12. I can't believe it's happened to me.
- Sarah pisała, że chce się spotkać jutro po szkole.- Powiadomiłam przyjaciół przy śniadaniu.
- Ja nie mam nic przeciwko. Szkoda tylko, że kończy się ten długi weekend. Moglibyśmy skoczyć do centrum na małe zakupy.- Zaproponowała Libby upijając łyk porannej kawy.
- Chyba mogłybyście.- Poprawił ją Nathan.- Ja nie piszę się na takie szaleństwa. Życie samo w sobie jest niebezpieczne.
- Przestań!- Libby trzymała się za brzuch ze śmiechu.
- Będziesz miał ją na sumieniu.- Zaśmiałam się.
Kolejny dzień wspólnego świrowania zaczął się dość wesoło. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to szybko się nie zmieni. Po wielu próbach udało nam się dogadać co do planu dnia. Ja i Libby wyruszałyśmy na podbój centrum handlowego, natomiast Nat zostawał w domu. Następnie była zamiana- on szedł spotkać się z kolegami, a my stałyśmy na warcie. Dla każdego znaleźliśmy trochę przyjemności.
Zakupy udały nam się wybornie. Każda wyszperała coś dla siebie, a po wszystkim odwiedziłyśmy jeszcze nową kawiarnię. Jak się okazało była bardzo przytulna i serwowali tam świetną kawę. Wszystko wykonałyśmy w wyznaczonym czasie. Bez spóźnienia zdążyłyśmy wrócić do domu, a następnie zmienić Nathana na straży. Chłopak zameldował, że nie działo się nic godnego naszej uwagi, po czym zabrał się i wyszedł. Moja przyjaciółka postanowiła zorganizować nam salon piękności. W ofercie miałam do wyboru manicure, pedicure lub jedno i drugie. Takiej okazji nie mogłam przegapić, więc wybrałam opcję trzecią.
Libby wykonała swoje zadanie bardzo starannie. Moje paznokcie wyglądały jak z profesjonalnego salonu, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jak się dowiedziałam w międzyczasie, ciemnowłosa dziewczyna miała przez pół roku praktyki u swojej ciotki, która prowadzi salon piękności.
Spokojnie czekałam, aż lakier wyschnie podczas gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Było już po północy więc obydwie bardzo się zdziwiłyśmy, szczególnie że Nat miał klucze od domu. Wymieniłyśmy z Libby porozumiewawcze spojrzenia i wybrałyśmy numer Nathana. Chłopak odebrał po drugim sygnale. W tle słychać było jego kolegów oraz bite szkło. Było mi głupio, że mu przeszkadzam ale wolałam dmuchać na zimne. Powoli powiedziałam co się dzieje ( podejrzewałam, że może być trochę pijany). Stwierdził, że już się w sumie zbierał do domu, ale słysząc o zaistniałej sytuacji postanowił zabrać ze sobą kolegę. Libby nie miała nic przeciwko, wolała być bezpieczna.
Po zaledwie dziesięciu minutach usłyszałyśmy przekręcanie klucza w zamku. Do środka wszedł Nathan z napakowanym kolegą. Teraz rozumiałam dlaczego postanowił go tu zaciągnąć. Posłali sobie znaczące uśmieszki i pomaszerowali w naszą stronę.
- I co? Kto to był?- Wystrzeliła zaaferowana Libby.
- Seryjny morderca, którego rysopis widziałem dzisiaj w telewizji.- Odpowiedział Nathan z powagą w głosie.- Policja poszukuje go w trzech stanach, zamordował już około setki ludzi. Uwielbia znęcać się nad uczennicami liceów. Często wybiera dwie przyjaciółki, w opuszczonym domu.
- Bardzo śmieszne!- Zdenerwowała się przyjaciółka.- Naprawdę się przestraszyłam.
- Miałyście szczęście, że ja i Leo byliśmy w pobliżu.- Dodał, śmiejąc się z nas.
- Tak serio, to był jakiś pijany koleś, który pomylił imprezy. Był przekonany, że to dom jego znajomych. Zapewne ktoś w sąsiedztwie urządzał dzisiaj małe przyjęcie.- Wytłumaczył Leo. Obydwie odetchnęłyśmy głęboko.
- Jest dość późno, Leo zostaje u nas na noc?- Spytałam Nathana, który chyba nie przewidział tego wcześniej.
- Rany, zupełnie zapomniałem, że...
- Nie ma sprawy. Leo może zostać. Przecież nie będę mu kazała wracać po nocy. Jeszcze spotka takiego psychopatę jak Ty.- Spojrzała znacząco na Nathana. Starałam się stłumić śmiech zakrywając usta dłońmi.
- Daj spokój, to były tylko żarty.- Wytłumaczył chłopak i lekko się zachwiał.
- Hej, uważaj!- Krzyknęłam łapiąc go za ramię.- Zaraz padniesz tu jak długi.- Podtrzymałam go.
- Z Tobą mogę nawet paść z mostu do dżungli z zebrami i żarłocznymi wielorybami.- Odpowiedział łapiąc mnie za rękę.
- Co Ty bredzisz?- Zmarszczyłam czoło ze zdziwienia. Nie podejrzewałam, że jest z nim aż tak słabo.- Ile wypił?- Zwróciłam się do Leo.
- Za dużo jak na swoją głowę. Pozwól, że go od Ciebie zabiorę.- Wyciągnął ręce, żeby podnieść kolegę.
- Złe potwory chcą nas rozdzielić, ukochana!- Wrzasnął niespodziewanie Nathan, przebudzając się niespodziewanie.- Ale ja na to nie pozwolę.- Zamachnął się aby odepchnąć Leo, ale stracił równowagę i wylądowałby na posadzce gdyby nie zwinność jego przyjaciela.
- Zaraz się posikam.- Zapiszczała Libby, trzymając się za brzuch i pękając ze śmiechu.
- Chodź cwany buntowniku, czas spać. Jutro będziesz polował na księżniczki.- Powiedział Leo do Nathana, po czym zaprowadził go do sypialni gościnnej.
- Nie wierzę, że nasz Nat tak się schlał.- Dziewczyna nadal chichotała.
- Ja też nie. Chociaż w pierwszej chwili bałam się, że uderzy głową o ziemię i coś mu się stanie. Dobrze, że ma sprytnego kumpla.- Odpowiedziałam, odtwarzając w głowie całą sytuację. Teraz wydawała mi się bardziej zabawna.
- Ciekawe czy będzie to jutro pamiętał. Zamiast podziękować, to zamierzał pobić swojego wybawcę.- Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Tylko on jest do tego zdolny.- Uśmiechnęłam się szeroko.- Gdzie położysz Leo?
- Na pewno nie z Nathanem.- Posłała mi znaczące spojrzenie.- W drugim gościnnym, a my pośpimy same.
- Zapomniała, że masz pokoi jak lodu. Jakieś plany na jutro?- Spytałam.
- Szkoła?- Odpowiedziała Libby patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Matko! Zupełnie zapomniałam.- Zganiłam się w myślach, za własne roztargnienie.- Nie zabrałam z domu książek. Będę musiała wstać wcześniej i iść po nie.
- Serio będę musiała kupić Ci jakieś tabletki na pamięć. Co Ty taka rozmarzona?- Zrobiła zatroskaną minę.
- Jaka rozmarzona? Nie wymyślaj.- Szturchnęłam ją i poszłam do łazienki.
Obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Podniosłam się i rozprostowałam ramiona. W tym samym momencie Libby otworzyła oczy, spojrzała na mnie zdziwiona. Wciągnęła błogą woń, co spowodowało jej natychmiastowy uśmiech. Było stosunkowo wcześnie więc bardzo się zdziwiłam.
- Tylko dlaczego tak rano?- Spytała ochrypłym głosem przyjaciółka.
Odpowiedziałam jej śmiechem, po czym podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni znalazłam Nathana stojącego przy ekspresie. W samych bokserkach chłopak prezentował się wręcz doskonale. Nie mogłam oderwać oczu od jego umięśnionego torsu. Jak na złość odwrócił się w momencie, gdy próbowałam się powstrzymać od westchnięcia. Spojrzał na mnie rozbawiony, a ja zacisnęłam powieki z zawstydzenia. Podszedł do mnie powodując coraz szybsze bicie serca i obdarował szybkim całusem w policzek.
- Chyba próbujesz odkupić swoje winy za wczoraj.- Stwierdziłam lekko się uśmiechając.
- Nawet nie przypominaj.- Pokręcił głową.- Proszę miłościwa Pani.- Podał mi kawę i pysznie wyglądające naleśniki.
- Dziękuję mój rycerzu, ale taka rozpusta na śniadanie?- Spytałam tłumiąc jednocześnie śmiech.
- Po królewsku, moja damo.- Odparł i wyszczerzył swoje białe zęby.
- Znowu świrujecie?- Rzuciła zaspana Libby.- Myślałam, że te atrakcje skończyły się wczoraj w nocy.
Dla mnie też jest kawa?
- Oczywiście! Dla was wszystkich.
- A gdzie jest bohater Leo? To chyba jemu należą się największe podziękowania.- Zauważyłam pałaszując naleśniki.
- Zaraz zejdzie. Obudził się niedługo po mnie- oświadczył Nat.- Dzisiaj szkoła, cieszycie się?
- Jak nigdy wcześniej. Nie mogę się doczekać pięknej buźki Victorii.- Przyznała dziewczyna, łapiąc się za serce.- Jej przepiękne blond włosy falujące na wietrze i gładka jak pupa niemowlaka tapeta. Ach!- Westchnęła udając zakochaną.
- Ja muszę jeszcze pojechać do domu. Zapomniałam książek, ale w sumie to po drodze.- Zawiadomiłam przyjaciół.
- Jak chcesz to mogę iść z Tobą.- Zaoferował się Nat.- O! Idzie nasz heros!- Wszyscy zwróciliśmy głowy w stronę Leo.
- Dajcie spokój, wczorajszy wieczór to była dla mnie przyjemność.- Puścił oczko Nathanowi, po czym radośnie się zaśmiał.- Ubaw za dychę, że tak powiem.
- Racja.- Zawtórowała mu śmiechem Libby.- Brakowało mu tylko białego rumaka.
- Zostawcie go już, bo się biedak załamie. Nie wszyscy dobrze znoszą porażki.- Uśmiechnęłam się szyderczo i spojrzałam w piękne brązowe oczy chłopaka. Miał w sobie coś, co chwytało za serce. To spojrzenie, zapierające dech w piersiach. Znowu miałam ochotę westchnąć, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili.- Chodź, pójdziemy po moje książki. Niech się sami śmieją.- Dodałam żartobliwie, próbując uspokoić falę gorąca, która minie zalała.
- Dobrze, księżniczko.- Odpowiedział najsłodszym głosem, naśladując małego chłopca. Wszyscy zanieśliśmy się donośnym śmiechem.
Plusem wspólnej wyprawy, było to że Nat przyjechał do Libby swoim samochodem. Szybko się ubraliśmy i ruszyliśmy do mojego domu. Przed otworzeniem drzwi, naszła mnie histeryczna myśl, czy przypadkiem nie zostawiłam jakiegoś woreczka z heroiną na wierzchu. Musiałam się opanować, bo nagle zaczęły trząść mi się ręce. Nie mogłam pozwolić, aby chłopak miał jakiekolwiek podejrzenia. "Spokojnie, wszystko jest schowane w sejfie. Jenaro dopilnował, żebyś to dokładnie ukryła."- Mówiłam do siebie w myślach. W końcu udało mi się otworzyć wszystkie zamki.
W domu panował chłód. Wychodząc zostawiłam kilka otwartych okien, żeby się wietrzyło. Nie lubiłam dusznych pomieszczeń, zawsze robiło mi się wtedy słabo. Poprosiłam chłopaka, żeby zaczekał na mnie na dole. Potrzebne do szkoły rzeczy trzymałam w swoim pokoju, na górze. Musiałam niestety zabrać ze sobą wszystkie książki i zeszyty, skoro nie chciałam tu zachodzić każdego ranka. Postanowiłam zapakować się w dwie torby. Jedną na dzisiejszy dzień, a drugą z resztą kramu. Mogłam ją wtedy zostawić w samochodzie i nie targać ze sobą przez cały dzień.
Kiedy zeszłam na dół, w pierwszej chwili nie zauważyłam nigdzie bruneta. Serce podskoczyło mi do gardła. Coś w mojej głowie ostrzegało, że to zły znak. Panika dawała się coraz bardziej we znaki. Rzuciłam torby na podłogę i zaczęłam biegać przestraszona po domu. Nigdzie go nie było. Stanęłam przed drzwiami garderoby, gdzie był sejf. To ostatnie miejsce, gdzie mogłam go znaleźć. W głębi duszy pragnęła, żeby ten koszmar się nie ziścił. Miałam i tak dużo problemów, nie chciałam tworzyć kolejnych. Podchodziłam już do kremowych drzwi, gdy usłyszałam skrzypienie i zobaczyłam Nathana w progu. Chciał coś powiedzieć, po czym zmienił zdanie i otworzył szeroko oczy.
- Nie jest dzisiaj najcieplej, ale chyba nie potrzebujesz futra.- Powiedział dość zdziwiony.
- Ja tylko chciałam sprawdzić, czy są tam moje buty.- Skłamałam.- Nie mogłam ich znaleźć na górze.
- Ulżyło mi.- Odetchnął.- Chodź, bo spóźnimy się do szkoły.
- Już biegnę.- Odeszłam od garderoby i ruszyłam po swoje torby. Nathan od razu rzucił się żeby mi pomóc.
Byłam wdzięczna, ponieważ nie były to lekkie klamoty.
- Nie sprawdzisz, czy są tam Twoje buty?- Spytał jeszcze bardziej zdziwiony. Coś mu nie pasowało.
- To już nie ważne.- Machnęłam ręką i przeklęłam swoją głupotę w duchu. Chłopak nie zadawał więcej pytań.
Przed szkołą zobaczyliśmy rozmawiających Leo i Libby. Pomyślałam, że chyba coś się między nimi kroi. Po znaczącym spojrzeniu mojego kierowcy dowiedziałam się, że myśli podobnie. Wyglądali razem bardzo słodko. Wysoki, umięśniony szatyn i drobniutka, filigranowa ciemnowłosa piękność. Koniec długie weekendu szykował dla nas czas coraz większych niespodzianek. Poczułam w sercu ukłucie szczęścia. Uśmiechnęłam się na myśl, że moja przyjaciółka mogłaby znaleźć swoją drugą połówkę.
W zamyśleniu wysiadłam z samochodu i wzięłam swoją torbę. Byłam zupełnie nieświadoma czekających mnie dzisiaj ekscesów. Zapowiadał się kolejny, nudny, pełen nauki oraz plotek dzień.
Na horyzoncie pojawiła się Sarah z sympatycznie wyglądającym kolegą. Dostrzegłam, że trzymali się za ręce. Pomyślałam, że nie tylko Libby ma teraz szczęście. Chłopak był średniego wzrostu, miał kasztanowe włosy. Jego jasna karnacja idealnie zgrywała się z piegowatą bladością rudowłosej dziewczyny. Nosił krótko przystrzyżoną grzywkę i rozwiane przez wiatr loki. Oczy miał tego samego koloru co włosy, a uśmiechał się w bardzo nieśmiały ale i uroczy sposób. Patrzył na naszą koleżankę z podziwem oraz zachwytem w oczach. Niektórzy mężczyźni mieli słabość do ognistowłosych pań. Miłość rozkwitała w Phoenix i temu nikt nie mógł zaprzeczyć.
- Właśnie miałam Cię szukać!-Uścisnęłam ją na powitanie.- Dostałam Twojego sms-a i wszyscy bardzo chętnie gdzieś dzisiaj wyjdziemy.
- To świetnie.- Sarah była uradowana moją wiadomością.- Chciałam Ci kogoś przedstawić.-Uśmiechnęła się szeroko.- To jest Misha, mój chłopak.
- Miło mi, Caroline.- Uścisnęliśmy sobie dłonie.- Tak się cieszę, że na siebie trafiliście.- Szczęście bliskich mi osób powodowało u mnie niewyobrażalnie dobry nastrój.- Czyli dzisiaj będzie coś w stylu spotkania zapoznawczego z Mishą?- Zaśmiałam się.
- Dokładnie! Przejrzałaś mój chytry plan. Jak weekend?
- Dobrze, aktualnie mieszkamy z Libby i z dnia na dzień jest coraz weselej.- Przyznałam. Kątem oka dostrzegłam idącego w naszą stronę Nathana.
- Hej Sarah, hej Misha.- Przywitał się brunet, a parka zawtórowała mu tym samym.
- Planujemy dzisiaj iść do klubu wieczorem. Będziemy świętować i pić za szczęście nowej pary w naszym gronie.- Odparłam radośnie.
- Serio?- Nat był mile zaskoczony.- To moje gratulacje!- Uścisnął Mishy dłoń, po czym objął mnie w talii.
- To do zobaczenia wieczorem.- Pożegnaliśmy się i Sarah z chłopakiem odeszli w swoją stronę.
- Ale im się poszczęściło, co?- Spytał Nathan. Widziałam, że szuka ze mną jakiegokolwiek kontaktu. Albo był po uszy zakochany albo mu odbiło.
- Nie tylko im.- Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.- Muszę iść na zajęcia. Zobaczymy się jakoś w przerwie.
Chłopak stał zadowolony i przytakiwał głową jakby dopiero docierało do niego to co zrobiłam. Bardzo rzadko okazywałam uczucia więc tym bardziej go zaskoczyłam. Już miałam nadzieję na miły, udany dzień, kiedy przed moimi oczami stanęła plastikowa królowa hostess. Byłam ode mnie niewiele wyższa dzięki swoim 17-centymetrowym szpilkom. Zastanawiałam się jakim cudem ona jeszcze żyje. Dobrze, że miała u swojego boku koleżanki. Na pewno nie pozwoliłby jej upaść i ośmieszyć się przed całą szkołą. Zadziwiło mnie też, że Victoria nawet nieźle radziła sobie na tych szczudłach. Musiała mieć niemałe doświadczenie. Towarzyszące jej Eve oraz Béatrice miały podobny wyraz twarzy jak ich przywódczyni. Czuć było od nich pogardę, wyższość i zniesmaczenie resztą uczniów.
Stanęłyśmy twarzą w twarz. Wszyscy zwrócili na to uwagę, ponieważ jako jedyna nie zeszłam im z drogi. Widziałam w oczach Vic gotującą się złość. Była wściekła, że ktokolwiek śmie sprzeciwić się jej królewskiej mości. Nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Dziewczyna była na mnie cięta z powodu Nathana. Byłam pewna, że w wolnych chwilach obmyśla plan wrzucenia mnie pod autobus albo szuka haków, żeby móc mnie wykończyć. Jednak w tym momencie wydawała się bardzo nieprzygotowana. W chwili gdy wyczułam jej sekundowe wręcz zwątpienie udało mi się pchnąć ją lekko w prawo i przejść dalej. Dezorientacja, która zamieniała się w szaleńczą wściekłość wywołała u mnie poczucie zwycięstwa. Ta małpa nie spodziewała się, że pierwsza ustąpi mi drogi. Fakt, wymusiłam to na niej, ale lepsze to niż nic.
Lekcje nie mijały tak spokojnie jakbym tego chciała. Miałam dzisiaj ogromnego pecha- niezapowiedziana kartkówka i oczywiście zapytano mnie z literatury. Jedyny plus, że wiedziałam o jaką powieść chodzi. Czytałam ją bardzo dawno, ale udało mi się nazmyślać na słabą czwórkę. Na korytarzach mijałam swoich znajomych, czasem mignęła mi twarz Victorii. Jednak przez cały czas czułam się obserwowana. Na jednej z przerw przechodziłam obok pokoju dyrektorki. Ktoś zaciekle się z nią kłócił, ale harda kobieta nie dawała za wygraną.
- Nie dam Ci znowu wolnego! Ta klasa nie miała tych zajęć od 3 miesięcy co najmniej! Prosisz mnie o coś niewykonalnego.- Odpowiedziała twardo pani dyrektor.
- Naprawdę tego potrzebuję. Nie mogę dzisiaj mieć tej lekcji. Może da się znaleźć jakieś zastępstwo?- Błagał męski głos. Na początku wydał mi się znajomy, ale stwierdziłam, że to zwykły nauczyciel.
- Przykro mi, musisz zostać. W innym wypadku będę zmuszona zwolnić Cię dyscyplinarnie, a tego nie chce żadne z nas.- Postawiła na swoim.
Pośpiesznie odeszłam od drzwi. Nie chciałam wyjść na wścibską podsłuchiwaczkę. Usłyszałam tylko trzask szybko zamkniętych drzwi i pośpieszne męskie kroki, na szczęście w przeciwnym kierunku. Kusiło mnie żeby się odwrócić, ale zrezygnowałam słysząc dzwonek na lunch. Przerwa była dla mnie zbawieniem. Miałam już dość, a czekały mnie jeszcze 3 lekcje. Szybko znalazłam Libby, Nathana i resztę naszej paczki. Trochę się odstresowałam i spokojniejsza wróciłam na kolejne zajęcia.
Ostatnia lekcja. Byłam już dzisiaj zmęczona. Miałam nadzieję, że będę mogła się wyłączyć i zająć własnymi sprawami. Nie miałam ochoty na kolejne odpytywanie albo kartkówkę. Z tego co pamiętałam miała to być pierwsza lekcja z tego przedmiotu, jak dla mnie. W poprzedniej szkole nie mieliśmy czegoś takiego. Handel i podstawy biznesu w Europie- tak brzmiała pełna nazwa tych zajęć. Szczerze, byłam bardziej niż zaciekawiona, ponieważ od dłuższego czasu fascynowała mnie rzeczywistość w państwach europejskich. Na dodatek właśnie tam przebywał mój ojciec. Gdyby zaproponował mi przyjazd na pewno bym nie odmówiła. Może niekoniecznie chciałam się z nim spotykać, ale od małego marzyłam o podróżowaniu poza Ameryką.
Dzwonek. Chciałam przed lekcją znaleźć Libby, żeby móc z nią usiąść. W innym wypadku przypadnie mi miejsce gdzieś z przodu. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę sali. Zastanawiałam się nad spotkaniem z Sarah i Mishą. W głowie rodził mi się też pomysł małej imprezy w przyszły weekend, ale najpierw trzeba było przeżyć te najcięższe 5 dni. Zgrywała nam się coraz lepsza ekipa. Cieszyłam się, że rudowłosa dziewczyna w końcu znalazła chłopaka idealnego dla siebie. Libby zaczynała owocującą znajomość z Leo, a ja... No właśnie co ze mną?
Nacisnęłam klamkę, pchnęłam drzwi do przodu. Rozejrzałam się po klasie szukając miejsca. Tak jak przypuszczałam zostały tylko pierwsze ławki. Miałam nadzieję, że nauczyciel nie będzie zbyt surowy. Właśnie zamierzałam na niego spojrzeć, żeby ocenić mniej więcej poziom zajęć. Kątem oka zobaczyłam machającą do mnie rękę, zapewne należącą do mojej przyjaciółki. W myślach miałam nadzieję, że zajęła mi miejsce. Jednak to nie odwróciło mnie od pierwotnego zadania. Byłam lekko spóźniona więc należało przeprosić. Już otwierałam usta w zamiarze wyrażenia skruchy i obietnicy poprawy, kiedy zamarłam widząc tego samego, przystojnego, niebieskookiego faceta na miejscu nauczyciela.
-No kurwa nie wierzę.- Powiedziałam mimowolnie pozwalając moim książkom upaść na podłogę i rozsypać się w totalnym popłochu. W życiu nie byłam bardziej zaskoczona.
W pierwszej chwili pomyślałam, że ten koleś mnie prześladuje. Niemożliwe żeby był moim nauczyciele. Musiałby być idiotą żeby się ze mną wtedy całować. Chwilę później przyszła mi myśl, że może naprawdę jest pedofilem. Źrenice rozszerzyły mi się niewyobrażalnie, oddychałam coraz ciężej i nawet nie zauważyłam kiedy zbielały mi knykcie w zaciśniętych dłoniach.
-Niezbyt miłe powitanie, muszę przyznać. Postaram się jednak o tym zapomnieć, zapraszam na miejsce panno Caroline.- Powiedział Tom udając, że mnie nie zna.
Ja jednak nie ruszyłam się z miejsca. Rozdziawiłam buzię z jeszcze większego szoku i zamrugałam kilka razy. To musiało mi się śnić. Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Rozważyła jeszcze raz to co powiedział.
-Gdzie mnie zapraszasz? Co Ty w ogóle powiedziałeś?!- Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczałam ze złości.
Tom wydawał się być także w szoku. Nie przewidział takiej reakcji z mojej strony, a ja byłam naprawdę wstrząśnięta. Na jego twarzy malowało się zdezorientowanie i lekkie zażenowanie. Z całego tego zamieszania nie dostrzegłam kiedy podeszła do mnie Libby i chwyciła moje ramię. Ludzie siedzący już w swoich ławkach przyglądali mi się w osłupieniu.
-Co się z Tobą dzieje?- Zapytała zdenerwowana dziewczyna.- Nie wolno się tak zwracać do nauczyciela.- Zganiła mnie.
-Do nauczyciela?- prychnęłam.- Trzymaj mnie bo zaraz coś mu zrobię.
-Uspokój się Car. Nie wiedziałem, że tak na to zareagujesz. Nie rób scen przy ludziach.- Poprosił niebieskooki.
-Chyba sobie żartujesz!- Wrzasnęłam.- Ty nędzna świnio! Tchórzu!
-Ja pierdole.- Libby złapała się za głowę.- Co tu się kurwa dzieje?
-TO ON!- Wrzasnęłam.
-Jaki on?! Co Ty pleciesz dziewczyno?- Sytuacja wytrąciła ciemnowłosą z równowagi. Widziałam, że już sama nie może zachować spokoju. Szczególnie, że nic z tego nie rozumiała, jak w sumie wszyscy przyglądający nam się ludzie.
W pewnym momencie zabrałam swoje książki i wybiegłam z klasy. W trakcie całego przedstawienia nikt się nie odezwał, ludzie nawet nie szeptali między sobą. Przyglądali nam się w ciszy ze zdumnieniem na twarzach. Pewnie uznali mnie za wariatkę, ale w tym momencie to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Ten świrnięty pedofil oszukał mnie i wykorzystał. Czułam do niego niepohamowaną nienawiść. Mogłabym go zatłuc gołymi rękoma, gdybym nie wybiegła wtedy z sali. Na domiar złego przede mną pojawiła się znajoma sylwetka pani dyrektor. Starałam się szybko opanować, żeby nie nabrała podejrzeń. Nie siliłam się nawet na uśmiech, wystarczyło mi zapanowanie nad trzęsącymi się dłońmi.
-Czy coś się stało?- Spytała łagodnym głosem miłego pedagoga.- Słyszałam dziwne krzyki i chciałam to właśnie sprawdzić. Może oszczędzisz mi chodzenia i opowiesz o wszystkim?- Spytała grzecznie.
-Przepraszam Panią, ale ja... ja..- Zająknęłam się.- Ja nie mogę.
-W takim razie wróć do klasy, a ja zajmę się tą sprawą. Mam nadzieję, że nie stało Ci się nic złego?- Wydawała się być bardzo zatroskana, ale ciekawość nie dawała jej spokoju.
-Ja tam nie wrócę.- Odparłam i wystartowałam biegiem przed siebie.
Zbliżając się do drzwi czułam na sobie spojrzenie dyrektorki i usłyszałam wołającą mnie Libby. Nie chciałam tam zostać ani chwili dłużej. Raz na zawsze znienawidziłam "Handel i podstawy biznesu w Europie". Jedyne czego teraz potrzebowałam to szybkiego powrotu do domu.
- Ja nie mam nic przeciwko. Szkoda tylko, że kończy się ten długi weekend. Moglibyśmy skoczyć do centrum na małe zakupy.- Zaproponowała Libby upijając łyk porannej kawy.
- Chyba mogłybyście.- Poprawił ją Nathan.- Ja nie piszę się na takie szaleństwa. Życie samo w sobie jest niebezpieczne.
- Przestań!- Libby trzymała się za brzuch ze śmiechu.
- Będziesz miał ją na sumieniu.- Zaśmiałam się.
Kolejny dzień wspólnego świrowania zaczął się dość wesoło. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to szybko się nie zmieni. Po wielu próbach udało nam się dogadać co do planu dnia. Ja i Libby wyruszałyśmy na podbój centrum handlowego, natomiast Nat zostawał w domu. Następnie była zamiana- on szedł spotkać się z kolegami, a my stałyśmy na warcie. Dla każdego znaleźliśmy trochę przyjemności.
Zakupy udały nam się wybornie. Każda wyszperała coś dla siebie, a po wszystkim odwiedziłyśmy jeszcze nową kawiarnię. Jak się okazało była bardzo przytulna i serwowali tam świetną kawę. Wszystko wykonałyśmy w wyznaczonym czasie. Bez spóźnienia zdążyłyśmy wrócić do domu, a następnie zmienić Nathana na straży. Chłopak zameldował, że nie działo się nic godnego naszej uwagi, po czym zabrał się i wyszedł. Moja przyjaciółka postanowiła zorganizować nam salon piękności. W ofercie miałam do wyboru manicure, pedicure lub jedno i drugie. Takiej okazji nie mogłam przegapić, więc wybrałam opcję trzecią.
Libby wykonała swoje zadanie bardzo starannie. Moje paznokcie wyglądały jak z profesjonalnego salonu, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jak się dowiedziałam w międzyczasie, ciemnowłosa dziewczyna miała przez pół roku praktyki u swojej ciotki, która prowadzi salon piękności.
Spokojnie czekałam, aż lakier wyschnie podczas gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Było już po północy więc obydwie bardzo się zdziwiłyśmy, szczególnie że Nat miał klucze od domu. Wymieniłyśmy z Libby porozumiewawcze spojrzenia i wybrałyśmy numer Nathana. Chłopak odebrał po drugim sygnale. W tle słychać było jego kolegów oraz bite szkło. Było mi głupio, że mu przeszkadzam ale wolałam dmuchać na zimne. Powoli powiedziałam co się dzieje ( podejrzewałam, że może być trochę pijany). Stwierdził, że już się w sumie zbierał do domu, ale słysząc o zaistniałej sytuacji postanowił zabrać ze sobą kolegę. Libby nie miała nic przeciwko, wolała być bezpieczna.
Po zaledwie dziesięciu minutach usłyszałyśmy przekręcanie klucza w zamku. Do środka wszedł Nathan z napakowanym kolegą. Teraz rozumiałam dlaczego postanowił go tu zaciągnąć. Posłali sobie znaczące uśmieszki i pomaszerowali w naszą stronę.
- I co? Kto to był?- Wystrzeliła zaaferowana Libby.
- Seryjny morderca, którego rysopis widziałem dzisiaj w telewizji.- Odpowiedział Nathan z powagą w głosie.- Policja poszukuje go w trzech stanach, zamordował już około setki ludzi. Uwielbia znęcać się nad uczennicami liceów. Często wybiera dwie przyjaciółki, w opuszczonym domu.
- Bardzo śmieszne!- Zdenerwowała się przyjaciółka.- Naprawdę się przestraszyłam.
- Miałyście szczęście, że ja i Leo byliśmy w pobliżu.- Dodał, śmiejąc się z nas.
- Tak serio, to był jakiś pijany koleś, który pomylił imprezy. Był przekonany, że to dom jego znajomych. Zapewne ktoś w sąsiedztwie urządzał dzisiaj małe przyjęcie.- Wytłumaczył Leo. Obydwie odetchnęłyśmy głęboko.
- Jest dość późno, Leo zostaje u nas na noc?- Spytałam Nathana, który chyba nie przewidział tego wcześniej.
- Rany, zupełnie zapomniałem, że...
- Nie ma sprawy. Leo może zostać. Przecież nie będę mu kazała wracać po nocy. Jeszcze spotka takiego psychopatę jak Ty.- Spojrzała znacząco na Nathana. Starałam się stłumić śmiech zakrywając usta dłońmi.
- Daj spokój, to były tylko żarty.- Wytłumaczył chłopak i lekko się zachwiał.
- Hej, uważaj!- Krzyknęłam łapiąc go za ramię.- Zaraz padniesz tu jak długi.- Podtrzymałam go.
- Z Tobą mogę nawet paść z mostu do dżungli z zebrami i żarłocznymi wielorybami.- Odpowiedział łapiąc mnie za rękę.
- Co Ty bredzisz?- Zmarszczyłam czoło ze zdziwienia. Nie podejrzewałam, że jest z nim aż tak słabo.- Ile wypił?- Zwróciłam się do Leo.
- Za dużo jak na swoją głowę. Pozwól, że go od Ciebie zabiorę.- Wyciągnął ręce, żeby podnieść kolegę.
- Złe potwory chcą nas rozdzielić, ukochana!- Wrzasnął niespodziewanie Nathan, przebudzając się niespodziewanie.- Ale ja na to nie pozwolę.- Zamachnął się aby odepchnąć Leo, ale stracił równowagę i wylądowałby na posadzce gdyby nie zwinność jego przyjaciela.
- Zaraz się posikam.- Zapiszczała Libby, trzymając się za brzuch i pękając ze śmiechu.
- Chodź cwany buntowniku, czas spać. Jutro będziesz polował na księżniczki.- Powiedział Leo do Nathana, po czym zaprowadził go do sypialni gościnnej.
- Nie wierzę, że nasz Nat tak się schlał.- Dziewczyna nadal chichotała.
- Ja też nie. Chociaż w pierwszej chwili bałam się, że uderzy głową o ziemię i coś mu się stanie. Dobrze, że ma sprytnego kumpla.- Odpowiedziałam, odtwarzając w głowie całą sytuację. Teraz wydawała mi się bardziej zabawna.
- Ciekawe czy będzie to jutro pamiętał. Zamiast podziękować, to zamierzał pobić swojego wybawcę.- Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Tylko on jest do tego zdolny.- Uśmiechnęłam się szeroko.- Gdzie położysz Leo?
- Na pewno nie z Nathanem.- Posłała mi znaczące spojrzenie.- W drugim gościnnym, a my pośpimy same.
- Zapomniała, że masz pokoi jak lodu. Jakieś plany na jutro?- Spytałam.
- Szkoła?- Odpowiedziała Libby patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Matko! Zupełnie zapomniałam.- Zganiłam się w myślach, za własne roztargnienie.- Nie zabrałam z domu książek. Będę musiała wstać wcześniej i iść po nie.
- Serio będę musiała kupić Ci jakieś tabletki na pamięć. Co Ty taka rozmarzona?- Zrobiła zatroskaną minę.
- Jaka rozmarzona? Nie wymyślaj.- Szturchnęłam ją i poszłam do łazienki.
Obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Podniosłam się i rozprostowałam ramiona. W tym samym momencie Libby otworzyła oczy, spojrzała na mnie zdziwiona. Wciągnęła błogą woń, co spowodowało jej natychmiastowy uśmiech. Było stosunkowo wcześnie więc bardzo się zdziwiłam.
- Tylko dlaczego tak rano?- Spytała ochrypłym głosem przyjaciółka.
Odpowiedziałam jej śmiechem, po czym podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni znalazłam Nathana stojącego przy ekspresie. W samych bokserkach chłopak prezentował się wręcz doskonale. Nie mogłam oderwać oczu od jego umięśnionego torsu. Jak na złość odwrócił się w momencie, gdy próbowałam się powstrzymać od westchnięcia. Spojrzał na mnie rozbawiony, a ja zacisnęłam powieki z zawstydzenia. Podszedł do mnie powodując coraz szybsze bicie serca i obdarował szybkim całusem w policzek.
- Chyba próbujesz odkupić swoje winy za wczoraj.- Stwierdziłam lekko się uśmiechając.
- Nawet nie przypominaj.- Pokręcił głową.- Proszę miłościwa Pani.- Podał mi kawę i pysznie wyglądające naleśniki.
- Dziękuję mój rycerzu, ale taka rozpusta na śniadanie?- Spytałam tłumiąc jednocześnie śmiech.
- Po królewsku, moja damo.- Odparł i wyszczerzył swoje białe zęby.
- Znowu świrujecie?- Rzuciła zaspana Libby.- Myślałam, że te atrakcje skończyły się wczoraj w nocy.
Dla mnie też jest kawa?
- Oczywiście! Dla was wszystkich.
- A gdzie jest bohater Leo? To chyba jemu należą się największe podziękowania.- Zauważyłam pałaszując naleśniki.
- Zaraz zejdzie. Obudził się niedługo po mnie- oświadczył Nat.- Dzisiaj szkoła, cieszycie się?
- Jak nigdy wcześniej. Nie mogę się doczekać pięknej buźki Victorii.- Przyznała dziewczyna, łapiąc się za serce.- Jej przepiękne blond włosy falujące na wietrze i gładka jak pupa niemowlaka tapeta. Ach!- Westchnęła udając zakochaną.
- Ja muszę jeszcze pojechać do domu. Zapomniałam książek, ale w sumie to po drodze.- Zawiadomiłam przyjaciół.
- Jak chcesz to mogę iść z Tobą.- Zaoferował się Nat.- O! Idzie nasz heros!- Wszyscy zwróciliśmy głowy w stronę Leo.
- Dajcie spokój, wczorajszy wieczór to była dla mnie przyjemność.- Puścił oczko Nathanowi, po czym radośnie się zaśmiał.- Ubaw za dychę, że tak powiem.
- Racja.- Zawtórowała mu śmiechem Libby.- Brakowało mu tylko białego rumaka.
- Zostawcie go już, bo się biedak załamie. Nie wszyscy dobrze znoszą porażki.- Uśmiechnęłam się szyderczo i spojrzałam w piękne brązowe oczy chłopaka. Miał w sobie coś, co chwytało za serce. To spojrzenie, zapierające dech w piersiach. Znowu miałam ochotę westchnąć, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili.- Chodź, pójdziemy po moje książki. Niech się sami śmieją.- Dodałam żartobliwie, próbując uspokoić falę gorąca, która minie zalała.
- Dobrze, księżniczko.- Odpowiedział najsłodszym głosem, naśladując małego chłopca. Wszyscy zanieśliśmy się donośnym śmiechem.
Plusem wspólnej wyprawy, było to że Nat przyjechał do Libby swoim samochodem. Szybko się ubraliśmy i ruszyliśmy do mojego domu. Przed otworzeniem drzwi, naszła mnie histeryczna myśl, czy przypadkiem nie zostawiłam jakiegoś woreczka z heroiną na wierzchu. Musiałam się opanować, bo nagle zaczęły trząść mi się ręce. Nie mogłam pozwolić, aby chłopak miał jakiekolwiek podejrzenia. "Spokojnie, wszystko jest schowane w sejfie. Jenaro dopilnował, żebyś to dokładnie ukryła."- Mówiłam do siebie w myślach. W końcu udało mi się otworzyć wszystkie zamki.
W domu panował chłód. Wychodząc zostawiłam kilka otwartych okien, żeby się wietrzyło. Nie lubiłam dusznych pomieszczeń, zawsze robiło mi się wtedy słabo. Poprosiłam chłopaka, żeby zaczekał na mnie na dole. Potrzebne do szkoły rzeczy trzymałam w swoim pokoju, na górze. Musiałam niestety zabrać ze sobą wszystkie książki i zeszyty, skoro nie chciałam tu zachodzić każdego ranka. Postanowiłam zapakować się w dwie torby. Jedną na dzisiejszy dzień, a drugą z resztą kramu. Mogłam ją wtedy zostawić w samochodzie i nie targać ze sobą przez cały dzień.
Kiedy zeszłam na dół, w pierwszej chwili nie zauważyłam nigdzie bruneta. Serce podskoczyło mi do gardła. Coś w mojej głowie ostrzegało, że to zły znak. Panika dawała się coraz bardziej we znaki. Rzuciłam torby na podłogę i zaczęłam biegać przestraszona po domu. Nigdzie go nie było. Stanęłam przed drzwiami garderoby, gdzie był sejf. To ostatnie miejsce, gdzie mogłam go znaleźć. W głębi duszy pragnęła, żeby ten koszmar się nie ziścił. Miałam i tak dużo problemów, nie chciałam tworzyć kolejnych. Podchodziłam już do kremowych drzwi, gdy usłyszałam skrzypienie i zobaczyłam Nathana w progu. Chciał coś powiedzieć, po czym zmienił zdanie i otworzył szeroko oczy.
- Nie jest dzisiaj najcieplej, ale chyba nie potrzebujesz futra.- Powiedział dość zdziwiony.
- Ja tylko chciałam sprawdzić, czy są tam moje buty.- Skłamałam.- Nie mogłam ich znaleźć na górze.
- Ulżyło mi.- Odetchnął.- Chodź, bo spóźnimy się do szkoły.
- Już biegnę.- Odeszłam od garderoby i ruszyłam po swoje torby. Nathan od razu rzucił się żeby mi pomóc.
Byłam wdzięczna, ponieważ nie były to lekkie klamoty.
- Nie sprawdzisz, czy są tam Twoje buty?- Spytał jeszcze bardziej zdziwiony. Coś mu nie pasowało.
- To już nie ważne.- Machnęłam ręką i przeklęłam swoją głupotę w duchu. Chłopak nie zadawał więcej pytań.
Przed szkołą zobaczyliśmy rozmawiających Leo i Libby. Pomyślałam, że chyba coś się między nimi kroi. Po znaczącym spojrzeniu mojego kierowcy dowiedziałam się, że myśli podobnie. Wyglądali razem bardzo słodko. Wysoki, umięśniony szatyn i drobniutka, filigranowa ciemnowłosa piękność. Koniec długie weekendu szykował dla nas czas coraz większych niespodzianek. Poczułam w sercu ukłucie szczęścia. Uśmiechnęłam się na myśl, że moja przyjaciółka mogłaby znaleźć swoją drugą połówkę.
W zamyśleniu wysiadłam z samochodu i wzięłam swoją torbę. Byłam zupełnie nieświadoma czekających mnie dzisiaj ekscesów. Zapowiadał się kolejny, nudny, pełen nauki oraz plotek dzień.
Na horyzoncie pojawiła się Sarah z sympatycznie wyglądającym kolegą. Dostrzegłam, że trzymali się za ręce. Pomyślałam, że nie tylko Libby ma teraz szczęście. Chłopak był średniego wzrostu, miał kasztanowe włosy. Jego jasna karnacja idealnie zgrywała się z piegowatą bladością rudowłosej dziewczyny. Nosił krótko przystrzyżoną grzywkę i rozwiane przez wiatr loki. Oczy miał tego samego koloru co włosy, a uśmiechał się w bardzo nieśmiały ale i uroczy sposób. Patrzył na naszą koleżankę z podziwem oraz zachwytem w oczach. Niektórzy mężczyźni mieli słabość do ognistowłosych pań. Miłość rozkwitała w Phoenix i temu nikt nie mógł zaprzeczyć.
- Właśnie miałam Cię szukać!-Uścisnęłam ją na powitanie.- Dostałam Twojego sms-a i wszyscy bardzo chętnie gdzieś dzisiaj wyjdziemy.
- To świetnie.- Sarah była uradowana moją wiadomością.- Chciałam Ci kogoś przedstawić.-Uśmiechnęła się szeroko.- To jest Misha, mój chłopak.
- Miło mi, Caroline.- Uścisnęliśmy sobie dłonie.- Tak się cieszę, że na siebie trafiliście.- Szczęście bliskich mi osób powodowało u mnie niewyobrażalnie dobry nastrój.- Czyli dzisiaj będzie coś w stylu spotkania zapoznawczego z Mishą?- Zaśmiałam się.
- Dokładnie! Przejrzałaś mój chytry plan. Jak weekend?
- Dobrze, aktualnie mieszkamy z Libby i z dnia na dzień jest coraz weselej.- Przyznałam. Kątem oka dostrzegłam idącego w naszą stronę Nathana.
- Hej Sarah, hej Misha.- Przywitał się brunet, a parka zawtórowała mu tym samym.
- Planujemy dzisiaj iść do klubu wieczorem. Będziemy świętować i pić za szczęście nowej pary w naszym gronie.- Odparłam radośnie.
- Serio?- Nat był mile zaskoczony.- To moje gratulacje!- Uścisnął Mishy dłoń, po czym objął mnie w talii.
- To do zobaczenia wieczorem.- Pożegnaliśmy się i Sarah z chłopakiem odeszli w swoją stronę.
- Ale im się poszczęściło, co?- Spytał Nathan. Widziałam, że szuka ze mną jakiegokolwiek kontaktu. Albo był po uszy zakochany albo mu odbiło.
- Nie tylko im.- Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.- Muszę iść na zajęcia. Zobaczymy się jakoś w przerwie.
Chłopak stał zadowolony i przytakiwał głową jakby dopiero docierało do niego to co zrobiłam. Bardzo rzadko okazywałam uczucia więc tym bardziej go zaskoczyłam. Już miałam nadzieję na miły, udany dzień, kiedy przed moimi oczami stanęła plastikowa królowa hostess. Byłam ode mnie niewiele wyższa dzięki swoim 17-centymetrowym szpilkom. Zastanawiałam się jakim cudem ona jeszcze żyje. Dobrze, że miała u swojego boku koleżanki. Na pewno nie pozwoliłby jej upaść i ośmieszyć się przed całą szkołą. Zadziwiło mnie też, że Victoria nawet nieźle radziła sobie na tych szczudłach. Musiała mieć niemałe doświadczenie. Towarzyszące jej Eve oraz Béatrice miały podobny wyraz twarzy jak ich przywódczyni. Czuć było od nich pogardę, wyższość i zniesmaczenie resztą uczniów.
Stanęłyśmy twarzą w twarz. Wszyscy zwrócili na to uwagę, ponieważ jako jedyna nie zeszłam im z drogi. Widziałam w oczach Vic gotującą się złość. Była wściekła, że ktokolwiek śmie sprzeciwić się jej królewskiej mości. Nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Dziewczyna była na mnie cięta z powodu Nathana. Byłam pewna, że w wolnych chwilach obmyśla plan wrzucenia mnie pod autobus albo szuka haków, żeby móc mnie wykończyć. Jednak w tym momencie wydawała się bardzo nieprzygotowana. W chwili gdy wyczułam jej sekundowe wręcz zwątpienie udało mi się pchnąć ją lekko w prawo i przejść dalej. Dezorientacja, która zamieniała się w szaleńczą wściekłość wywołała u mnie poczucie zwycięstwa. Ta małpa nie spodziewała się, że pierwsza ustąpi mi drogi. Fakt, wymusiłam to na niej, ale lepsze to niż nic.
Lekcje nie mijały tak spokojnie jakbym tego chciała. Miałam dzisiaj ogromnego pecha- niezapowiedziana kartkówka i oczywiście zapytano mnie z literatury. Jedyny plus, że wiedziałam o jaką powieść chodzi. Czytałam ją bardzo dawno, ale udało mi się nazmyślać na słabą czwórkę. Na korytarzach mijałam swoich znajomych, czasem mignęła mi twarz Victorii. Jednak przez cały czas czułam się obserwowana. Na jednej z przerw przechodziłam obok pokoju dyrektorki. Ktoś zaciekle się z nią kłócił, ale harda kobieta nie dawała za wygraną.
- Nie dam Ci znowu wolnego! Ta klasa nie miała tych zajęć od 3 miesięcy co najmniej! Prosisz mnie o coś niewykonalnego.- Odpowiedziała twardo pani dyrektor.
- Naprawdę tego potrzebuję. Nie mogę dzisiaj mieć tej lekcji. Może da się znaleźć jakieś zastępstwo?- Błagał męski głos. Na początku wydał mi się znajomy, ale stwierdziłam, że to zwykły nauczyciel.
- Przykro mi, musisz zostać. W innym wypadku będę zmuszona zwolnić Cię dyscyplinarnie, a tego nie chce żadne z nas.- Postawiła na swoim.
Pośpiesznie odeszłam od drzwi. Nie chciałam wyjść na wścibską podsłuchiwaczkę. Usłyszałam tylko trzask szybko zamkniętych drzwi i pośpieszne męskie kroki, na szczęście w przeciwnym kierunku. Kusiło mnie żeby się odwrócić, ale zrezygnowałam słysząc dzwonek na lunch. Przerwa była dla mnie zbawieniem. Miałam już dość, a czekały mnie jeszcze 3 lekcje. Szybko znalazłam Libby, Nathana i resztę naszej paczki. Trochę się odstresowałam i spokojniejsza wróciłam na kolejne zajęcia.
Ostatnia lekcja. Byłam już dzisiaj zmęczona. Miałam nadzieję, że będę mogła się wyłączyć i zająć własnymi sprawami. Nie miałam ochoty na kolejne odpytywanie albo kartkówkę. Z tego co pamiętałam miała to być pierwsza lekcja z tego przedmiotu, jak dla mnie. W poprzedniej szkole nie mieliśmy czegoś takiego. Handel i podstawy biznesu w Europie- tak brzmiała pełna nazwa tych zajęć. Szczerze, byłam bardziej niż zaciekawiona, ponieważ od dłuższego czasu fascynowała mnie rzeczywistość w państwach europejskich. Na dodatek właśnie tam przebywał mój ojciec. Gdyby zaproponował mi przyjazd na pewno bym nie odmówiła. Może niekoniecznie chciałam się z nim spotykać, ale od małego marzyłam o podróżowaniu poza Ameryką.
Dzwonek. Chciałam przed lekcją znaleźć Libby, żeby móc z nią usiąść. W innym wypadku przypadnie mi miejsce gdzieś z przodu. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę sali. Zastanawiałam się nad spotkaniem z Sarah i Mishą. W głowie rodził mi się też pomysł małej imprezy w przyszły weekend, ale najpierw trzeba było przeżyć te najcięższe 5 dni. Zgrywała nam się coraz lepsza ekipa. Cieszyłam się, że rudowłosa dziewczyna w końcu znalazła chłopaka idealnego dla siebie. Libby zaczynała owocującą znajomość z Leo, a ja... No właśnie co ze mną?
Nacisnęłam klamkę, pchnęłam drzwi do przodu. Rozejrzałam się po klasie szukając miejsca. Tak jak przypuszczałam zostały tylko pierwsze ławki. Miałam nadzieję, że nauczyciel nie będzie zbyt surowy. Właśnie zamierzałam na niego spojrzeć, żeby ocenić mniej więcej poziom zajęć. Kątem oka zobaczyłam machającą do mnie rękę, zapewne należącą do mojej przyjaciółki. W myślach miałam nadzieję, że zajęła mi miejsce. Jednak to nie odwróciło mnie od pierwotnego zadania. Byłam lekko spóźniona więc należało przeprosić. Już otwierałam usta w zamiarze wyrażenia skruchy i obietnicy poprawy, kiedy zamarłam widząc tego samego, przystojnego, niebieskookiego faceta na miejscu nauczyciela.
-No kurwa nie wierzę.- Powiedziałam mimowolnie pozwalając moim książkom upaść na podłogę i rozsypać się w totalnym popłochu. W życiu nie byłam bardziej zaskoczona.
W pierwszej chwili pomyślałam, że ten koleś mnie prześladuje. Niemożliwe żeby był moim nauczyciele. Musiałby być idiotą żeby się ze mną wtedy całować. Chwilę później przyszła mi myśl, że może naprawdę jest pedofilem. Źrenice rozszerzyły mi się niewyobrażalnie, oddychałam coraz ciężej i nawet nie zauważyłam kiedy zbielały mi knykcie w zaciśniętych dłoniach.
-Niezbyt miłe powitanie, muszę przyznać. Postaram się jednak o tym zapomnieć, zapraszam na miejsce panno Caroline.- Powiedział Tom udając, że mnie nie zna.
Ja jednak nie ruszyłam się z miejsca. Rozdziawiłam buzię z jeszcze większego szoku i zamrugałam kilka razy. To musiało mi się śnić. Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Rozważyła jeszcze raz to co powiedział.
-Gdzie mnie zapraszasz? Co Ty w ogóle powiedziałeś?!- Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczałam ze złości.
Tom wydawał się być także w szoku. Nie przewidział takiej reakcji z mojej strony, a ja byłam naprawdę wstrząśnięta. Na jego twarzy malowało się zdezorientowanie i lekkie zażenowanie. Z całego tego zamieszania nie dostrzegłam kiedy podeszła do mnie Libby i chwyciła moje ramię. Ludzie siedzący już w swoich ławkach przyglądali mi się w osłupieniu.
-Co się z Tobą dzieje?- Zapytała zdenerwowana dziewczyna.- Nie wolno się tak zwracać do nauczyciela.- Zganiła mnie.
-Do nauczyciela?- prychnęłam.- Trzymaj mnie bo zaraz coś mu zrobię.
-Uspokój się Car. Nie wiedziałem, że tak na to zareagujesz. Nie rób scen przy ludziach.- Poprosił niebieskooki.
-Chyba sobie żartujesz!- Wrzasnęłam.- Ty nędzna świnio! Tchórzu!
-Ja pierdole.- Libby złapała się za głowę.- Co tu się kurwa dzieje?
-TO ON!- Wrzasnęłam.
-Jaki on?! Co Ty pleciesz dziewczyno?- Sytuacja wytrąciła ciemnowłosą z równowagi. Widziałam, że już sama nie może zachować spokoju. Szczególnie, że nic z tego nie rozumiała, jak w sumie wszyscy przyglądający nam się ludzie.
W pewnym momencie zabrałam swoje książki i wybiegłam z klasy. W trakcie całego przedstawienia nikt się nie odezwał, ludzie nawet nie szeptali między sobą. Przyglądali nam się w ciszy ze zdumnieniem na twarzach. Pewnie uznali mnie za wariatkę, ale w tym momencie to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Ten świrnięty pedofil oszukał mnie i wykorzystał. Czułam do niego niepohamowaną nienawiść. Mogłabym go zatłuc gołymi rękoma, gdybym nie wybiegła wtedy z sali. Na domiar złego przede mną pojawiła się znajoma sylwetka pani dyrektor. Starałam się szybko opanować, żeby nie nabrała podejrzeń. Nie siliłam się nawet na uśmiech, wystarczyło mi zapanowanie nad trzęsącymi się dłońmi.
-Czy coś się stało?- Spytała łagodnym głosem miłego pedagoga.- Słyszałam dziwne krzyki i chciałam to właśnie sprawdzić. Może oszczędzisz mi chodzenia i opowiesz o wszystkim?- Spytała grzecznie.
-Przepraszam Panią, ale ja... ja..- Zająknęłam się.- Ja nie mogę.
-W takim razie wróć do klasy, a ja zajmę się tą sprawą. Mam nadzieję, że nie stało Ci się nic złego?- Wydawała się być bardzo zatroskana, ale ciekawość nie dawała jej spokoju.
-Ja tam nie wrócę.- Odparłam i wystartowałam biegiem przed siebie.
Zbliżając się do drzwi czułam na sobie spojrzenie dyrektorki i usłyszałam wołającą mnie Libby. Nie chciałam tam zostać ani chwili dłużej. Raz na zawsze znienawidziłam "Handel i podstawy biznesu w Europie". Jedyne czego teraz potrzebowałam to szybkiego powrotu do domu.
"No kurwa nie wierzę" - to było świetne! Reakcja Car zwaliła mnie z nóg. Musiała być naprawdę w wielkim szoku. Ale ostro Tom nauczycielem... No nie popisał się XDDD Jestem ciekawa co teraz z nimi będzie. Z tego co widziałam to jednak Caroline już nigdy w życiu się z nim nie umówi. Jeszcze jeden tekst - " TO ON " Hahahah ja jebie <3 Zdezorientowanie Libby też mnie bardzo bawiło <3 Nie mogę się doczekać dalszego wątku Car&Tom! Życzę weny!
OdpowiedzUsuńO jasny gwint! Tom nauczycielem?! W życiu bym na to nie wpadła! Nie dziwię się Caroline, że była w takim szoku. Tylko psychopata całując się z dziewczyną nie powiedziałby jej, że jest jej nauczycielem. Nie dość, że jego mogą wywalić to i ona ucierpi! Mam nadzieję, że nikt się nie dowie chociaż widzami była cała klasa!
OdpowiedzUsuńPragnę też zwrócić uwagę na Nathana! Jego upicie tak mnie rozbawiło, że leżałam na ziemi i się śmiałam. To urocze, że teraz wszyscy znajdują swoje 2 połówki. Teraz nie wiem komu kibicować. Tomowi? Nathanowi?
Victoria pokazuje, że jest trochę za głupia na królową wszechświata :p Powinna się wywalić w tych butach. Dobrze ją nazwałaś "małpa"!
Strasznie się cieszę, że ten rozdział był taki długi, było się czym cieszyć. Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny bo zakochałam się dzisiaj w tym blogu po raz kolejny i o wiele bardziej. ♥
~wielbicielka!
Hahah reakcja Car była bezcenna! <3 Tom - Pedofil bez granic hahah, czekamy na dalsze dzieje! <3
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaaaa, kolejny raz się zakochuję!
OdpowiedzUsuńJesteś nie - sa - mo - wi - ta, kocham!
Nareszcie mogłam się rozczytać na całego. Tego właśnie potrzebowałam. Akcja teraz zaczyna się porządnie rozkręcać. Musze przyznać, że jestem pełna podziwu dla Twoich pomysłów. Musisz mieć na prawdę świetny umysł ;p Cieszę się, że Libby w końcu znalazła Leo i wierzę, że im się uda.
OdpowiedzUsuń~Niki
Super rozdział! Najbardziej rozbawiła mnie ta akcja z Nathanem itd. Taki słodki książę z bajki haha Chciałabym więcej o Sarah i Mishy bo ostatnio jakoś słabo się widują. Tom zachował się jak ostatni drań. Caroline nie powinna się z nim już nigdy więcej umówić. Miała rację nazywając go świnią. Szczerze to powinna mu tak przywalić ale patrzyła cała klasa więc dobrze, że udało jej się przed tym powstrzymać.
OdpowiedzUsuńCzekam na rozdział 13. najlepszy blog jaki czytałam!
Ale się rozkręcasz!! Piszesz naprawdę świetnie, bardzo wciągająco <3
OdpowiedzUsuń~Vicky
Woe! Tom nauczycielem, nie oczekiwałam takiego zwrotu akcji?! Nat jest uroczy a co do czesci zajeb*ście wciągajaca <3
OdpowiedzUsuń