16. What are you hiding from me?
Ten człowiek denerwował mnie coraz bardziej. Czepiał się o ubrania, o zachowanie, nawet nękał mojego chłopaka. Nie mogłam się uspokoić. Miałam ochotę wstać z miejsca i przyłożyć mu w twarz. Zasłużył na porządnego lewego sierpowego. Gdyby nie Libby trzymająca moje ręce w mocnym uścisku, już dawno okładałabym tego aroganta pięściami. Zupełnie straciłam ochotę na gierki, podchody i niedomówienia.Teraz liczyła się tylko złość i chęć zemsty.
Tom prowadził lekcję jak gdyby nigdy nic. Ani razu nie spojrzał w moją stronę. W moim kierunku nie poleciał żaden obraźliwy komentarz. Nie zwrócił mi uwagi za gadanie z koleżankami. Nie interesowały go moje pomysły. Zachowywał się jakby mnie nie było.
Mogłabym to odebrać jako koniec problemu. Koniec użerania się z tajemniczym gościem, który nic nie chce mi powiedzieć. Jednak w moim sercu coś pękało z każda kolejną sekundą obojętności. Chciałam mu wykrzyczeć w twarz wszystkie wyrzuty i żale. Mogłabym zrobić mu piekło na ziemi, ale podświadomie wcale nie życzyłam mu źle. Pragnęłam tylko trochę uwagi, zainteresowania. Jedna krótka rozmowa pozwoliłaby rozwiązać całą niefrasobliwą sytuację.
-Car, wyluzuj. Nadal nie rozumiem dlaczego ten facet tak na Ciebie działa. To zwykły nauczyciel- Libby postanowiła przerwać piętrzącą się między nami ciszę.
- Dla Ciebie to może tylko zwykły facet, ale ja mam swoje powody- warknęłam zezłoszczona.
- Możesz się nimi ze mną podzielić. Będzie Ci łatwiej. Może po prostu przesadzasz i nad interpretujesz?- nie zrozumie dopóki jej wszystkiego nie podam jak na dłoni.
- Obiecuję, że wszystko Ci wyjaśnię, ale w odpowiednim czasie. To nie jest dobry moment na roztrząsanie i tak chaotycznych zdarzeń- westchnęłam zrezygnowana.
Może moja przyjaciółka miała rację. Powinnam trochę przystopować. Wymaganie czegokolwiek od Toma było niepoprawne, nawet nieetyczne. Musiałam dać mu chwilę, aby sam zastanowił się czego oczekuje od życia i ode mnie. Potrzebowałam skupić się na zupełnie innej sprawie. Być może wybiorę się z Nathanem do jego rodziców (w końcu). Nasz związek powoli wskakiwał na wyższy poziom, a tam nie było miejsca dla niezdecydowanych nauczycieli.
Zbawienny dzwonek oznajmił koniec dzisiejszych męczarni. Na korytarzu już czekał na nas Nat z pochmurną miną. Złowrogo łypał na wychodzącego z klasy nauczyciela, po czym łapiąc jego spojrzenie mocno mnie do siebie przytulił. Nie było to czyste zagranie, lecz dozwolone. Zdziwiona zaprotestowałam temu żelaznemu uściskowi. Mój chłopak puścił mnie niechętnie, wciąż lustrując hol. Był wyraźnie spięty. Chyba stresowała go napięta atmosfera z Tomem. Nathan nie był człowiekiem z natury kłótliwym i nie znosił konfliktów. Starał się w miarę jak najszybciej wszystko wyjaśnić oraz dojść do porozumienia. Oczywiście nie naciskał, jeśli ktoś tego nie potrzebował.
- Już mamy weekend. Może pójdziemy wieczorem do klubu?- zaproponował nieśmiało.
- Jestem na tak. Przyda nam się odskocznia od tego całego bagna- zgodziłam się z brunetem i przybiliśmy sobie piątkę.
- Też nie mam nic przeciwko. Może weźmiemy Leo?- Libby wyszczerzyła zęby w uśmiechu, a ja wymieniłam z Natem porozumiewawcze spojrzenia.
- Da się zrobić. Wy zawiadomcie Sarah i Mishę, a ja skontaktuję się z naszym dzielnym ochroniarzem.
Chłopak pocałował mnie na pożegnanie, po czym wyjął telefon i ruszył w swoją stronę. Szturchnęłam przyjaciółkę w ramię, posyłając znaczący uśmiech. Od razu wiedziała co mam na myśli. Wyjęczała tylko ciche: "Och, daj spokój!".
Sarah nie była osobą trudną do zlokalizowania. W czasie przerw przesiadywała zawsze na tej samej ławce, a po lekcjach odwiedzała bibliotekę szkolną. Znalazłyśmy ją w przeciągu kilku minut i zaprosiłyśmy na wieczorne wyjście. Była szczerze zachwycona, bo ostatni pomysł spalił na panewce (oczywiście z mojej winy). Dziewczyna nareszcie oficjalnie przestawi nam swojego chłopaka.
Ostatnie wydarzenia namieszały w życiu każdego z nas. Szykował się jeden z nielicznych momentów gdzie mogliśmy spędzić razem czas i trochę poplotkować. Postanowiłyśmy z Libby zahaczyć o nowy butik w drodze powrotnej. Moja przyjaciółka z zamiłowaniem oglądała koturny z nowej kolekcji. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, gdy przyniosłam jej parę w kolorze fuksji. Idealnie pasowały do sukienki, którą zamierzała dzisiaj założyć. Znalazła odpowiedni rozmiar, po czym stwierdziła, że są szalenie wygodne i od razu je kupiła.
Ja miałam większe opory, ponieważ nie sprecyzowałam dokładnego modelu. Po długim czasie przeglądania wpadły mi w oko granatowe, lakierowane szpilki na złotej platformie. Były śliczne, dość wysokie, ale bardzo zgrabne i nad wyraz stabilne. Byłam już prawie zdecydowana je kupić, gdy podeszła do mnie ekspedientka i z zachwytem poinformowała, że obcas jest wykonany z czystego złota. Momentalnie mój uśmiech zniknął. Lepiej chyba dowiedzieć się podczas przymierzania i zmyślić, że jednak coś ciśnie niż przy kasie oznajmić, że mnie nie stać. Były naprawdę śliczne, ale nie mogłam sobie na nie pozwolić. Spojrzałam na cenę. Kosztowały prawie tyle co nowy samochód z salonu. Z ogromnym żalem odstawiłam je na miejsce i powiedziałam, że jeszcze się zastanowię. Libby widząc moją smutną minę wzięła mnie na stronę.
- Mogę Ci pożyczyć- uśmiechnęła się.- Albo nawet sprezentować z jakiejś tam okazji.
- Daj spokój, całe życie nie odwdzięczyłabym Ci się za to- puściłam jej oczko.- Obejdę się bez nich. Mam dużo butów.
- Przecież widzę jak na nie patrzysz. Mnie nie oszukasz.
- Już zdecydowałam. Możemy iść?
- Jasne, jak wolisz- pokręciła głową ze zrezygnowanie.
W drodze do domu starałam się ułożyć jakiś strój na wyjście do klubu. Szczerze nie miałam pojęcia w co się ubrać- jak większość dziewczyn każdego dnia. Rozważałam bordową sukienkę ze złotymi wstawkami, ale uznałam ją za zbyt elegancką. Libby od razu wiedziała, że włoży wąską, obcisłą sukienkę w kolorze stalowym. Dopasowała do niej wściekło różową małą torebkę i w ostatniej chwili idealnie pasujące buty.
Stojąc przed swoją szafą wybrałam luźną piaskową koszulę z szerokimi rękawami przed łokieć oraz mnóstwem czarnych, matowych koralików. Włożyłam ją w rozkloszowaną, skórzaną spódnicę przed kolano, również czarną. Przepasałam strój ciemnobrązowym paskiem. Znalazłam na półce ciemne lity, z brązową platformą. Dopełniłam to niewielką beżową kopertówką oraz perłowymi bransoletkami. Ostatni etap przygotowań polegał na ułożeniu fryzury. Nie mając wiele czasu, wyciągnęłam lokówkę i zrobiłam delikatne fale. W myślach błagałam, aby utrzymały się do końca wieczoru.
Około godziny dwudziestej przed moim domem zaparkował śliczny kremowy cadillac eldorado z lat pięćdziesiątych. Za kierownicą siedział Nathan uśmiechają się zawadiacko. Chłopak wiedział, że lubię stare samochody i nie zawahał się mi tym zaimponować.
- Ten jest z 1959.- oznajmił otwierając mi drzwiczki od strony pasażera.
- Zadziwiająco piękny. Należy do Twojej rodziny, czy go wynająłeś?- wyszczerzyłam zęby.
-Oczywiście, że jest mój. Ojciec podarował mi go na szesnaste urodziny, ale dopiero jak skończyłem osiemnastkę odważyłem się prowadzić to cudeńko- pogłaskał samochód z uwielbieniem.
- Od kiedy to jesteś taki rozsądny?- rzuciłam gdy usiadł za kierownicą.
- Muszę być rozważny wioząc tak piękną damę- skłonił się lekko głową w moim kierunku.
Tom prowadził lekcję jak gdyby nigdy nic. Ani razu nie spojrzał w moją stronę. W moim kierunku nie poleciał żaden obraźliwy komentarz. Nie zwrócił mi uwagi za gadanie z koleżankami. Nie interesowały go moje pomysły. Zachowywał się jakby mnie nie było.
Mogłabym to odebrać jako koniec problemu. Koniec użerania się z tajemniczym gościem, który nic nie chce mi powiedzieć. Jednak w moim sercu coś pękało z każda kolejną sekundą obojętności. Chciałam mu wykrzyczeć w twarz wszystkie wyrzuty i żale. Mogłabym zrobić mu piekło na ziemi, ale podświadomie wcale nie życzyłam mu źle. Pragnęłam tylko trochę uwagi, zainteresowania. Jedna krótka rozmowa pozwoliłaby rozwiązać całą niefrasobliwą sytuację.
-Car, wyluzuj. Nadal nie rozumiem dlaczego ten facet tak na Ciebie działa. To zwykły nauczyciel- Libby postanowiła przerwać piętrzącą się między nami ciszę.
- Dla Ciebie to może tylko zwykły facet, ale ja mam swoje powody- warknęłam zezłoszczona.
- Możesz się nimi ze mną podzielić. Będzie Ci łatwiej. Może po prostu przesadzasz i nad interpretujesz?- nie zrozumie dopóki jej wszystkiego nie podam jak na dłoni.
- Obiecuję, że wszystko Ci wyjaśnię, ale w odpowiednim czasie. To nie jest dobry moment na roztrząsanie i tak chaotycznych zdarzeń- westchnęłam zrezygnowana.
Może moja przyjaciółka miała rację. Powinnam trochę przystopować. Wymaganie czegokolwiek od Toma było niepoprawne, nawet nieetyczne. Musiałam dać mu chwilę, aby sam zastanowił się czego oczekuje od życia i ode mnie. Potrzebowałam skupić się na zupełnie innej sprawie. Być może wybiorę się z Nathanem do jego rodziców (w końcu). Nasz związek powoli wskakiwał na wyższy poziom, a tam nie było miejsca dla niezdecydowanych nauczycieli.
Zbawienny dzwonek oznajmił koniec dzisiejszych męczarni. Na korytarzu już czekał na nas Nat z pochmurną miną. Złowrogo łypał na wychodzącego z klasy nauczyciela, po czym łapiąc jego spojrzenie mocno mnie do siebie przytulił. Nie było to czyste zagranie, lecz dozwolone. Zdziwiona zaprotestowałam temu żelaznemu uściskowi. Mój chłopak puścił mnie niechętnie, wciąż lustrując hol. Był wyraźnie spięty. Chyba stresowała go napięta atmosfera z Tomem. Nathan nie był człowiekiem z natury kłótliwym i nie znosił konfliktów. Starał się w miarę jak najszybciej wszystko wyjaśnić oraz dojść do porozumienia. Oczywiście nie naciskał, jeśli ktoś tego nie potrzebował.
- Już mamy weekend. Może pójdziemy wieczorem do klubu?- zaproponował nieśmiało.
- Jestem na tak. Przyda nam się odskocznia od tego całego bagna- zgodziłam się z brunetem i przybiliśmy sobie piątkę.
- Też nie mam nic przeciwko. Może weźmiemy Leo?- Libby wyszczerzyła zęby w uśmiechu, a ja wymieniłam z Natem porozumiewawcze spojrzenia.
- Da się zrobić. Wy zawiadomcie Sarah i Mishę, a ja skontaktuję się z naszym dzielnym ochroniarzem.
Chłopak pocałował mnie na pożegnanie, po czym wyjął telefon i ruszył w swoją stronę. Szturchnęłam przyjaciółkę w ramię, posyłając znaczący uśmiech. Od razu wiedziała co mam na myśli. Wyjęczała tylko ciche: "Och, daj spokój!".
Sarah nie była osobą trudną do zlokalizowania. W czasie przerw przesiadywała zawsze na tej samej ławce, a po lekcjach odwiedzała bibliotekę szkolną. Znalazłyśmy ją w przeciągu kilku minut i zaprosiłyśmy na wieczorne wyjście. Była szczerze zachwycona, bo ostatni pomysł spalił na panewce (oczywiście z mojej winy). Dziewczyna nareszcie oficjalnie przestawi nam swojego chłopaka.
Ostatnie wydarzenia namieszały w życiu każdego z nas. Szykował się jeden z nielicznych momentów gdzie mogliśmy spędzić razem czas i trochę poplotkować. Postanowiłyśmy z Libby zahaczyć o nowy butik w drodze powrotnej. Moja przyjaciółka z zamiłowaniem oglądała koturny z nowej kolekcji. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, gdy przyniosłam jej parę w kolorze fuksji. Idealnie pasowały do sukienki, którą zamierzała dzisiaj założyć. Znalazła odpowiedni rozmiar, po czym stwierdziła, że są szalenie wygodne i od razu je kupiła.
Ja miałam większe opory, ponieważ nie sprecyzowałam dokładnego modelu. Po długim czasie przeglądania wpadły mi w oko granatowe, lakierowane szpilki na złotej platformie. Były śliczne, dość wysokie, ale bardzo zgrabne i nad wyraz stabilne. Byłam już prawie zdecydowana je kupić, gdy podeszła do mnie ekspedientka i z zachwytem poinformowała, że obcas jest wykonany z czystego złota. Momentalnie mój uśmiech zniknął. Lepiej chyba dowiedzieć się podczas przymierzania i zmyślić, że jednak coś ciśnie niż przy kasie oznajmić, że mnie nie stać. Były naprawdę śliczne, ale nie mogłam sobie na nie pozwolić. Spojrzałam na cenę. Kosztowały prawie tyle co nowy samochód z salonu. Z ogromnym żalem odstawiłam je na miejsce i powiedziałam, że jeszcze się zastanowię. Libby widząc moją smutną minę wzięła mnie na stronę.
- Mogę Ci pożyczyć- uśmiechnęła się.- Albo nawet sprezentować z jakiejś tam okazji.
- Daj spokój, całe życie nie odwdzięczyłabym Ci się za to- puściłam jej oczko.- Obejdę się bez nich. Mam dużo butów.
- Przecież widzę jak na nie patrzysz. Mnie nie oszukasz.
- Już zdecydowałam. Możemy iść?
- Jasne, jak wolisz- pokręciła głową ze zrezygnowanie.
W drodze do domu starałam się ułożyć jakiś strój na wyjście do klubu. Szczerze nie miałam pojęcia w co się ubrać- jak większość dziewczyn każdego dnia. Rozważałam bordową sukienkę ze złotymi wstawkami, ale uznałam ją za zbyt elegancką. Libby od razu wiedziała, że włoży wąską, obcisłą sukienkę w kolorze stalowym. Dopasowała do niej wściekło różową małą torebkę i w ostatniej chwili idealnie pasujące buty.
Stojąc przed swoją szafą wybrałam luźną piaskową koszulę z szerokimi rękawami przed łokieć oraz mnóstwem czarnych, matowych koralików. Włożyłam ją w rozkloszowaną, skórzaną spódnicę przed kolano, również czarną. Przepasałam strój ciemnobrązowym paskiem. Znalazłam na półce ciemne lity, z brązową platformą. Dopełniłam to niewielką beżową kopertówką oraz perłowymi bransoletkami. Ostatni etap przygotowań polegał na ułożeniu fryzury. Nie mając wiele czasu, wyciągnęłam lokówkę i zrobiłam delikatne fale. W myślach błagałam, aby utrzymały się do końca wieczoru.
Około godziny dwudziestej przed moim domem zaparkował śliczny kremowy cadillac eldorado z lat pięćdziesiątych. Za kierownicą siedział Nathan uśmiechają się zawadiacko. Chłopak wiedział, że lubię stare samochody i nie zawahał się mi tym zaimponować.
- Ten jest z 1959.- oznajmił otwierając mi drzwiczki od strony pasażera.
- Zadziwiająco piękny. Należy do Twojej rodziny, czy go wynająłeś?- wyszczerzyłam zęby.
-Oczywiście, że jest mój. Ojciec podarował mi go na szesnaste urodziny, ale dopiero jak skończyłem osiemnastkę odważyłem się prowadzić to cudeńko- pogłaskał samochód z uwielbieniem.
- Od kiedy to jesteś taki rozsądny?- rzuciłam gdy usiadł za kierownicą.
- Muszę być rozważny wioząc tak piękną damę- skłonił się lekko głową w moim kierunku.
Dotarliśmy do klubu bardzo szybko, zważając na piętrzące się korki w tych godzinach. Samochód nie potrzebował klimatyzacji, ponieważ był to model kabrioletu. Czułam się bardzo swobodnie w towarzystwie Nathana. Chłopak działał na mnie kojąco. Zapominałam o wszystkich problemach i cieszyłam się jego obecnością. W prawdzie rzadko kiedy się kłóciliśmy (prawie wcale), ale ten spokój był mi czasem potrzebny.
Przed klubem już czekała na nas Sarah z Mishą. Rudowłosa oznajmiła, że dzwoniła przed chwilą do Libby i przyjedzie razem z Leo. Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się święci i nikt tego nie ukrywał.
Misha stał obok Sarah lekko wystraszony. Pewnie obawiał się jak go przyjmiemy. Trochę mu współczułam, ale miałam nadzieję, że chłopak rozkręci się z czasem i będzie dobrze się czuł w naszym towarzystwie.
Nie czekając na prawdopodobnie nową parę, zajęliśmy stolik z półokrągłą kanapą dla ośmiu osób. Wprawdzie była nas tylko szóstka, a w tym każdy ze swoją druga połówką i raczej nie spodziewaliśmy się dodatkowych gości. Klub podzielony był na salę dla osób tańczących i pijących oraz dla tych co woleli porozmawiać, delektować się rozmaitymi drinkami i potańczyć od czasu do czasu.
Gdy Libby z Leo pojawili się na horyzoncie, zamówiliśmy szampana. Przez trzy bite godziny rozmawialiśmy o tym jak Sarah poznała Mishę i jak się w sobie zakochali. Miałam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała tego słuchać ponownie.
- A wy?- Sarah wskazała na Libby.- Jak się poznaliście?
- To był zupełny przypadek- oznajmiła moja przyjaciółka, uśmiechając się do Leo.- Pewnej nocy Nathan za dużo wypił i potrzebował ochroniarza. Na szczęście na jego drodze stanął ten oto dzielny mężczyzna.- wskazała na chłopaka.- W ten sposób się poznaliśmy.
- To było naprawdę bardzo oryginalne pierwsze spotkanie- potwierdziłam.
- A wy?- spytał mnie Misha.
- Caroline była nowa w szkole i poprosiła mnie o oprowadzenie. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia- Nathan pocałował mnie w policzek.
- Jeszcze nigdy nie widziałam tak słodkiej pary jak wy- dodała Sarah.
- Z tego co pamiętam, Victoria miała ogromną chrapkę na Nata- zdziwił się chłopak o kasztanowych włosach.
- Tak, ale to przeszłość. Myślę, że odpuściła widząc swoją porażkę- poczułam satysfakcję myśląc o tym w ten sposób.
- Czy ja wiem. To bardzo zaważyło na jej reputacji. Mam nadzieję, że da wam spokój, ale to Vic. Nie wiadomo do czego jest zdolna- odparła zmartwiona Sarah.
- O wilku mowa- westchnęła Libby i kiwnęła w stronę wejścia.
Do klubu wchodziła platynowa blondynka w asyście swoich koleżanek i kliku przystojnych mężczyzn. Oczywiście żaden z nich nie równał się urodą z Nathanem. Szybko odwróciłam wzrok, nie chcąc psuć sobie miłego wieczoru. Ta dziewczyna źle na mnie działała.
- To nie jest przypadkiem Twój przyjaciel?- usłyszałam zdziwiony głos przyjaciółki.
Szybko znów spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam Jenaro w towarzystwie Sabiny- jednej z przyjaciółek Vic. Mój kumpel rozglądał się chwilę po sali, po czym napotkał mój zdezorientowany wzrok. Wahał się dosłownie sekundę, nsatępnie przekonał dziewczynę i ruszyli w nasza stronę. O co tu chodziło?
- Nienawidzę tego gościa- wyparował nagle Leo.
- Wy się znacie?- otworzyłam szeroko oczy.
- Tak i szczerze wolałbym go unikać.
- Ale dlaczego?- nie zdążyłam poznać odpowiedzi, ponieważ przede mną pojawił się młody Hiszpan.
Machinalnie wstałam, a on cmoknął mnie w policzek na powitanie. Widziałam jak Sabina skrzywiła się na ten gest. Na pewno Victoria odpowiednio jej o mnie wspomniała i dała mnóstwo zaleceń. Miałam jednak nadzieję, że przejrzy na oczy.
- Co was tu sprowadza? Siadajcie- zrobiłam im miejsce obok siebie i Nata.
- Piątkowy wieczór- zaśmiał się Jenaro.- To samo co was, pewnie.
- Niekoniecznie- odparł opryskliwie mój chłopak.
- Sabina, prawda?- spytałam dziewczynę ignorując niemiłe komentarze chłopców i podałam jej rękę.
- Tak- bąknęła lekko wystraszona, ale odwzajemniła mój uścisk.
- Towarzyszycie Victorii?- ach, ta podejrzliwość Libby.
- Nie- uśmiechnął się Jenaro.
- Tak- oznajmiła dziewczyna, a on spojrzał na nią spode łba.
Sytuacja robiła się coraz bardziej niezręczna i krępująca. W pewnym momencie Leo wstał, po czym opuścił nasz stolik zapraszając Libby do tańca. Sarah z Mishą poszli w ich ślady, zostawiając nas samych. Nathan chwycił moją rękę starając się zachować spokój. Był zazdrosny.
- Jesteście razem?- wypaliłam nagle. Wcale nie chciałam o to pytać. To było nie na miejscu, ale narastająca cisza męczyła mnie coraz bardziej.
- Nie. Znamy się od kilku lat i ostatnio odnawiamy kontakt- odpowiedział Jenaro, uprzedzając Sabinę.
- Jego kuzynka nas umówiła- dziewczyna nie dawała za wygraną. Chyba nie dogadywali się zbyt dobrze.
- Rozumiem- skłamałam.
- Dawno się nie widzieliśmy Car- Hiszpan posłał mi uroczy uśmiech.- Od czasu spotkania w moim mieszkaniu chyba wypiękniałaś.
Celowo wspomniał o tamtej nocy. Widział jak Nat na niego reaguje. Czułam, że to się źle skończy. Sabina też nie czuła się najlepiej.
- Dziękuję- odparłam nieśmiało.- Może pójdziemy po coś do picia?- zaproponowałam dziewczynie.
- Jasne- zdziwił mnie jej radosny ton.
Wstałyśmy z miejsc, zostawiając swoich facetów na pastwę losu, a raczej samych siebie. Koleżanka Vic miała carne farbowane włosy, ale nie wyglądała w nich źle. Miała śniadą karnację i brązowe oczy.
- Czyli jesteście oficjalnie razem z Nathanem?- spytała nieoczekiwanie.
- Chyba tak- odparłam.
- Victoria dużo mi o Tobie mówiła. Podobno odbiłaś jej go- spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Pierwsze słyszę. Nathan nigdy nie był z Twoją przyjaciółką. Wiążąc się z nim nawet nie miałam pojęcia o jej istnieniu- wytłumaczyłam się.
- Tak właśnie myślałam- zszokowała mnie.- Vic często przesadza. Wygaduje niestworzone historie, które nigdy nie miały miejsca. Cieszę się, że mogłam Cię poznać osobiście. Inaczej pewnie nadal miałabym o Tobie okropne zdanie.
- Dzięki- wykrztusiłam. Coś tu nie grało. Sabina bardzo szybko zmieniła mniemanie. To nie było podobne do jej elitki.
- Zabawne, że sama przyczyniła się do naszego spotkania- uśmiechnęła się szyderczo.
- W jaki sposób?- wszystko wymykało się spod kontroli.
- To ona mnie umówiła z Jenaro- oznajmiła z nutką oczywistości w głosie.
- Mówiłaś, że jego kuzynka was umówiła…
- No tak! Jenaro i Victoria są kuzynostwem- uśmiechnęła się.- Myślałam, że wiesz.
- Teraz już wiem…
Zupełnie zbita z tropu zostawiłam dziewczynę przy barze i ruszyłam w stronę parkietu. Musiałam natychmiast znaleźć Libby.
Coś od początku śmierdziało w Jenaro i teraz wszyscy wiemy, co to było - smród niosący się od Victorii :/
OdpowiedzUsuńNo w końcu coś dodałaś! Myślałam już, że cię uduszę, a byłam tego bliska. Jednak po przeczytaniu tego rozdziału stwierdziłam, że wybaczam :p Widzę, że do akcji powraca Victoria. Ciekawi mnie ten cały wątek z Jenaro. Tak mało o nim wiemy. Człowiek zagadka. No i w trakcie myślałam, że się porzygam czytając o Nathanie i o tym jaki jest słodki XDD tak, hejtowanie jeszcze mi się nie znudzilo.
OdpowiedzUsuńZa to bardzo podobał mi się początek. Sytuacja Car brzmiała dość znajomo.
Czekam na kolejny! ;*
jak zwykle wspaniały! Jednak myślę, że Jenaro nie jest taki już winny. Na pewno jakoś się wytłumaczy sprawnie jeśli mu na to Caroline pozwoli. Ciekawe czy Tom cały czas będzie równie oschły i beznamiętny w stosunku do niej? Mam nadzieję, że nie. Nathan trochę plusuje, ale niezbyt dużo. Strasznie śmieszy mnie Libby, jest naprawdę wspaniałą postacią!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że na następny rozdział nie będziemy musieli tyle czekać i dodasz go na dniach (bardzo proszę)!
Tego się nie spodziewałam... Jenaro kuzynem Victorii? :O Coraz bardziej mnie zaskakujesz. Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny!