9. But it is, perhaps, the end of the beginning.
-Czekaj!- Wrzasnął Tom, gdy zatrzasnęłam drzwi samochodu. Jenaro spokojnie patrzył jak mój znajomy podchodzi do chevroleta. Nagle zachciało mu się rozmawiać. Faktycznie, nie mieliśmy ze sobą kontaktu odkąd moja mama wyjechała. Niestety ani razu nie odezwał się do mnie po tym. Nie pisał, nie dzwonił, nie odwiedzał mnie. Oczywiście nie minął rok albo wiek, dla mnie jednak było to wystarczająco dużo czasu.
- Wysiądź z samochodu.- Rozkazał władczo Tom.
- Chyba sobie żartujesz?- Byłam zaskoczona nagłą zmianą jego nastroju.- Jadę do domu. Możemy porozmawiać jutro?
- Nie. Wysiądź, ja Cię zawiozę, a w międzyczasie porozmawiamy.- Oznajmił naciskając. To wydawało mi się bardzo dziwne.
- Dobrze, w takim razie mów o co chodzi.- Wstałam z siedzenia i skrzyżowałam ręce w geście dezaprobaty.
- Powiem Ci po drodze. Nie będziemy o tym rozmawiali przy ludziach.- Dodał.
- Ja nie mam żadnych tajemnic przed Jenaro. Chcę z nim wrócić do domu.- Upierałam się przy swoim.
- Ale ja nalegam.- Powiedział to tak groźnie, że zaczynałam się obawiać.
- Noo dobra.- Zgodziłam się niepewnie. Hiszpan podał mi torbę z ubraniami i pożegnał całusem w policzek.
Zatrzasnęłam drzwiczki i ruszyłam w stronę furgonetki. Miałam problem z utrzymaniem równowagi dlatego Tom prowadził mnie przez większość drogi. Wiedziałam, że wypiłam za dużo. Pan Mikaelson szedł pewnie i szybko. W jednej chwili miałam wrażenie, że się przewrócę. Nogi mi się plątały, włosy wchodziły do oczu, a świat przechylał się w lewo (nawet bardzo).
- Postaraj się iść prosto.- Odezwał się zgryźliwie.
- Przecież jestem pijana! Jak mam iść prosto?!- Oburzyłam się.
- Zauważyłem. Jesteś pełnoletnia, że pijesz alkohol?- Spytał podejrzliwie.
- Jeszcze nie jestem, ale piję.
- Wiesz, że mógłbym narobić Ci wielu kłopotów. Rodzice nie będą zadowoleni jak przywiozę Cię w takim stanie. Pewnie dostaniesz szlaban.- Odparł dumny ze swojej wyższości i władzy nade mną.
- Chciałbyś.- Prychnęłam pogardliwie.
- Co Ty sobie wyobrażasz?!- Złapał mnie mocno za ramię. Zabolało.
- Aktualnie jednorożce biegające po tęczowej trawce.- Zaśmiałam się, a on ścisnął mnie jeszcze mocniej.
- Zachowuj się poważnie. Nie jestem Twoim zasranym kumplem tylko dorosłym facetem i nie muszę Cię znosić.- Zaczynało się robić groźnie.
- Może i nie musisz, ale zapewne chcesz.- Uśmiechnęłam się zalotnie.- Przecież sam nalegałeś, żeby mnie odwieźć.- Wtrąciłam zanim zdążył się odezwać.
- Przestań.- Warknął.
- Ojej, wielce przepraszam Jego królewską mość. Nie chciałam urazić Waszej wysokości.- Spróbowałam ukłonić się nisko, lecz zamiast tego obaliłam się do przodu na ulicę.
- Wstawaj żartownisiu.- Wyciągnął dłoń w moją stronę. Spojrzałam na nią pogardliwie i podniosłam się o własnych siłach.
- Do samochodu też dojdziesz sama?- Spytał unosząc jedną brew.
- Oczywiście, że tak. Nie jesteś niezbędny.- Pokazałam mu język.
- Lepiej go schowaj bo stanie Ci się krzywda.- Pogroził mi palcem.
- Pogróżki chyba też są karalne.- Odparłam z uśmiechem. Podeszłam bliżej i znowu pokazałam mu język.
- Jesteś totalnie pijana...- Powoli spuszczał z tonu.
- A Ty jesteś totalnym chamem i ...-Nie dokończyłam, kiedy Tom lekko cmoknął moją dolną wargę.
- I właśnie dlatego Cię nie pocałuję.- Odsunął się nagle.
- Tylko dlatego, że jestem pijana!?
- Tak.- Oznajmił i ruszył w stronę furgonetki. Otworzył mi drzwi, a następnie usiadł za kierownicą.- Jest ktoś u Ciebie w domu? Mama, tata?- Dodał.
- Tak, prababcia i trzy ciotki z Wietnamu.- Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Tom tylko pokiwał głową i ruszył.
Podróż minęła w zupełnej ciszy. Byłam zła, że tak mnie podpuszczał. Co gorsza wcale nie patrzył na drogę, tylko pisał z kimś sms-y. Irytował mnie coraz bardziej. Całe szczęście, że szybko dotarliśmy na miejsce. Nocą był trochę mniejszy ruch i korki nie stanowiły problemu.
Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę drzwi swojego domu. Tom postanowił iść ze mną. Prawdopodobnie chciał poskarżyć się moim rodzicom, że jestem nieodpowiedzialna itd. Sądził, że moja mama, albo ojciec już wrócili. Nie zamierzałam wyprowadzać go z błędu. Jego wina, że ma sklerozę.
Weszliśmy do środka nie odzywając się do siebie. Musiałam użyć zapasowych kluczy, które chowałam w ogródku pod kwiatkami bo jeden komplet rzuciłam Nathanowi.
- Jest Twoja mama?- Zapytał przekraczając próg.
- A co? Chcesz się poskarżyć? Konfident.- Zaśmiałam się.- Już o to pytałeś jakbyś zapomniał. Starość nie radość.- Dodałam uszczypliwie.
- Uspokój się. Przyprowadź mamę.- Rozkazał.
Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Poszłam na górę, udając, że mama jest w sypialni i pewnie smacznie chrapie. Mikaelson nic nie podejrzewał. Tymczasem moja upojona alkoholem głowa wpadła na znakomity i szalony pomysł. Weszłam do swojego pokoju i zdjęłam sukienkę od Ivi. Pogrzebałam w półkach i znalazłam seksowną czerwoną bieliznę. Szybko ją przyodziałam i wyciągnęłam z szafy czerwone szpilki. Odcień purpury idealnie się wkomponował w krwistą czerwień. Wszystko wyglądało jak idealnie dopasowany komplet. W łazience rozczesałam włosy i użyłam swoich ulubionych perfum.
- Już schodzę!- Krzyknęłam z góry, żeby Tom się przygotował.
Tak jak myślałam staną na przeciwko schodów i czekał aż zejdę z mamą. Jego mina gdy zobaczył mnie w samej bieliźnie i szpilkach była bezcenna. Oczy rozszerzyły mu się trzykrotnie, a buzia automatycznie otworzyła. Jedną ręką oparłam się o poręcz, a drugą o ścianę.
- Co Ty wyprawiasz?- Wykrztusił niepewnie.
- Nie pamiętasz już, że mieszkam sama?- Zaczęłam powoli schodzić.
- Za jakie grzechy muszę o wszystkim zapominać?- Szepnął bardziej do siebie niż do mnie.- Uważaj na siebie. Zaraz spadniesz z tych schodów.- Dodał troskliwie.
Powoli ruszył w moją stronę. Starałam się schodzić powoli i prosto. Nie chciałam mieć poobdzieranych kolan lub łokci. Tom zachowywał pozorny spokój oraz opanowanie. Dobrze wiedziałam, że jego wewnętrzna strona wręcz szaleje. Sam kłócił się ze sobą bo nie wiedział jak się zachować. Przemawiało do niego wiele argumentów przeciw np.: jestem młodsza, poza tym niepełnoletnia, upita, półnaga. Chociaż ostatniego raczej nie rozważał pejoratywnie.
Mimo wielu zahamowań podszedł i ujął mnie w talii. Nie do końca wiedziałam czy była to troska czy też pożądanie. W tym momencie naprawdę żałowałam swojej głupiej decyzji pójścia na imprezę. Wolałabym być trzeźwa i poprowadzić to w zupełnie innym kierunku. Mikaelson myślał podobnie, jednak nadal walczył ze sobą.
- Przepraszam.- Powiedziałam ze spuszczoną głową.- Zachowuję się skandalicznie.
- Dopiero to dostrzegłaś?- Zaśmiał się krótko.- Przyniosę Ci koc.
"Co ja najlepszego wyprawiam? To chyba najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek uczyniłam. On teraz pewnie uważa mnie za idiotkę, nie panującą nad swoimi emocjami."- Skarciłam się w duchu.
Mężczyzna szybko wrócił i podszedł okryć mnie pluszowym pledem. Nie miałam nic przeciwko więc podeszłam do niego. Tom powoli nałożył mi koc na plecy, jednak chwila nieuwagi sprawiła, że jego ręka wylądowała na moim nagim ramieniu. Spojrzał mi w oczy chcąc uzyskać zgodę na dalsze działanie. Wyczytał w nich to, czego słowami nie potrafiłam wyrazić. Nie wahał się ani chwili dłużej. Powoli zsunął ramiączko stanika i pocałował mnie w szyję. Automatycznie odchyliłam głowę prosząc o więcej. Pan Mikaelson wiedział czego chce. Nie prosił o to. Jedną dłonią ściskał mocno moją drugą rękę. Na nic nie zdały się moje protesty oraz prośby aby przestał.
Robiło się coraz goręcej. Alkohol mieszał mi w głowie, późna pora też nie sprzyjała myśleniu. W sumie sama nie wiedziałam czego chcę, dlatego pozwoliłam mu zadecydować za mnie. Nie miałam pojęcia czy robię dobrze, czy źle. Tom przeniósł się trochę wyżej, objął mnie i pocałował w usta namiętnie i zaborczo. Nie zdążyłam nawet zaprotestować. Machinalnie rozchyliłam wargi i pozwoliłam, żeby jego język wsunął się głębiej. Czułam się dobrze w jego objęciach. Byłby to miły wieczór gdyby Tom nagle nie odskoczył jak oparzony.
-Nie.- Powiedział niepewnie.- Nie możemy. Jesteś młodsza.
- To w czymś przeszkadza?- Spytałam zdezorientowana.
- Tak. Poza tym nie skończyłaś 18 lat. W ogóle nie powinno mnie tu być.- Zaczął się zbierać do wyjścia.
- Tom zaczekaj!- Krzyknęłam narzucając na siebie koc i biegnąc w stronę drzwi.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę. Pocałował mnie lekko w usta i rzekł: "Dobranoc Caroline." Po czym wyszedł i nawet się nie oglądał. Stałam chwilę zanim weszła znowu do środka i zamknęłam się na 3 spusty. Usiadłam na kanapie, wciąż będąc w szoku. Jego pożegnanie brzmiało tak melodramatycznie jakbyśmy nigdy więcej mieli się nie spotkać.
- Wysiądź z samochodu.- Rozkazał władczo Tom.
- Chyba sobie żartujesz?- Byłam zaskoczona nagłą zmianą jego nastroju.- Jadę do domu. Możemy porozmawiać jutro?
- Nie. Wysiądź, ja Cię zawiozę, a w międzyczasie porozmawiamy.- Oznajmił naciskając. To wydawało mi się bardzo dziwne.
- Dobrze, w takim razie mów o co chodzi.- Wstałam z siedzenia i skrzyżowałam ręce w geście dezaprobaty.
- Powiem Ci po drodze. Nie będziemy o tym rozmawiali przy ludziach.- Dodał.
- Ja nie mam żadnych tajemnic przed Jenaro. Chcę z nim wrócić do domu.- Upierałam się przy swoim.
- Ale ja nalegam.- Powiedział to tak groźnie, że zaczynałam się obawiać.
- Noo dobra.- Zgodziłam się niepewnie. Hiszpan podał mi torbę z ubraniami i pożegnał całusem w policzek.
Zatrzasnęłam drzwiczki i ruszyłam w stronę furgonetki. Miałam problem z utrzymaniem równowagi dlatego Tom prowadził mnie przez większość drogi. Wiedziałam, że wypiłam za dużo. Pan Mikaelson szedł pewnie i szybko. W jednej chwili miałam wrażenie, że się przewrócę. Nogi mi się plątały, włosy wchodziły do oczu, a świat przechylał się w lewo (nawet bardzo).
- Postaraj się iść prosto.- Odezwał się zgryźliwie.
- Przecież jestem pijana! Jak mam iść prosto?!- Oburzyłam się.
- Zauważyłem. Jesteś pełnoletnia, że pijesz alkohol?- Spytał podejrzliwie.
- Jeszcze nie jestem, ale piję.
- Wiesz, że mógłbym narobić Ci wielu kłopotów. Rodzice nie będą zadowoleni jak przywiozę Cię w takim stanie. Pewnie dostaniesz szlaban.- Odparł dumny ze swojej wyższości i władzy nade mną.
- Chciałbyś.- Prychnęłam pogardliwie.
- Co Ty sobie wyobrażasz?!- Złapał mnie mocno za ramię. Zabolało.
- Aktualnie jednorożce biegające po tęczowej trawce.- Zaśmiałam się, a on ścisnął mnie jeszcze mocniej.
- Zachowuj się poważnie. Nie jestem Twoim zasranym kumplem tylko dorosłym facetem i nie muszę Cię znosić.- Zaczynało się robić groźnie.
- Może i nie musisz, ale zapewne chcesz.- Uśmiechnęłam się zalotnie.- Przecież sam nalegałeś, żeby mnie odwieźć.- Wtrąciłam zanim zdążył się odezwać.
- Przestań.- Warknął.
- Ojej, wielce przepraszam Jego królewską mość. Nie chciałam urazić Waszej wysokości.- Spróbowałam ukłonić się nisko, lecz zamiast tego obaliłam się do przodu na ulicę.
- Wstawaj żartownisiu.- Wyciągnął dłoń w moją stronę. Spojrzałam na nią pogardliwie i podniosłam się o własnych siłach.
- Do samochodu też dojdziesz sama?- Spytał unosząc jedną brew.
- Oczywiście, że tak. Nie jesteś niezbędny.- Pokazałam mu język.
- Lepiej go schowaj bo stanie Ci się krzywda.- Pogroził mi palcem.
- Pogróżki chyba też są karalne.- Odparłam z uśmiechem. Podeszłam bliżej i znowu pokazałam mu język.
- Jesteś totalnie pijana...- Powoli spuszczał z tonu.
- A Ty jesteś totalnym chamem i ...-Nie dokończyłam, kiedy Tom lekko cmoknął moją dolną wargę.
- I właśnie dlatego Cię nie pocałuję.- Odsunął się nagle.
- Tylko dlatego, że jestem pijana!?
- Tak.- Oznajmił i ruszył w stronę furgonetki. Otworzył mi drzwi, a następnie usiadł za kierownicą.- Jest ktoś u Ciebie w domu? Mama, tata?- Dodał.
- Tak, prababcia i trzy ciotki z Wietnamu.- Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Tom tylko pokiwał głową i ruszył.
Podróż minęła w zupełnej ciszy. Byłam zła, że tak mnie podpuszczał. Co gorsza wcale nie patrzył na drogę, tylko pisał z kimś sms-y. Irytował mnie coraz bardziej. Całe szczęście, że szybko dotarliśmy na miejsce. Nocą był trochę mniejszy ruch i korki nie stanowiły problemu.
Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę drzwi swojego domu. Tom postanowił iść ze mną. Prawdopodobnie chciał poskarżyć się moim rodzicom, że jestem nieodpowiedzialna itd. Sądził, że moja mama, albo ojciec już wrócili. Nie zamierzałam wyprowadzać go z błędu. Jego wina, że ma sklerozę.
Weszliśmy do środka nie odzywając się do siebie. Musiałam użyć zapasowych kluczy, które chowałam w ogródku pod kwiatkami bo jeden komplet rzuciłam Nathanowi.
- Jest Twoja mama?- Zapytał przekraczając próg.
- A co? Chcesz się poskarżyć? Konfident.- Zaśmiałam się.- Już o to pytałeś jakbyś zapomniał. Starość nie radość.- Dodałam uszczypliwie.
- Uspokój się. Przyprowadź mamę.- Rozkazał.
Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Poszłam na górę, udając, że mama jest w sypialni i pewnie smacznie chrapie. Mikaelson nic nie podejrzewał. Tymczasem moja upojona alkoholem głowa wpadła na znakomity i szalony pomysł. Weszłam do swojego pokoju i zdjęłam sukienkę od Ivi. Pogrzebałam w półkach i znalazłam seksowną czerwoną bieliznę. Szybko ją przyodziałam i wyciągnęłam z szafy czerwone szpilki. Odcień purpury idealnie się wkomponował w krwistą czerwień. Wszystko wyglądało jak idealnie dopasowany komplet. W łazience rozczesałam włosy i użyłam swoich ulubionych perfum.
- Już schodzę!- Krzyknęłam z góry, żeby Tom się przygotował.
Tak jak myślałam staną na przeciwko schodów i czekał aż zejdę z mamą. Jego mina gdy zobaczył mnie w samej bieliźnie i szpilkach była bezcenna. Oczy rozszerzyły mu się trzykrotnie, a buzia automatycznie otworzyła. Jedną ręką oparłam się o poręcz, a drugą o ścianę.
- Co Ty wyprawiasz?- Wykrztusił niepewnie.
- Nie pamiętasz już, że mieszkam sama?- Zaczęłam powoli schodzić.
- Za jakie grzechy muszę o wszystkim zapominać?- Szepnął bardziej do siebie niż do mnie.- Uważaj na siebie. Zaraz spadniesz z tych schodów.- Dodał troskliwie.
Powoli ruszył w moją stronę. Starałam się schodzić powoli i prosto. Nie chciałam mieć poobdzieranych kolan lub łokci. Tom zachowywał pozorny spokój oraz opanowanie. Dobrze wiedziałam, że jego wewnętrzna strona wręcz szaleje. Sam kłócił się ze sobą bo nie wiedział jak się zachować. Przemawiało do niego wiele argumentów przeciw np.: jestem młodsza, poza tym niepełnoletnia, upita, półnaga. Chociaż ostatniego raczej nie rozważał pejoratywnie.
Mimo wielu zahamowań podszedł i ujął mnie w talii. Nie do końca wiedziałam czy była to troska czy też pożądanie. W tym momencie naprawdę żałowałam swojej głupiej decyzji pójścia na imprezę. Wolałabym być trzeźwa i poprowadzić to w zupełnie innym kierunku. Mikaelson myślał podobnie, jednak nadal walczył ze sobą.
- Przepraszam.- Powiedziałam ze spuszczoną głową.- Zachowuję się skandalicznie.
- Dopiero to dostrzegłaś?- Zaśmiał się krótko.- Przyniosę Ci koc.
"Co ja najlepszego wyprawiam? To chyba najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek uczyniłam. On teraz pewnie uważa mnie za idiotkę, nie panującą nad swoimi emocjami."- Skarciłam się w duchu.
Mężczyzna szybko wrócił i podszedł okryć mnie pluszowym pledem. Nie miałam nic przeciwko więc podeszłam do niego. Tom powoli nałożył mi koc na plecy, jednak chwila nieuwagi sprawiła, że jego ręka wylądowała na moim nagim ramieniu. Spojrzał mi w oczy chcąc uzyskać zgodę na dalsze działanie. Wyczytał w nich to, czego słowami nie potrafiłam wyrazić. Nie wahał się ani chwili dłużej. Powoli zsunął ramiączko stanika i pocałował mnie w szyję. Automatycznie odchyliłam głowę prosząc o więcej. Pan Mikaelson wiedział czego chce. Nie prosił o to. Jedną dłonią ściskał mocno moją drugą rękę. Na nic nie zdały się moje protesty oraz prośby aby przestał.
Robiło się coraz goręcej. Alkohol mieszał mi w głowie, późna pora też nie sprzyjała myśleniu. W sumie sama nie wiedziałam czego chcę, dlatego pozwoliłam mu zadecydować za mnie. Nie miałam pojęcia czy robię dobrze, czy źle. Tom przeniósł się trochę wyżej, objął mnie i pocałował w usta namiętnie i zaborczo. Nie zdążyłam nawet zaprotestować. Machinalnie rozchyliłam wargi i pozwoliłam, żeby jego język wsunął się głębiej. Czułam się dobrze w jego objęciach. Byłby to miły wieczór gdyby Tom nagle nie odskoczył jak oparzony.
-Nie.- Powiedział niepewnie.- Nie możemy. Jesteś młodsza.
- To w czymś przeszkadza?- Spytałam zdezorientowana.
- Tak. Poza tym nie skończyłaś 18 lat. W ogóle nie powinno mnie tu być.- Zaczął się zbierać do wyjścia.
- Tom zaczekaj!- Krzyknęłam narzucając na siebie koc i biegnąc w stronę drzwi.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę. Pocałował mnie lekko w usta i rzekł: "Dobranoc Caroline." Po czym wyszedł i nawet się nie oglądał. Stałam chwilę zanim weszła znowu do środka i zamknęłam się na 3 spusty. Usiadłam na kanapie, wciąż będąc w szoku. Jego pożegnanie brzmiało tak melodramatycznie jakbyśmy nigdy więcej mieli się nie spotkać.
Twoje Opowiadanie jest bardzo miłe w czytaniu i bardzo ciekawe. Mam nadzieje że nie poprzestaniesz w pisaniu opowiadań ponieważ bardzo dobrze ci to wychodzi
OdpowiedzUsuńPodoba mi się postać Toma. Jest taki władczy i zaborczy - like that!
OdpowiedzUsuńŚwietna notka! Dobrze się czytało, ale wciąż czuję pewien niedosyt! Widać, że coś zaczęło się dziać między Caroline i Tomem. Nie wiem dlaczego nas tak karzesz i przerwałaś tą scenę!!! Długo czekałam na ich małe kiss kiss. Tworzyłam wiele wersji w mojej nienormalnej główce, ale tego nie przemyślałam :D Nadal mam nadzieję, że Tom w drodze powrotnej zrozumie jakim jest idiotą (kto o zdrowych zmysłach zostawia seksowną, młodą dziewczynę zdaną tylko na jego łaskę?!)i wróci, by dokończyć to, co zaczął! :)
OdpowiedzUsuńPS: Caroline za często chodzi najebana, aż mi kogoś przypomina :p
Czekam na kolejny rozdział! Mam nadzieję, że dodasz niedługo i to tylko kwestia małych poprawek :D
OdpowiedzUsuń