17. Real friend don't change.
Przedzierałam się przez tłum tańczących ludzi w poszukiwaniu Libby. Na parkiecie było duszno i bardzo ciasno. Ledwo pokonywałam dzielące mnie od przyjaciółki centymetry. Serce waliło mi coraz szybciej, a oddychanie sprawiało trudność. Z każdą kolejną chwilą potykałam się o kolejne osoby. W końcu zrobiło mi się słabo i cała zbladłam. Czułam jak krew odpływa mi z twarzy.
Zobaczyłam ciemnowłosą dziewczynę we wściekle różowych butach i ostatkami sił ruszyłam w jej kierunku. Nie obyło się bez wbitych obcasów w moje stopy. Za czwartym razem zawyłam cicho z bólu.
- Libby!- krzyknęłam chcąc zagłuszyć niewyobrażalny rumor. Przyjaciółka odwróciła się w moją stronę i zamarła.
- Co się stało? Dobrze się czujesz?- podbiegła do mnie i chwyciła za ramię
- Wszystko ok? Chcecie może wyjść na zewnątrz?- zawtórował jej Leo.
- Tak, błagam- wyjęczałam ledwo.
Chłopak otoczył nas swoimi ramionami i bez większych przeszkód przedarł się do drzwi. Poczułam niesamowitą ulgę, gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Stanęłam pod ścianą, opierając ręce o zimny mur. Głęboko oddychałam próbując się uspokoić.
- Możesz już mówić?- Libby stała obok na wszelki wypadek.
- Jenaro jest kuzynem Victorii- wykrztusiłam. Brunetka otworzyła usta chcąc zaprotestować, lecz nowa informacja sprawił, że szybko je zamknęła.
- Mówiłem, że ten gość jest fatalny- skwitował Leo z lekkim triumfem.
- Przecież to niemożliwe!- żachnęła się Libby.- Myślisz, że mógłby się z nią układać za Twoimi plecami? Z tego co zdążyłam zauważyć to całkiem miły facet.
- Bo tak było!- krzyknęłam.- W życiu bym nie uwierzyła w coś podobnego, gdyby nie Sabina.
- Wierzysz jej? Równie dobrze mogła skłamać na życzenie tej szmaty- wrzało w niej.
- Wchodzili do klubu wszyscy razem. Byliśmy zbyt zszokowani spotkaniem Jenaro, żeby skojarzyć fakty- wytłumaczyłam kiwając głową z niedowierzaniem.
- Może on nie wiedział o Twoich zatargach z Vic?- próbowała uspokoić siebie i mnie za jednym zamachem.
- Daj spokój! Ona opowiada o mnie niestworzone historie na prawo i lewo!- oburzyłam się za tak niedorzeczny pomysł.
- Plastikowa suka!- wrzasnęła.- Gdzie jest Nathan?!
- Zostawiłam go z Jenaro, gdy poszłam z Sabiną po drinki.
- Idź po niego- poleciła Leo, wskazując stanowczo na drzwi.
Dwie wkurzone przyjaciółki- stanowczo niebezpieczna mieszanka. Libby podeszła do mnie zmieniając ton na współczujący. Widziałam, że martwi się o mnie i jest gotowa pomóc w każdej sytuacji. Przytuliła mnie w geście pocieszenia, co dodało mi trochę otuchy. Po chwili zza barczystych ochroniarzy wyłonili się nasi mężczyźni. Nathan miał szczerze zdezorientowaną minę.
-Ktoś mi tu powie co się dzieje? Wprawdzie nie bawiłem się dobrze z tym pajacem przy stoliku, ale wieczór zapowiadał się miło- wzruszył ramionami.
- Ten pajac jest kuzynem po uszy zakochanej w Tobie Victorii- obwieściła moja przyjaciółka.
- Wolne żarty- zaśmiał się.- Chyba nie mówicie poważnie?- zmarszczył brwi.
- Śmiertelnie poważnie- wtrącił się nowy głos. Obróciłam się na pięcie i ujrzałam Hiszpana.- Car, proszę- zwrócił się do mnie.- Pozwól mi to wytłumaczyć. Wiem jak to wygląda, ale daj mi szansę.
- Już jedną zmarnowałeś- Nathan wskoczył między nas i pogroził Jenaro pięścią. Cała sytuacja stawała się komiczna.
- Nat, spokojnie. To sprawa między mną, a nim- wskazałam palcem na chłopaka.- Poradzę sobie.
- Porywasz się z motyką na księżyc. Nawet byś mnie nie dotknął- odgrażał się Jenaro.
- Stul pysk!- mój chłopak wyrwał się momentalnie i trzasną mocno zaciśniętą pięścią w szczękę przeciwnika.
Dalej słychać było już tylko niewybredne wyzwiska oraz gruchot łamanych kości. Z widocznych obrażeń Nathan miał rozbity nos, rozcięty łuk brwiowy, a także liczne zadrapania. Hiszpan natomiast nabawił się podbitego oka, przestawionej szczęki i obitego brzucha. Ochroniarze zareagowali stosunkowo szybko, jednak dla naszych zdeterminowanych bokserów było wystarczająco czasu aby doprowadzić się do stanu nieważkości. Ledwo wymigaliśmy się od wezwania pogotowia. Libby zaproponowała, że zabierze Nathana do lekarza w okolicy, a ja powinnam zająć się Jenaro. Widziałam, że mój chłopak nie był z tego zadowolony.
Kazałam przyjacielowi usiąść na siedzeniu pasażera i sama odpaliłam jego wóz. Postanowiłam wybrać okoliczny szpital, tak aby chłopcy nie mieli już okazji do spotkań. Byłam strasznie zdenerwowana, ale starałam się to ukryć. Stosunkowo zachowany spokój pozwolił mi przybrać lodowaty i rzeczowy ton.
- Oszalałeś? Mogliście zrobić sobie poważną krzywdę. W sumie jeszcze nie wiemy czy nie masz jakiegoś wstrząśnienia mózgu. Zdajesz sobie sprawę z tego co w ogóle się przed chwilą zdarzyło?
- Mniej więcej- odparł obojętnie.- Twój chłoptaś rzucił się na mnie z pięściami.
- Bo go sprowokowałeś- odparłam z wyrzutem.
- Gdyby pozwolił mi wszystko spokojnie wytłumaczyć, do niczego by nie doszło.
- Później o tym porozmawiamy. Boli Cię coś?- pytanie retoryczne.
- Szczęka i głowa. Trochę mnie zaćmiło- wyznał, czego się nie spodziewałam.
- W takim razie trzymaj szeroko otwarte oczy i mów do mnie. W żadnym wypadku nie zasypiaj!- dodałam gazu.
- Postaram się. Na prawdę nie chciałem żeby tak wyszło. Owszem, Victoria jest moją kuzynką, ale bardzo długo ze sobą nie rozmawialiśmy. Gdy Cię poznałem, nie miałem zielonego pojęcia, że jesteście pokłócone. Vic odezwała się kilka dni temu. Powiedziała, że chłopak ją zdradził i chciałaby się odwdzięczyć.
- Och, wszystko jasne! I na pewno uwierzyłeś w te brednie- moje domysły zaraz się potwierdzą.
- Owszem. Nigdy nie lubiłem takich gości. Fakt, że przytrafiło się to mojej kuzynce, mimo iż nie przepadamy za sobą, zobowiązał mnie do działania.
- Co miałeś zrobić temu chłopakowi?- chciałam przejść do rzeczy.
- Miałem tylko odwrócić jego uwagę, zabrać na drinka i pogadać. Pierwszoplanowa rola należała do Vic. Powiedziała, że w tym czasie zajmie się dziewczyną, która teraz z nim jest.
- Nie domyśliłeś się, że chodzi o nas podchodząc do naszego stolika?- nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie do końca. Victoria zaproponowała mi wyjście w towarzystwie Sabiny, która miała mnie zaprowadzić do opisywanej wcześniej parki. Przekraczając próg ta dziewczyna mimochodem wspomniała, że chyba widziała moich przyjaciół. Bardzo się ucieszyłem na Twój widok i postanowiłem podejść. Myślałem, że to szczęśliwy traf, zupełny przypadek- wyznał starając się nie zamykać oczu.
- No dalej, mów do mnie. Słucham Cię uważnie.
- Czerwone światło pojawiło się dopiero, gdy zdałem sobie sprawę, że Sabina przecież nie zna moich znajomych. Widzieliśmy się po raz pierwszy od kilku lat, więc nie mogła wiedzieć o znajomości z Tobą. Potem okazało się, iż moje zadanie zostało maksymalnie uproszczone.
- Jak to?- zaczynałam się gubić.
- Sabina tylko czekała na dogodny moment. Nie chciała sama wychodzić z inicjatywą, a wiedziała że będziesz chciała uniknąć krępującej atmosfery. Bardzo chętnie zgodziła się na opuszczenie stolika. Wtedy zostaliśmy sami.
- To wszystko było tak sumiennie zaplanowane?- źrenice rozszerzały mi się z niedowierzania.
- Było wiele niewiadomych. Przecież nie musiałaś nigdzie odchodzić, ale w końcu sama ułatwiłaś jej zadanie. Ona zaczęła rozmowę, a wy dziewczyny lubicie gadać. Czekając na wasze drinki nawiązaliśmy z Nathanem rozmowę. Nie była zbyt błyskotliwa i miła, ale jednak była.
- Sabina celowo wspomniała o waszym spokrewnieniu z Vic?- dociekałam.
- Wydaje mi się, że tak. To zupełnie odwracało Twoją uwagę od Nathana. W szoku byłaś mniej szkodliwa i chyba w tym momencie moja kuzynka chciała to wykorzystać- zastanowił się.
- Ale nie wiedziała do kogo pobiegnę po pomoc! Było wiele możliwości- upierałam się.
- Chyba była gotowa na każdą. Perfekcyjnie rozdzieliła wasze towarzystwo. Nieoczekiwani goście nie wpłynęli dobrze na wasze nastroje. Rozeszliście się w różnych kierunkach.
- Ale ja zostałam z Nathanem. To było oczywiste. Równie dobrze mogłam od razu podejść do was i zacząć Cię wyzywać.
- Jednak nie zrobiłaś tego. Poszłaś szukać Libby. Vic miała idealny element zaskoczenia, który Cię zdezorientował. Myślę, że planowała napaść na parkiecie. Wśród tylu ludzi miałabyś utrudnioną możliwość obrony.
- To był słaby plan, za dużo niewiadomych i co najważniejsze nie wypalił.
- Tutaj muszę przyznać Ci rację. Chociaż odegrała się trochę na Nathanie moimi rękoma- podniósł do góry posiniaczoną rękę.
Nie miałam ochoty dłużej o tym słuchać. Zaparkowałam samochód przed szpitalem i poprowadziłam rannego na izbę przyjęć. Miałam nadzieję na szybką konsultację z lekarzem oraz powrót. Modliłam się, aby Jenaro nie dolegało nic poważnego. Wprawdzie zdenerwował mnie dość solidnie, ale wciąż uważałam go za swojego przyjaciela.
Hiszpan został poproszony do oddzielnego pomieszczenia po upływie niecałych kilku minut. Podejrzewałam, że nawet w szpitalu miał znajomości. Na szczęście nie doznał większych uszczerbków na zdrowiu. Zbadali także podbite oko i zajęli się szczęką. Lekarz polecił okłady z lodu i przepisał kilka leków przeciwbólowych. Nie stwierdził wstrząśnienia mózgu, ale kazał mu zostać w domu przez kilka dni. Większość swoich uwag kierował do mnie, jakbym to ja miała się nim teraz opiekować. Dokładnie opisywał jak mam podawać leki, przygotowywać okłady i co sprawdzać w jakich odstępach czasu. Niekoniecznie miałam ochotę na niańczenie dorosłego faceta, ale czułam że tak się stanie.
- Odwiozłabyś mnie do domu?- spytał niepewnie.
- Możesz wybrać. Albo jedziemy do Ciebie, albo do mnie- zaproponowałam.
- Serio mogłabyś ze mną zostać?- był bardziej niż zdziwiony.
-Chyba takie dostałam rozkazy od Twojego lekarza. Teraz na niewiele się zdasz, więc jestem zobowiązana Ci pomóc- wyjaśniłam.
- Na pewno się odwdzięczę- przytulił mnie w korytarzu na co lekko się zaśmiałam.- Możemy jechać do mnie. Z tego co pamiętam jeszcze nie odwiedziłaś mojego obecnego domu.
- Szykuje się wielka chwila- zażartowałam.
- Żebyś wiedziała- ostrzegł.
Jenaro miał skłonność do gwałtownego podejmowania decyzji. W trakcie jazdy w ostatnim momencie uprzedzał gdzie powinnam skręcić. Była to stresująca podróż. W końcu zatrzymaliśmy się przed żelazną bramą. Chłopak wyjął kluczyki od automatycznego zamka i wcisnął kilka przycisków. Oczywiście na tym się nie skończyło. Po wjeździe przywitał nas sympatyczny młody ochroniarz. Był trochę starszy od Jenaro, ale wydawał się o wiele silniejszy i doświadczony w swoim zawodzie. Mój przyjaciel zabezpieczył posesję w monitoring oraz parę kochających go dobermanów.
Dojazd do samego domu obejmował drogę przez niesamowicie wypielęgnowane ogrody. Każda przestrzeń była idealnie zagospodarowana. Środek lata powodował, że roiło się tu od przeróżnych barw kwiatów. Wszystko skomponowane w doskonałych ułożeniach. Nie mogłam wyjść z zachwytu, dopóki moim oczom nie ukazała się posiadłość. Nazywanie tego domem było ogromną obrazą.
Moim oczom ukazała się budowla na kształt małego pałacu. Stworzony z jasnego kamienia, z pięknymi ozdabianymi ramami okiennymi. Podobne cuda można było oglądać w podręczniku od kultury lub historii sztuki w temacie o Rosji. Chyba nic nigdy nie równało się z ich pałacami. Teraz stałam przed małą rekonstrukcją, która zapierała dech w piersiach.
- Zapraszam- Jenaro wskazał na drzwi swojej rezydencji, a człowiek z jego służby zabrał samochód.
Z zachwytem przekroczyłam próg tego domu i nieśmiało spoglądając w głąb wyszeptałam tylko:
- Cudowne!
Zobaczyłam ciemnowłosą dziewczynę we wściekle różowych butach i ostatkami sił ruszyłam w jej kierunku. Nie obyło się bez wbitych obcasów w moje stopy. Za czwartym razem zawyłam cicho z bólu.
- Libby!- krzyknęłam chcąc zagłuszyć niewyobrażalny rumor. Przyjaciółka odwróciła się w moją stronę i zamarła.
- Co się stało? Dobrze się czujesz?- podbiegła do mnie i chwyciła za ramię
- Wszystko ok? Chcecie może wyjść na zewnątrz?- zawtórował jej Leo.
- Tak, błagam- wyjęczałam ledwo.
Chłopak otoczył nas swoimi ramionami i bez większych przeszkód przedarł się do drzwi. Poczułam niesamowitą ulgę, gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Stanęłam pod ścianą, opierając ręce o zimny mur. Głęboko oddychałam próbując się uspokoić.
- Możesz już mówić?- Libby stała obok na wszelki wypadek.
- Jenaro jest kuzynem Victorii- wykrztusiłam. Brunetka otworzyła usta chcąc zaprotestować, lecz nowa informacja sprawił, że szybko je zamknęła.
- Mówiłem, że ten gość jest fatalny- skwitował Leo z lekkim triumfem.
- Przecież to niemożliwe!- żachnęła się Libby.- Myślisz, że mógłby się z nią układać za Twoimi plecami? Z tego co zdążyłam zauważyć to całkiem miły facet.
- Bo tak było!- krzyknęłam.- W życiu bym nie uwierzyła w coś podobnego, gdyby nie Sabina.
- Wierzysz jej? Równie dobrze mogła skłamać na życzenie tej szmaty- wrzało w niej.
- Wchodzili do klubu wszyscy razem. Byliśmy zbyt zszokowani spotkaniem Jenaro, żeby skojarzyć fakty- wytłumaczyłam kiwając głową z niedowierzaniem.
- Może on nie wiedział o Twoich zatargach z Vic?- próbowała uspokoić siebie i mnie za jednym zamachem.
- Daj spokój! Ona opowiada o mnie niestworzone historie na prawo i lewo!- oburzyłam się za tak niedorzeczny pomysł.
- Plastikowa suka!- wrzasnęła.- Gdzie jest Nathan?!
- Zostawiłam go z Jenaro, gdy poszłam z Sabiną po drinki.
- Idź po niego- poleciła Leo, wskazując stanowczo na drzwi.
Dwie wkurzone przyjaciółki- stanowczo niebezpieczna mieszanka. Libby podeszła do mnie zmieniając ton na współczujący. Widziałam, że martwi się o mnie i jest gotowa pomóc w każdej sytuacji. Przytuliła mnie w geście pocieszenia, co dodało mi trochę otuchy. Po chwili zza barczystych ochroniarzy wyłonili się nasi mężczyźni. Nathan miał szczerze zdezorientowaną minę.
-Ktoś mi tu powie co się dzieje? Wprawdzie nie bawiłem się dobrze z tym pajacem przy stoliku, ale wieczór zapowiadał się miło- wzruszył ramionami.
- Ten pajac jest kuzynem po uszy zakochanej w Tobie Victorii- obwieściła moja przyjaciółka.
- Wolne żarty- zaśmiał się.- Chyba nie mówicie poważnie?- zmarszczył brwi.
- Śmiertelnie poważnie- wtrącił się nowy głos. Obróciłam się na pięcie i ujrzałam Hiszpana.- Car, proszę- zwrócił się do mnie.- Pozwól mi to wytłumaczyć. Wiem jak to wygląda, ale daj mi szansę.
- Już jedną zmarnowałeś- Nathan wskoczył między nas i pogroził Jenaro pięścią. Cała sytuacja stawała się komiczna.
- Nat, spokojnie. To sprawa między mną, a nim- wskazałam palcem na chłopaka.- Poradzę sobie.
- Porywasz się z motyką na księżyc. Nawet byś mnie nie dotknął- odgrażał się Jenaro.
- Stul pysk!- mój chłopak wyrwał się momentalnie i trzasną mocno zaciśniętą pięścią w szczękę przeciwnika.
Dalej słychać było już tylko niewybredne wyzwiska oraz gruchot łamanych kości. Z widocznych obrażeń Nathan miał rozbity nos, rozcięty łuk brwiowy, a także liczne zadrapania. Hiszpan natomiast nabawił się podbitego oka, przestawionej szczęki i obitego brzucha. Ochroniarze zareagowali stosunkowo szybko, jednak dla naszych zdeterminowanych bokserów było wystarczająco czasu aby doprowadzić się do stanu nieważkości. Ledwo wymigaliśmy się od wezwania pogotowia. Libby zaproponowała, że zabierze Nathana do lekarza w okolicy, a ja powinnam zająć się Jenaro. Widziałam, że mój chłopak nie był z tego zadowolony.
Kazałam przyjacielowi usiąść na siedzeniu pasażera i sama odpaliłam jego wóz. Postanowiłam wybrać okoliczny szpital, tak aby chłopcy nie mieli już okazji do spotkań. Byłam strasznie zdenerwowana, ale starałam się to ukryć. Stosunkowo zachowany spokój pozwolił mi przybrać lodowaty i rzeczowy ton.
- Oszalałeś? Mogliście zrobić sobie poważną krzywdę. W sumie jeszcze nie wiemy czy nie masz jakiegoś wstrząśnienia mózgu. Zdajesz sobie sprawę z tego co w ogóle się przed chwilą zdarzyło?
- Mniej więcej- odparł obojętnie.- Twój chłoptaś rzucił się na mnie z pięściami.
- Bo go sprowokowałeś- odparłam z wyrzutem.
- Gdyby pozwolił mi wszystko spokojnie wytłumaczyć, do niczego by nie doszło.
- Później o tym porozmawiamy. Boli Cię coś?- pytanie retoryczne.
- Szczęka i głowa. Trochę mnie zaćmiło- wyznał, czego się nie spodziewałam.
- W takim razie trzymaj szeroko otwarte oczy i mów do mnie. W żadnym wypadku nie zasypiaj!- dodałam gazu.
- Postaram się. Na prawdę nie chciałem żeby tak wyszło. Owszem, Victoria jest moją kuzynką, ale bardzo długo ze sobą nie rozmawialiśmy. Gdy Cię poznałem, nie miałem zielonego pojęcia, że jesteście pokłócone. Vic odezwała się kilka dni temu. Powiedziała, że chłopak ją zdradził i chciałaby się odwdzięczyć.
- Och, wszystko jasne! I na pewno uwierzyłeś w te brednie- moje domysły zaraz się potwierdzą.
- Owszem. Nigdy nie lubiłem takich gości. Fakt, że przytrafiło się to mojej kuzynce, mimo iż nie przepadamy za sobą, zobowiązał mnie do działania.
- Co miałeś zrobić temu chłopakowi?- chciałam przejść do rzeczy.
- Miałem tylko odwrócić jego uwagę, zabrać na drinka i pogadać. Pierwszoplanowa rola należała do Vic. Powiedziała, że w tym czasie zajmie się dziewczyną, która teraz z nim jest.
- Nie domyśliłeś się, że chodzi o nas podchodząc do naszego stolika?- nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie do końca. Victoria zaproponowała mi wyjście w towarzystwie Sabiny, która miała mnie zaprowadzić do opisywanej wcześniej parki. Przekraczając próg ta dziewczyna mimochodem wspomniała, że chyba widziała moich przyjaciół. Bardzo się ucieszyłem na Twój widok i postanowiłem podejść. Myślałem, że to szczęśliwy traf, zupełny przypadek- wyznał starając się nie zamykać oczu.
- No dalej, mów do mnie. Słucham Cię uważnie.
- Czerwone światło pojawiło się dopiero, gdy zdałem sobie sprawę, że Sabina przecież nie zna moich znajomych. Widzieliśmy się po raz pierwszy od kilku lat, więc nie mogła wiedzieć o znajomości z Tobą. Potem okazało się, iż moje zadanie zostało maksymalnie uproszczone.
- Jak to?- zaczynałam się gubić.
- Sabina tylko czekała na dogodny moment. Nie chciała sama wychodzić z inicjatywą, a wiedziała że będziesz chciała uniknąć krępującej atmosfery. Bardzo chętnie zgodziła się na opuszczenie stolika. Wtedy zostaliśmy sami.
- To wszystko było tak sumiennie zaplanowane?- źrenice rozszerzały mi się z niedowierzania.
- Było wiele niewiadomych. Przecież nie musiałaś nigdzie odchodzić, ale w końcu sama ułatwiłaś jej zadanie. Ona zaczęła rozmowę, a wy dziewczyny lubicie gadać. Czekając na wasze drinki nawiązaliśmy z Nathanem rozmowę. Nie była zbyt błyskotliwa i miła, ale jednak była.
- Sabina celowo wspomniała o waszym spokrewnieniu z Vic?- dociekałam.
- Wydaje mi się, że tak. To zupełnie odwracało Twoją uwagę od Nathana. W szoku byłaś mniej szkodliwa i chyba w tym momencie moja kuzynka chciała to wykorzystać- zastanowił się.
- Ale nie wiedziała do kogo pobiegnę po pomoc! Było wiele możliwości- upierałam się.
- Chyba była gotowa na każdą. Perfekcyjnie rozdzieliła wasze towarzystwo. Nieoczekiwani goście nie wpłynęli dobrze na wasze nastroje. Rozeszliście się w różnych kierunkach.
- Ale ja zostałam z Nathanem. To było oczywiste. Równie dobrze mogłam od razu podejść do was i zacząć Cię wyzywać.
- Jednak nie zrobiłaś tego. Poszłaś szukać Libby. Vic miała idealny element zaskoczenia, który Cię zdezorientował. Myślę, że planowała napaść na parkiecie. Wśród tylu ludzi miałabyś utrudnioną możliwość obrony.
- To był słaby plan, za dużo niewiadomych i co najważniejsze nie wypalił.
- Tutaj muszę przyznać Ci rację. Chociaż odegrała się trochę na Nathanie moimi rękoma- podniósł do góry posiniaczoną rękę.
Nie miałam ochoty dłużej o tym słuchać. Zaparkowałam samochód przed szpitalem i poprowadziłam rannego na izbę przyjęć. Miałam nadzieję na szybką konsultację z lekarzem oraz powrót. Modliłam się, aby Jenaro nie dolegało nic poważnego. Wprawdzie zdenerwował mnie dość solidnie, ale wciąż uważałam go za swojego przyjaciela.
Hiszpan został poproszony do oddzielnego pomieszczenia po upływie niecałych kilku minut. Podejrzewałam, że nawet w szpitalu miał znajomości. Na szczęście nie doznał większych uszczerbków na zdrowiu. Zbadali także podbite oko i zajęli się szczęką. Lekarz polecił okłady z lodu i przepisał kilka leków przeciwbólowych. Nie stwierdził wstrząśnienia mózgu, ale kazał mu zostać w domu przez kilka dni. Większość swoich uwag kierował do mnie, jakbym to ja miała się nim teraz opiekować. Dokładnie opisywał jak mam podawać leki, przygotowywać okłady i co sprawdzać w jakich odstępach czasu. Niekoniecznie miałam ochotę na niańczenie dorosłego faceta, ale czułam że tak się stanie.
- Odwiozłabyś mnie do domu?- spytał niepewnie.
- Możesz wybrać. Albo jedziemy do Ciebie, albo do mnie- zaproponowałam.
- Serio mogłabyś ze mną zostać?- był bardziej niż zdziwiony.
-Chyba takie dostałam rozkazy od Twojego lekarza. Teraz na niewiele się zdasz, więc jestem zobowiązana Ci pomóc- wyjaśniłam.
- Na pewno się odwdzięczę- przytulił mnie w korytarzu na co lekko się zaśmiałam.- Możemy jechać do mnie. Z tego co pamiętam jeszcze nie odwiedziłaś mojego obecnego domu.
- Szykuje się wielka chwila- zażartowałam.
- Żebyś wiedziała- ostrzegł.
Jenaro miał skłonność do gwałtownego podejmowania decyzji. W trakcie jazdy w ostatnim momencie uprzedzał gdzie powinnam skręcić. Była to stresująca podróż. W końcu zatrzymaliśmy się przed żelazną bramą. Chłopak wyjął kluczyki od automatycznego zamka i wcisnął kilka przycisków. Oczywiście na tym się nie skończyło. Po wjeździe przywitał nas sympatyczny młody ochroniarz. Był trochę starszy od Jenaro, ale wydawał się o wiele silniejszy i doświadczony w swoim zawodzie. Mój przyjaciel zabezpieczył posesję w monitoring oraz parę kochających go dobermanów.
Dojazd do samego domu obejmował drogę przez niesamowicie wypielęgnowane ogrody. Każda przestrzeń była idealnie zagospodarowana. Środek lata powodował, że roiło się tu od przeróżnych barw kwiatów. Wszystko skomponowane w doskonałych ułożeniach. Nie mogłam wyjść z zachwytu, dopóki moim oczom nie ukazała się posiadłość. Nazywanie tego domem było ogromną obrazą.
Moim oczom ukazała się budowla na kształt małego pałacu. Stworzony z jasnego kamienia, z pięknymi ozdabianymi ramami okiennymi. Podobne cuda można było oglądać w podręczniku od kultury lub historii sztuki w temacie o Rosji. Chyba nic nigdy nie równało się z ich pałacami. Teraz stałam przed małą rekonstrukcją, która zapierała dech w piersiach.
- Zapraszam- Jenaro wskazał na drzwi swojej rezydencji, a człowiek z jego służby zabrał samochód.
Z zachwytem przekroczyłam próg tego domu i nieśmiało spoglądając w głąb wyszeptałam tylko:
- Cudowne!
Omg chyba uduszę Nathana. Nienawidzę jego dziecinnych zachowań! Nawet nie pozwolił Jenaro się wytłumaczyć tylko od razu przeszedł do rękoczynów. Dobrze, że Car jest bardziej rozgarnięta.
OdpowiedzUsuńWidzę, że spina z Victorią nadal trwa. Robi się ciekawie. Coś czuję, że to nie koniec. I mam ogromną nadzieję, że Caroline się odegra. Najlepiej razem z Jenaro XDDD Ta dwójka to idealne połączenie. Nie muszą być razem jako para, bo wydaje mi się, że ich przyjaźń jest piękniejsza i o wiele ciekawsza <3
No to chyba tyle :) Czekam na następny rozdział!
"Dwie wkurzone przyjaciółki - stanowczo niebezpieczna mieszanka.", gorsza mieszanka od dynamitu! Zdążyłam zapomnieć o Victorii, a tu jej wątek się pojawia. Na dodatek dość związany z aktualną sytuacją. Nie wpadłabym na to, że może mieć coś wspólnego z Jenaro, a tu proszę. Rozbawiło mnie to jak Nathan udawał wspaniałego mężczyznę rzucając się na Jenaro, kiedy tak naprawdę przy starciu z nim wypadł blado, co było oczywiste. Przepraszam, że czytam Twoje rozdziały z takim opóźnieniem, ale to nie zmienia tego jakie wrażenie na mnie robią!
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział!
PS Wierze, że w grudniu uda Ci się dodać trzy rozdziały, tak jak chcesz!
Matko! Ja tez mam nadzieję, ze w grudniu w końcu mi się uda. Niby magiczny miesiąc, zobaczymy ;*
UsuńDziękuję ślicznie <3
Jestem pod wrażenie, że nie czekaliśmy tak długo! Bardzo się cieszę. Jeżeli całe te plany Victorii sama wymysliłaś to jestem pod wrażeniem. Jenaro coraz bardziej mi imponuje, mógłby być z Car. Stworzyliby fajną parę. Nathan zachował się trochę głupio, ale miał chociaż szczytny cel. A cel uświęca środki heh
OdpowiedzUsuńStrasznie wciągające i ciekawe, tak płynnie się czyta jak ksiązkę. 18 masz dodać też niedługo bo juz nie mogę się doczekać.
Dawno tu nie zaglądałem i żałuję. Świetnie się zapowiada, w końcu połączyłaś wątki i teraz wszystko ma jakiś sens -nawet niezły). Pisz dalej dziewczyno bo dobrze Ci to wychodzi.
OdpowiedzUsuńHaHaHa po tym tweecie o pedofilu musiałam tu zajrzeć XD Spodziewałam się jakiegoś fanfika gdzie gwiazda gwałci swoją miłość, a tu taka odmiana :p Kto jest tym pedofilem? "o"
OdpowiedzUsuńniespodzianka ;3
To było słodkie, że Nathan stanął w jej obronie. Widać, że ją kocha. Oni powinni być razem.?! Są bezkonkurencyjni i tacy słodcy, super z nich para.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny!!!
Zapraszam na ff o Dawidzie Kwiatkowskim ! (:
OdpowiedzUsuńCzy możemy dostać prezent na święta w postaci kilku rozdziałów? ;3
OdpowiedzUsuń