruszyłam w stronę kuchni.
Oparłam się o zimny blat, a szklankę napełniłam lodowatą wodą z kranu. Westchnęłam głośno, po czym zobaczyłam zbliżającą się Libby. Byłam stokrotnie wdzięczna, że chociaż ona się mnie dzisiaj nie czepiała. Poklepałam miejsce obok siebie, na znak żeby usiadła. Zrobiła to z lekkim ociąganiem, ale jednak.
- Mogę u Ciebie zostać z tym bydlakiem?- pogłaskałam z czułością podbiegającego psa.
- Tak. Póki nie zacznie podlewać moich mebli, może tu mieszkać- uśmiechnęła się blado.
- Nathan chyba jest bardzo zły- delikatnie potarłam skronie.
- Jesteś niesamowicie spostrzegawcza!- rzuciła z sarkazmem- Urodzona pani Detektyw. Teraz tylko znajdź sprawcę jego złego humoru! Może jest ich dwóch?- udawała zaskoczoną.
- Uspokój się, to nie jest pora na żarty. Naprawdę nie chciałam go zdenerwować.
- To idź i mu o tym powiedz. Ja cudu nie zdziałam- wzruszyła ramionami.
- Ja tym bardziej… Tylko katastrofy na siebie ściągam- westchnęłam zrezygnowana.
   Odstawiłam opróżnioną szklankę na blat. Spojrzałam niepewnie w stronę salonu, po czym powoli ruszyłam przed siebie. Ponownie zajęłam miejsce naprzeciwko zbolałego bruneta. Przez kilka dobrych minut nie byłam w stanie się przełamać, więc trwaliśmy w niezręcznej ciszy. Nathan posyłał mi spojrzenia pełne wyrzutu, a ja powoli czując ciążącą na mnie winę, spuściłam głowę. Nie chciałam patrzeć w jego piękne brązowe oczy. Mogłam z nich czytać jak z otwartej księgi, ale wiedziałam, że ta historia nie kończy się happy endem, przynajmniej nie dla mnie.
-Rozumiem, że koszulka też należy to tego świńskiego ryja- rozpoczął jakże optymistycznym akcentem. Na te słowa posłałam mu karcące spojrzenie.
-Tak, ale nie zapominaj, że to nadal mój przyjaciel. Nie obrażaj go w mojej obecności- naprawdę nie spodobały mi się jego wulgarne określenia.
-Może my też powinniśmy się zaprzyjaźnić. Wtedy przynajmniej poświęcisz mi więcej czasu- rzucił jakby od niechcenia, ale z jego wypowiedzi sączył się trujący jad. Docierał do moich receptorów słuchowych i odurzał każdą komórkę. Powoli przetrawiałam co właśnie usłyszałam i szczerze zaczynałam żałować, że jednak wróciłam.
-Zachowujesz się jak rozwydrzona panienka- skwitowałam. Knykcie zbielały mi od zaciskanych pięści. Chyba tylko ja sama, wiedziałam jak bardzo musiałam kontrolować swój wybuchowy charakter. -Porozmawiamy jak dojdziesz do siebie- dodałam, ale nie opuszczałam miejsca. Tym razem nie spuściłam wzroku. Podtrzymywałam jego gniewne spojrzenie.
   Chciałam żeby to się już skończyło. Niech on wróci do swojego normalnego stanu bycia. Przecież nie przespałam się z Hiszpanem i nie miałam nawet takiego zamiaru. Chciałam być dobrą przyjaciółką, a znowu wyszłam na zdradliwą szmatę. Postanowiłam ignorować kolejne docinki ze strony mojego chłopaka. Jeżeli nie mogę dojść z nim do porozumienia, przeczekam to.
    Reszta dnia mięła równie nieprzyjemnie. Jedyną pociechą był pies, który plątał się pod nogami i wywoływał mój uśmiech. Starałam się zająć czymś pożyteczny, więc posprzątałam każdy pokój, w którym nie przebywał aktualnie Nat. Pod koniec dnia pożegnałam się z Mishą i Sarah. Zamiast miłego popołudnia spędzili z nami odcinek brazylijskiej telenoweli.
   Musiałam chwilę pomyśleć. Całym ciężarem opadłam na jasną sofę i przykryłam się szarym, pluszowym kocem. Mój nowy przyjaciel szybko wywęszył okazję, po czym uwalił się prosto na moje łydki. Wypuściłam głośno powietrze z ust czując niemały ciężar.
   Nie myślałam już o wczorajszym wieczorze z Jenaro. Całą radość odbierały mi wspomnienia rozgniewanego Nathana, który cały dzień kierował w moją stronę zgryźliwe uwagi. Rozumiem, że czuł się odrzucony oraz urażony. Rozumiem, że bolało go całe ciało... ale mimo wszystko starczyło mu siły aby swoimi humorkami sprawić mi przykrość.
   Kątem oka zarejestrowałam podchodzącą Libby. Oparłam głowę o zagłówek i mocno zacisnęłam powieki. Przyjaciółka zajęła miejsce w obszernym fotelu, po czym wyciągnęła nogi kładąc je na szklanym stoliku do kawy.
- Jak się trzymasz?- zapytała delikatnie, poprawiając poduszki za sobą.
Nadal nie otwierając oczu, wzruszyłam obojętnie ramionami. Sama nie wiedziałam jak się czuję. Było mi przykro, smutno, a jednocześnie gdzieś głęboko odczuwałam złość, która z czasem dawała o sobie znać.
- Nat czasami zachowuje się jakby przechodził menopauzę. Znam go trochę dłużej i miałam okazję obserwować podobne zdarzenie- nie widziałam jej, ale mogłam wyczuć lekką rezygnację.
- Dopiero teraz czuję jak naprawdę to wygląda…
- Czyli? Co masz na myśli?
- Minęło dopiero 6 miesięcy, głupie pół roku, a ja jak zwykle wyobrażam sobie, że będziemy jedną wielką rodziną. Teraz wychodzi jak mało o was wiem. Wepchnęłam się w wasze towarzystwo nie pytając nikogo o zdanie.
- Daj spokój, przecież wszyscy Cię kochamy- zaprotestowała gwałtownie się podnosząc i podchodząc do miejsca gdzie znajdował się zagłówek.- Podnieś dupsko- rozkazała, a następnie ułożyła się kładąc moją głowę na swoich kolanach.
- Sama narobiłam sobie problemów, a mogłam się Ciebie posłuchać- pozwoliłam żeby łagodnie układała moje rozpuszczone włosy.
- Konkretniej, kochana. Podaj konkretny przykład.
- Ostrzegałaś mnie przed Victorią…- westchnęłam.
- Chcesz powiedzieć, że żałujesz znajomości… z Nathanem?- jakby bała się dokończyć.
- Nie, nie! Cieszę się, że poznałam was wszystkich, ale czasem ten nasz związek wygląda jak totalna fikcja literacka. Bez jakiegokolwiek prawa bytu…
- Z grzeczności nie powinnam potwierdzać, ale owszem. On się zakochał od pierwszego wejrzenia, a Ty… Nawet ja nie potrafię rozgryźć co do niego czujesz.
- Nie mogę się określić. Męczy mnie to strasznie, ale wiesz, że nie chcę nikogo krzywdzić. Staram się patrzeć na to z różnych perspektyw i chyba dlatego jestem taka rozbita. Sama nie wiem czego chcę.
- Nigdy nie wyglądałaś na osobę niezdecydowaną, ale chyba w tym aspekcie naprawdę masz problem- podsumowała współczująco.
- Co nie zmienia faktu, że powinnam coś z tym zrobić.
- Nie przejmuj się tym teraz. Lepiej mi powiedz czy łączy Cię coś z tym Jeremym?
- Jenaro- poprawiłam ją z uśmiechem.- Nie, nic nas nie łączy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i tak już zostanie.
- On też tak uważa?- podniosła jedną brew.
- Nie prowokuj niepotrzebnych sytuacji- zagroziłam, lecz w pozycji leżącej nie brzmiało to wystarczająco pouczająco.
- Zostaje nam jeszcze sprawa z panem Mikaelsonem- spojrzałam na nią spod byka.- No co? Tak tylko przypominam- uniosła dłonie w geście poddania.
- Nie ma o czym gadać..- ta sprawa naprawdę była dziwna.
- To nie ja zaczęłam go wyzywać i nie uciekłam z klasy- spojrzała na mnie oskarżycielsko.
- Okej, okej! Poddaję się- podniosłam się do pozycji siedzącej.- Wszystko Ci wyjaśnię jak tylko będziemy same.
- A teraz nie jesteśmy same?- obróciła głowę w stronę wejścia.
- Nie, nie jesteśmy. To delikatna sprawa.
- W takim razie proponuję zamknąć się dzisiaj w sypialni. Nathan raczej nie będzie miał ochoty z nami spać. Zgadasz się?
- W ostateczności, tak.
    Libby niedługo potem opuściła salon i poszła przygotowywać kolację. Chciałam jej pomóc, ale zarzekała się, że jest samowystarczalna. Gdy jednak z kuchni usłyszałam barytonowy głos Leo, postanowiłam dać im chwilę prywatności. Przyłożyłam głowę do poduszki, po czym zapadłam w głęboki sen. Prawdopodobnie minęło niewiele czasu, gdy poczułam jak coś gryzie mnie po nogach. Tym czymś, oczywiście był pies.
   Niechętnie położyłam nogi na podłodze i powolnie wstałam. Zwierzę jednak nie dawało za wygraną nadal podgryzając moje stopy. Ruszyłam w kierunku, który mi wskazywał. Miejscem docelowym okazała się moja torebka, która zawzięcie wibrowała. Wiedząc, że są to już ostatnie sygnały, zamaszyście otworzyłam zapięcie i wysypałam zawartość na komodę. Komórka leżała odwrócona do góry nogami. Podejrzewałam, że Jenaro dzwoni zgodnie z obietnicą. Nieszczególnie miałam ochotę na ten telefon zważając na okoliczności. Szybko i bez zastanowienia wcisnęłam zieloną słuchawkę, po czym przyłożyłam aparat do ucha.
- Niezwykle słowny z Ciebie mężczyzna- chciałam zażartować, ale ton mojego głosu przywoływał na myśl starą wdowę, która nadal się nie pozbierała.
- Nie wiem skąd te wnioski, ale miło mi to słyszeć- odpowiedział głos, który nie należał do Jenaro. Głos, który swoim rezonansem hipnotyzował każdą kobietę. Głos, którego miałam nadzieję, długo nie usłyszeć.
- Tom?- spytałam głupio.
- Wiem, że pewnie się nie spodziewałaś i w sumie nie powinienem tego robić…- zaciął się- ale chyba powinniśmy sobie wyjaśnić kilka spraw.
- Brawo, trafne spostrzeżenie panie profesorze- odparłam ironicznie. Niech teraz pocałuje się w dupę.
- Caroline, proszę- westchnął.- Daj mi się wytłumaczyć. Nie chciałbym żeby wynikły z tego jakieś nieprzyjemne sytuacje.
- Bo do tej pory na pewno żadne nie miały miejsca- moje sarkastyczne odpowiedzi stuprocentowo go denerwowały.
- Nie chcę się z Tobą kłócić. Spotkajmy się tylko ten jeden raz, potem dam Ci spokój- jego głos brzmiał nad wyraz łagodnie.
- Nie.
- Caroline…
- Nie i koniec. Zobaczymy się w szkole, proszę pana- wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
    Zdenerwowana wyciszyłam telefon i wróciłam do salonu. Usiadłam chowając twarz w dłoniach i nakazałam sobie policzyć do dziesięciu. Starczy na dziś tych nieprzyjemnych paradoksów. Kto normalny powiedział, że to kobiety stwarzają problemy?
- Chcesz herbatę?- spytał troskliwie Leo.
- Jeśli serwujesz z prądem- posłałam mu blady uśmiech.

Komentarze

  1. Nathan niech spierdala na sprawdzian z matematyki, a nie za Caroline lata. Niech się spotka z Mikaelsonem, przetarmoszą się w jakiejś ruderze, w międzyczasie Jenaro może podzielić się narkotykami i no, MAMY ŚWIATOWE ŻYCIE, a nie spotkanie w stołówce między lekcjami, co za biedota.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu jak ja nie lubię Nathana! Biedny mały chłopiec, taki pokrzywdzony... Od razu bym go pogoniła. W ogóle co tam się dzieje to jakaś masakra :D ciężko nadążyć, Jenaro-Tom-Nathan, na dodatek jak długo oni będą mieszkać u Libby? I gdzie są rodzice Caroline?! :D Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni.
    Liczę też na więcej scen Tomline! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. z jednej strony szkoda mi Nathana, z drugiej go nie lubię... nie wiem co o tym myśleć i nie nadążam trochę za Caroline. Jak nie jeden, to drugi, jak nie drugi, to trzeci...
    ale nic nie zmieni faktu, że piszesz cudownie i jesteś bardzo pomysłowa! x

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

12. I can't believe it's happened to me.

10. I don't li­ke the drugs but the drugs li­ke me.