8. Surprise.

   Stałam w staromodnej kuchni ze szklanką wody i przyglądałam się umięśnionemu torsowi Jenaro, który szykował śniadanie. Chodził po domu w samych bokserkach i wcale nie krępował go mój wzrok. Na oko był kilka lat starszy ode mnie.
- Jenaro to hiszpańskie imię?- Zapytałam przerywając milczenie.
- Tak. Moja rodzina przeprowadziła się do Ameryki kiedy miałem 9 lat.- Odpowiedział zajęty smażeniem omletów.- Jeśli będziesz chciała to opowiem Ci kiedyś więcej o sobie.- Uśmiechnął się. 
- Jasne, ale tym razem na trzeźwo.- Posłałam mu najsłodszy z moich uśmiechów. 
   Zjedliśmy spokojnie śniadanie, a potem mój nowy kumpel odwiózł mnie swoim chevroletem pod dom. Dopiero wtedy zaczęły się prawdziwe kłopoty. Przed drzwiami stała Libby i pukała zaciekle. Za rogiem zauważyłam znikającego Nathana. Przyjaciółka podbiegła do samochodu od razu gdy nas zauważyła. 
- Zjeżdżaj koleś póki masz szansę, a Ty wysiadaj w tej chwili.- Powiedziała zdenerwowana. 
- Do zobaczenia jutro Jenaro.- Pożegnałam się z Hiszpanem i wysiadłam z kabrioletu. 
- Czyś Ty oszalała?- Wrzasnęła Libby, wpatrując się we mnie wytrzeszczonymi oczami. 
- Spokojnie, bo Ci zaraz oczy wylecą.- Odpowiedziałam uśmiechając się, ale jej chyba nie żarty były w głowie.
- Caroline, znalazłaś się!- Krzykną Nat biegnąc do nas. 
- W tej chwili do domu.- Oznajmiła Libby, a ja podążałam za nią.
   Weszliśmy do środka w dość niemiłej atmosferze. Libby rzucała sowimi rzeczami dookoła. Ewidentnie była na mnie zła. Nathan wydawał się nawet szczęśliwy. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy aż nasza koleżanka przemówi.
- Szukaliśmy Cię całą noc. Barman powiedział, że wyszłaś z klubu z jakimś facetem i zostawiłaś torebkę. Poza tym mówił, iż ów facet był cudzoziemcem. Mało jest typów, którzy porywają młode dziewczyny do burdelu?- Ostatnie pytanie wręcz wykrzyczała.
- Libby nie zachowuj się jak moja matka. Przecież wróciłam.
- Chyba nie masz pojęcia jak się martwiliśmy. Napędziłaś nam niezłego stracha.- Zaczęła się jeszcze bardziej denerwować.- Jesteś nieodpowiedzialna! Szukaliśmy Cię całą noc! Do cholery jasnej nigdzie więcej nie wyjdziesz!- Wrzasnęła.
- Libby, uspokój się.- Zaczął Nathan.- Przecież znalazła się i wszystko gra.
- Nic nie gra idioto! Jej się mogło coś stać!- W tym momencie zwróciła się ku mnie.- To była Twoja ostatnia impreza! Nigdzie nie wychodzimy skoro takie numery odwalasz!
- Nie przesadzaj. Przecież nie możesz zabronić mi się widywać z ludźmi. Jak będę chciała to będę chodziła na imprezy.- Poszłam na górę wykąpać się i przebrać.
    Mało mnie interesowało o czym rozmawiają tam na dole. Libby ostro mnie wkurzyła swoimi zakazami więc postanowiłam jej pokazać kto tu rządzi. Nie jest moim opiekunem ani rodzicem żeby zabraniać mi czegokolwiek. Zeszłam na dół w krótkich dżinsowych szortach i luźnej koszulce przez którą było widać srebrny stanik. Rozpuściłam pofalowane włosy i założyłam jasne trampki. Schodząc po schodach zaczęłam pisać sms-a do Jenaro. Mimo, że nie miałam w planach spotykać się z nim już dzisiaj to wydawał mi się najlepszą opcją.
- Wybierasz się gdzieś?- Spytała Libby przyglądając się jak wiążę sznurówki butów.
- Wychodzę na imprezę.- Oznajmiłam z uśmiechem.
- Jeśli to miało być zabawne to Ci nie wyszło.- Odpowiedziała oschle.- Nigdzie nie pójdziesz.
- Tak? To patrz!- Rzuciłam klucze Nathanowi i wyszłam trzaskając drzwiami. Moja przyjaciółka od razu wybiegła zirytowana, a Nat bardziej zdezorientowany.
   Nie słuchałam krzyków ciemnowłosej dziewczyny. Wsiadłam do chevroleta i pomachałam im na pożegnanie. Jenaro był zadowolony widząc mnie ponownie. Ja również się cieszyłam.
- Dokąd jedziemy?- Zapytałam uśmiechając się.
- Moi znajomi urządzają imprezę u siebie w domu. Willa z basenem.- Oznajmił.
- Wow, to dobrze się ubrałam.- Oboje zaczęliśmy się śmiać. Jenaro wydawał się coraz fajniejszym gościem.
   Zaparkowaliśmy przed ogromnym kremowym domem wyglądającym raczej na rezydencję. Na powitanie wyszła trochę niższa ode mnie czarnowłosa kobieta, mocno opalona i modnie ubrana. Jednak największą uwagę przyciągały jej długie kolczyki. Byłam prawie pewna, że to diamenty.
- Jenaro!- Kobieta uścisnęła Hiszpana.- Jak dobrze znowu Cię widzieć. Paolo ma dla Ciebie prezent z podróży.- Zaśmiała się słodko.
- Ivette, Ciebie również dobrze widzieć! To moja przyjaciółka Caroline.- Przedstawił mnie mulat.
- Bardzo mi miło.- Uścisnęłyśmy sobie dłonie.- Jestem Ivette, żona brata Jenaro.- Czyli rodzina...
- Caroline.- Przedstawiłam się.- Mi również miło.- Uśmiechnęłam się.
- Powitania zawsze są niezręczne.- Oznajmiła radośnie i objęła mnie ramieniem.- Mów mi Ivi.
   Hiszpan był szczerze ubawiony, a mi ulżyło gdy Ivette prowadziła mnie w uścisku do domu. Weszliśmy do środka. Moje źrenice momentalnie się rozszerzyły. Nigdy nie wiedziałam tak wielkiego hallu i tak wielu ludzi w nim. Wystrój był oszałamiający. Wszystko wysadzane diamentami, jak wytłumaczyła Ivi. Posiadali 7 łazienek, 12 sypialni, 4 salony, 3 kuchnie, kino domowe, SPA, na dole był pokój gier, który bardziej przypominał osobisty klub nocny. Nie wspominając o ogromnym tarasie, ogrodzie, basenie, altanie i całej reszcie, Ci ludzie byli obrzydliwie bogaci. Na dodatek byli rodziną Jenaro. W między czasie miałam także przyjemność poznać Paolo- brata mojego kumpla.
- Żyjecie naprawdę... na bogato.- Powiedziałam sącząc martini z lodem.
- To jedna dziesiąta tego co posiadamy. W południowej Ameryce są prawdziwe rezydencje.- Zaśmiał się.-  Poza tym moje nieruchomości nie dorównują świetnością, dopracowaniem ani bogactwem tym które posiada mój brat.- Dodał.
- Mówisz o tej staromodnej kawalerce w centrum miasta?- Spytałam zdziwiona. Paolo zaczął się szczerze śmiać.
- Jesteś doprawdy świetna! Nie mów, że Jenaro nie pokazał Ci swojego domu na obrzeżach miasta?
- Nie pokazał.- Pokiwałam przecząco głową, a Paolo zrobił wielkie oczy.
- Chyba bardzo mu się spodobałaś skoro postanowił to przed Tobą ukryć. Pewnie zepsułem mu niespodziankę dla Ciebie. Musisz wiedzieć, że mój brat uwielbia robić niespodzianki, ale dość wyszukane.- Uśmiechnął się Paolo.
   No to świetnie trafiłam... Ciekawe skąd ta rodzina ma tyle kasy. Posłałam Paolo uśmiech na odchodnym i ruszyłam w stronę wyjścia na taras. Impreza przeniosła się nad basen więc postanowiłam poszukać Jenaro. Zobaczyłam go stojącego z jakimś ciemnoskórym mężczyzną. Podeszłam, a on od razu mnie przytulił i zaczął przedstawiać. Było mi trochę głupio bo w końcu on znał wszystkich a ja nikogo. Na szczęście każdy witał mnie bardzo ciepło. Godzinę później staliśmy wszyscy obok siebie z kubkami pełnymi alkoholu. W powietrzu unosił się zapach trawki. Na stoliku w kącie jakaś rudowłosa dziewczyna wciągała biały proszek, a stojący obok chłopak złapał ją za pośladki. Przyjrzałam się mu dokładniej i od razu poznałam tą twarz. To był ten sam gość, który stał wtedy pod klubem z bardzo chudą blondynką. Tak jak myślałam łączyło go coś z narkotykami. Szepnęłam Jenaro coś na ten temat ale powiedział żebym się nie przejmowała bo to stały dealer i lepiej z nim nie zadzierać. Posłuchałam jego rady i odwróciłam wzrok.
   Kolejne godziny mijały na rozmaitych grach w szybkości opróżniania kubków z wódką lub piwem. Ivi w pewnym momencie zaprosiła mnie do siebie do pokoju. Wraz z kilkoma innymi kobietami przebrałyśmy się w przygotowane dla nas stroje kąpielowe i ruszyłyśmy za gospodynią wieczoru. Zaprowadziła nas ona do jacuzzi wypełnionego jak się okazało hiszpańskim szampanem. Nie wiem czy kąpiel miała być zdrowotna czy smaczna ale nie wahałam się długo i weszłam. Nie powiem, byłam już mocno wstawiona i nic mi nie przeszkadzało. Śmieszyły mnie wszystkie żarty, a świat wydawał się piękniejszy. Dopiero po upływie kilku godzin zaczęła boleć mnie głowa. Chciałam wrócić do domu, ale nie mogłam znaleźć swojego przyjaciela, ani drogi do pokoju gdzie zostawiłam swoje ubrania. Szczerze powiedziawszy to nigdzie nie mogłam trafić bo chodziłam zygzakiem. Na nieszczęście spostrzegł to "stały dealer" i postanowił mi pomóc. Początkowo bardzo się opierała twierdząc, że sama dam radę, jednak gdy przede mną wyrósł filar i zamiast go ominąć okazałam mu trochę miłości w postaci przytulenia ten typ spod ciemnej gwiazdy znowu się przyczepił.
- Zaprowadzę Cię do Twojego kochasie.- Powiedział i uśmiechnął się obleśnie.
- Nie dotykaj mnie zboczeńcu.- Odpowiedziałam w akcie podziękowania.
- Wystarczy Johny.
- I tak nie zapamiętam, więc zostaw mnie i zajmij się swoimi interesami.- Koleś coraz bardziej mnie irytował.
- Jaka waleczna z Ciebie dziewczynka. Nadawałabyś się na handel ekskluzywny.- Słysząc te słowa momentalnie wytrzeźwiała i stanęłam prosto jak kłoda. Otworzyłam szeroko oczy i gapiłam się na tego dupka stojącego obok mnie.
- Że co proszę?! Chcesz mnie sprzedać jak psa!?- Zaczęłam krzyczeć. Ludzie z parkingu spojrzeli w naszą stronę, ale nie zareagowali.
- Spokojnie tylko tak żartowałem.- Podniósł ręce w geście przeprosin i podszedł do mnie.
- Spadaj z tymi swoimi żarcikami i odwal się ode mnie chamie!- Odepchnęłam go od siebie i zaczęłam iść w stronę parkingu gdzie stała jakaś grupka ludzi.
- Cześć Ivi, przepraszam, że przeszkadzam ale źle się czuję i chciałabym wrócić. Tylko nie mogę znaleźć Jenaro i swoich ubrań.- Powiedziałam lekko speszona, ponieważ kobieta stała w gronie trzech dobrze zbudowanych mężczyzn i chyba uskuteczniała jakieś interesy.
- Oczywiście Caroline, zaraz się tym zajmę.- Uśmiechnęła się jakby wdzięczna, że wyrwałam ją od tej bandy mięśniaków.
   Podczas gdy Ivette zaginęła w poszukiwaniu moich dóbr materialnych oraz mężczyzny, ja stałam w bikini przed facetami wyglądającymi jak przesportowani więźniowie. W tym momencie ciekawiło mnie jak twarde są ich bicepsy chociaż niekoniecznie chciałam ich dotykać. Mogłabym oczywiście spytać ale to byłoby nie na miejscu. Przecież ludzi trzeba poznawać po charakterze, a nie twardości mięśni.
   Starałam się stać prostu i nie wzbudzać podejrzeń. Powszechnie wiadomo, że pijana dziewczyna to łatwiejszy cel. Każdy kto jest pijany jest łatwiejszy, milszy i bardziej rozmowny. Dlatego też trzymałam gębę na kłódkę i nie zadawałam dziwnych pytać typu: "Kopnął Cię kiedyś prąd? Słyszałam, że to straszne uczucie."
Stwierdziliby, że mam problemy psychiczne albo chcę popełnić samobójstwo poprzez porażenie prądem elektrycznym. Mogłabym wejść do wanny napełnionej wodą z włączoną suszarką i "przypadkiem" ją upuścić. Jednak szybciej pomyśleliby, że po prostu się upiłam.
   Potrząsnęłam energicznie głową aby odgonić swoje dziwne myśli. To była jedna z tych rzeczy, których nie powinnam robić skoro udawałam trzeźwą. W przeciągu sekundy wszyscy trzej spojrzeli na mnie zdziwieni.
- O, Ivi wraca!- Krzyknęłam chcąc odwrócić uwagę od swojej osoby. Niestety wychodzący mężczyzna nie okazał się przemiłą Hiszpanką, a ja znowu stałam się obiektem obserwacji.
   W pewnym momencie na parking wjechała czarna terenówka. Jednocześnie z domu wyszła Ivette z Jenaro. Nie wiedziałam na czym powinnam się skupić, dlatego moja głowa wciąż się obracała. Patrzyłam to na mojego kumpla niosącego jakąś świecącą kreację, to na otaczających mnie mięśniaków, a zaraz potem patrzyłam na wysiadającego z terenówki mężczyznę.
- Wzięłam dla Ciebie sukienkę. Będzie Ci łatwiej się ubrać na miejscu, a resztę ma Jenaro w torbie.- Powiedziała Ivi podchodząc do mnie. Była widocznie szczęśliwa, że ma obstawę w postaci szwagra.
- Dziękuję.- Wykrztusiłam spoglądając w drugą stronę.
- Myślę, że powinniśmy się pożegnać panowie.- Jenaro zwrócił się do osiłków miłym lecz stanowczym tonem. Nie byli zbytnio zachwyceni, ale uścisnęli nam ręce i ruszyli w przeciwną stronę.
   Podczas gdy Hiszpan żegnał się z Ivi ja bacznie obserwowałam oddaloną o kilkadziesiąt metrów terenówkę, jasnowłosy, wysoki mężczyzna wyciągał coś z bagażnika. Nie byłam w stanie ocenić co takiego niósł w rękach zbliżając się do nas. Wiedziałam jednak, że go znam. Szybko odwróciłam się tyłem i udawałam, że wcale nie gapiłam się w tamtą stronę przez ostatnie kilka minut. Miałam cichą nadzieję, że mnie nie rozpozna i zdążę uciec zanim podejdzie. Jednak nadzieja matką głupich.
   Mężczyzna podszedł do nas i chcąc się przywitać staną obok mnie. W tym momencie postanowiłam się odwrócić i spowodować u niego zawał serca. Już wyciągał dłoń żeby się przedstawić gdy nagle wybałuszył oczy i otworzył buzię ukazując równiutkie, białe zęby.
- Cześć Tom!- Powiedziałam trochę za głośno, aż sama się skrzywiłam.
- Caroline?- Zapytał z niedowierzaniem. Wprawdzie stałam przed nim w sukience z prawdziwego srebra, mokrych włosach i na boso, ale przecież twarz miałam wciąż tą samą. "Może mnie nie rozpoznał?"-  pomyślałam głupio.
- To ja! Miło Cię widzieć po tak długim czasie.- Starałam się być przekonująca.
- Minęło dopiero kilka dni.- Stwierdził zszokowany.- Co Ty tutaj robisz?
- Przyjechałam sobie na pogaduszki ze znajomymi.- To było wierutne kłamstwo i nawet on to wiedział. Po pierwsze nikogo wcześniej stąd nie znałam. Po drugie wszyscy byli ujarani albo pijani i ja do nich także należałam. Na ploteczki to raczej nie wyglądało.
- To my już będziemy się zbierać.- Powiedział Jenaro i objął mnie w talii. Założyłam japonki, które pożyczyła mi Ivi i ruszyłam w stronę chevroleta.
- Do widzenia Tom!- Krzyknęłam oddalając się. On jednak nie odpowiedział, tylko stał i tępo wpatrywał się jak wsiadam do cudzego wozu.

Komentarze

  1. Powoli nie nadążam nad akcją! Tom, Nathan, Jenaro? Kto jeszcze się pojawi? haha Poza tym dlaczego Tom tam był? Też jest dealer czy co? Rodzina Jenaro jest jakaś podejrzana poza tym na początku mówił, że jadą do jego znajomych a tu nagle żona brata? Czyżby oszukiwał?

    OdpowiedzUsuń
  2. Najebana Carolina jest świetna :D Przypomniało mi to pewne sytuacje ;p Akcja dzieje się szybko, aż za szybko. Za wiele wątków wprowadzasz i trudno jest to wszystko ogarnąć. Mam jednak nadzieję, że jakoś to nam wszystko powyjaśniasz.
    Car zachowuje się trochę jak dziecko, które chce coś udowodnić szkodząc nikomu innemu,jak tylko sobie. Libby mnie znowu rozwala <3 Uwielbiam tą postać. Można się pośmiać.
    Ciekawi mnie o co chodzi z Jenaro. Wydaje się być spoko facet, ale czuję, że to tylko pozory. Czy jest coś więcej się za tym kryje?
    Życzę weny i nie mogę się doczekać nowego rozdziału!
    I know you love me xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. LUDZIE! TO JEST ŚWIETNE!
    Zupełnie zgadzam się z Anonimem, piszącym wyżej! Jesteś zajebistą pisarką. Strasznie żałuję, że tak mało rozdziałów i tak rzadko dodajesz! Musisz koniecznie pisać!
    PISZ PISZ PISZ

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne! Bardzo dobrze czyta mi się kolejne rozdziały. :)
    Pozdrowienia z 6obcy, Julia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. I pretend I’m not hurt.

12. I can't believe it's happened to me.

10. I don't li­ke the drugs but the drugs li­ke me.