6. Nobody is good by accident.
"Droga Caroline.
Wybacz, że opuszczam Cię bez uprzedzenia i pożegnania. Mam nadzieję, że gdy znajdziesz ten list, nie będziesz się zbytnio złościć. Niestety musiałam wyjechać z powodów, których poznać nie możesz. Jesteś teraz zdana tylko na siebie i liczę na to, że będziesz rozsądna.
Na Twoim koncie bankowy zostawiłam dużą sumę pieniędzy, ponieważ nie wiem kiedy wrócę. Jednak gdyby skończyły Ci się fundusze, skontaktuj się z ojcem. Obecnie jest w Europie, ale niedługo wróci. Postaraj się być dyskretna, żeby nikt się zbytnio nie interesował nasza rodziną. Wiesz, że sprawa jest poważna.
Chciałabym też abyś znalazła pewnego mężczyznę, który Ci pomoże zrozumieć co się stało. Nazywa się Wasilij Lebiediew i znajdziesz go w naszym rodzinnym mieście. Nie musisz się z tym śpieszyć i pamiętaj żeby nikomu nic nie mówić. Zostawiam Ci także samochód, dbaj o niego.
Mama"
Tak brzmiały jej ostatnie słowa przelane na papier. Było mi bardzo przykro, że nic nie powiedziała. To równoważyło się z nieufnością. Nie miałam ochoty wracać do Baltimore. Miałam stamtąd złe wspomnienia.
Ciągle płakałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Tego listu nikt nie mógł zobaczyć z kilku ważnych przyczyn: Po pierwsze, moi znajomi myślą, że przeprowadziliśmy się bo mój ojciec dostał lepsza ofertę pracy. W rzeczywistości załatwiał interesy w Europie, a my z mamą zmieniłyśmy miejsce zamieszkania po części z jego powodu. Po drugie, mama napisała, że nikt nie może się dowiedzieć- czyli gęba na kłódkę. Skoro uznała sprawę za poważną jest to coś strasznego i lepiej się nie mieszać. Jednak najbardziej intryguje mnie Lebiediew. Stuprocentowo człowiek pochodzi z Rosji, tylko co go łączy z moją mamą?
Musiałam szybko pozbyć się tego listu przed przyjściem Toma. Poszłam więc do kuchni i wyjęłam zapalniczkę z szafki. Stanęłam nad zlewem i spaliłam kartkę papieru. Przedtem zanotowałam sobie imię i nazwisko Rosjanina w notesie. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, zerwałam się z miejsca i popędziłam do wejścia.
Przede mną stał zaspany mężczyzna w dresie. Widać było, że ubierał się w pośpiechu. Zupełnie zapomniałam, że ja też jestem w piżamie. Duży T-shirt i krótkie spodenki prezentowały się podobnie elegancko jak strój mojego gościa.
- Wejdź.- Powiedziałam zmęczonym głosem. Jednak zamiast pójść do salonu, Tom objął mnie swoimi silnymi ramionami i pogłaskał po głowie. Ten miły gest uświadomił mi w jak beznadziejnej sytuacji się znalazłam i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Moja mama wyjechała. Zostawiła mnie zupełnie samą i co najlepsze, nie wie kiedy wróci co w jej tłumaczeniu oznacza baaardzo długi czas.- Zrobiłam smutną minę.
- Nie przejmuj się, na pewno nie potrwa to długo. Musisz tylko uważać bo mieszkasz w niebezpiecznej okolicy.- Starał się mnie pocieszyć.
- Zostawiła mi pieniądze na koncie i samochód, a od niedawna dopiero mam prawo jazdy. To coś jednak znaczy.- Dodałam ze łzami w oczach.
- No dobrze, może masz rację.
- Będę musiała pojechać do Baltimore. Mama prosiła mnie o to w liście.- Wyznałam.
- Najpierw musisz skończyć ten rok i dopiero myśleć o wyjazdach. Zostały tylko 3 miesiące.
- Nie prowokuj mnie bo pojadę już jutro.- Rzuciłam.- Boże, zostałam zupełnie sama.- Ponownie się rozryczałam.
Tom podszedł do mnie i starł kciukiem łzy z moich policzków. Pocałował mnie w czoło i mocno przytulił. Byłam mu wdzięczna za to, że przyszedł. Totalnie załamana usiadłam na kanapie i w jego objęciach zasnęłam.
Wiem, że to dziwne obudzić się w ramionach mężczyzny poznanego dzień wcześniej. Była godzina 10. czyli opuściłam już dwie pierwsze lekcje. Co lepsze nikt nie mógł mi ich teraz usprawiedliwić. Ta myśl mnie podłamała. Tom spał w najlepsze więc nie chcąc mu przeszkadzać leżałam spokojnie. Niestety mój telefon miał inne plany i zaczął dzwonić jak rozhisteryzowany. Mężczyzna od razu otworzył oczy a ja gestem przeprosiłam za niespodziewany hałas. Wstałam i zobaczyłam imię przyjaciółki na wyświetlaczu. Wzięłam telefon i poszłam do swojego pokoju zostawiając Toma na dole.
- Co się stało Libby?- Zapytałam odbierając.
- Czemu Cię nie ma? Słyszałam o wczorajszym wypadku. Musisz mi wszystko opowiedzieć. Poza tym Nathan się bardzo o Ciebie martwi a Victoria ciągle za nim łazi.- Gadała jak oszalała.
- O matko! Zupełnie zapomniałam, że byłam z nim wczoraj umówiona.- Odpowiedziałam zakłopotana.- Ten cały wybryk w łazience to sprawka Vic i jej paczki. Na szczęście uratował mnie książę z bajki i jest teraz okej.
- Kurde, szkoda że tego nie widziałam. Musiała być świetna akcja.- Słyszałam jej entuzjazm.
- No ja też zawsze marzyłam żeby zobaczyć mdlejącą przyjaciółkę i zamiast jej pomóc czekać na przystojnego rycerza na białym koniu, najlepiej jednorożcu.- Odgryzłam się sarkastycznie, a Libby wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś niemożliwa. Słuchaj, kończymy dzisiaj lekcje godzinę wcześniej bo nie ma jednego nauczyciela. Wpaść do Ciebie?- Zapytała.
- Znowu nie ma lekcji? To już któryś raz z kolei. Już widzę szóstki z tego przedmiotu. Co się z tą kobietą dzieje?
- Po pierwsze, nie wiem. Po drugie mamy z facetem.- Skwitowała.- To wpaść do Ciebie z Nathanem?
- Dzisiaj jeszcze nie. Musze odpocząć.- Nie wspomniałam o gościu.- Może umówimy się jakoś jutro?
- Jasne, ale bądź dzisiaj na necie, musimy pogadać.- Dodała i się rozłączyła.
Odłożyłam telefon na biurko i zeszłam po schodach. Z kuchni rozchodził się niesamowity zapach. Tom smażył naleśniki, co mnie zszokowało. Zachowywał się jak u siebie w domu ale to mi nie przeszkadzało.
- Pomyślałem, że zgłodniałaś i zrobiłem coś do jedzenia.- Oznajmił gdy weszłam.
- Dobrze myślałeś.- Uśmiechnęłam się.- Pachną niesamowicie.
- Siadaj, nałożę Ci.
- Ty nie powinieneś być przypadkiem w pracy lub ratować nastolatki w opałach?- Zaśmiałam się.
- Zadzwoniłem, że mnie dzisiaj nie będzie więc zamierzam poświęcić czas na pocieszaniu jednej z uratowanych.- Puścił do mnie oczko.- Opowiedz mi coś o sobie.
- Hmm, co ja Ci mogę powiedzieć?- Zaczęłam się zastanawiać.- Jak byłam mała to włożyłam swojej kuzynce kredkę do nosa.
- Poważnie?- Spytał z niedowierzaniem.
- Serio, byłam bardzo psotnym dzieckiem. W przedszkolu obcięłam koleżance kucyka, bo mnie zdenerwowała.- Opowiadałam sama się śmiejąc.
- Byłaś brutalna, a nie psotna.- Oznajmił.
- Och, daj spokój. Miała włosy jedynie do pasa. Wyświadczyłam jej przysługę w przycinaniu końcówek.- Uśmiechnęłam się słodko.
- Czyli ile obcięłaś jej włosów?
- Najkrócej jak się dało, czyli do uszy chyba.
- Końcówki powiadasz?- Znacząco podniósł brwi.
- Kiedyś wysmarowałam koledze twarz mydłem, łącznie z oczami. Wylałam zupę na ziemię, bo mi nie smakowała. Wyrwałam klamkę w drzwiach od klasy i siedzieliśmy tam przez dwie godziny. Jak byłam na zakupach wsadziłam nasze siatki do cudzego samochodu. Sama nawet raz wsiadłam do innego auta.- Wyliczałam swoje wpadki.- Powiedziałam do nauczycielki, że jest gorsza od psa mojej babci. Wylądowałam za to u dyrektora. Pewnego dnia wyszłam na początku lekcji do toalety i nie wróciłam. Zrobiłam potem tak na wszystkich zajęciach. To także skończyło się wizytą u dyrektora.
- Twoi rodzice musieli mieć ciężko. Nie wyobrażam sobie jak można tak broić.
- Tata zawsze się ze mnie śmiał, a mama strasznie denerwowała. Jakoś się równoważyli. Potem tata wyjechał, a ja wydoroślałam.
- Właśnie, nie wspominałaś nic o sowim ojcu. Możesz chcesz o tym porozmawiać?- Zapytał niepewnie.
- Póki mieszkaliśmy w Baltimore z dziadkami, wszystko szło jak z płatka. Niestety starsi ludzie umarli, a tata zapragnął robienia wielkich interesów. W ten sposób stał się światowym przedsiębiorcą i większość czasu spędza poza granicami Ameryki niż z własną rodziną.- Opowiedziałam to z lekkim smutkiem. Wprawdzie nie ,miałam kontaktu z ojce od czasu gdy moja mama postanowiła się przeprowadzić.
- Jak teraz wyglądają relacje między wami?- Zapytał zatroskany.
- W sumie nijak. Nie widziałam się z nim ponad pół roku. Wysyła mi pocztówki, sms-y, czasami zdjęcia lub listy. Może i bym odpisywała gdyby robił to sam, a nie za pośrednictwem swojej sekretarki.
- To przykre. Bardzo Ci współczuję.
- Tak, a teraz zostałam bez matki i ojca. Zupełnie sama. Dobrze, że mam chociaż przyjaciół.- Dodałam z uśmiechem.
- W szkole kogoś poznałaś?
- Tak, przyjaźnię się z Libby. Taka niewysoka, ładna dziewczyna z ciemnymi włosami. Od niedawna mam też chłopaka. Ma na imię Nathan i gra w koszykówkę. Chyba najlepsza partia w szkole.
- Aha.- Mrukną pod nosem i jednocześnie urwała się nasza rozmowa.
- Hmm, co ja Ci mogę powiedzieć?- Zaczęłam się zastanawiać.- Jak byłam mała to włożyłam swojej kuzynce kredkę do nosa.
- Poważnie?- Spytał z niedowierzaniem.
- Serio, byłam bardzo psotnym dzieckiem. W przedszkolu obcięłam koleżance kucyka, bo mnie zdenerwowała.- Opowiadałam sama się śmiejąc.
- Byłaś brutalna, a nie psotna.- Oznajmił.
- Och, daj spokój. Miała włosy jedynie do pasa. Wyświadczyłam jej przysługę w przycinaniu końcówek.- Uśmiechnęłam się słodko.
- Czyli ile obcięłaś jej włosów?
- Najkrócej jak się dało, czyli do uszy chyba.
- Końcówki powiadasz?- Znacząco podniósł brwi.
- Kiedyś wysmarowałam koledze twarz mydłem, łącznie z oczami. Wylałam zupę na ziemię, bo mi nie smakowała. Wyrwałam klamkę w drzwiach od klasy i siedzieliśmy tam przez dwie godziny. Jak byłam na zakupach wsadziłam nasze siatki do cudzego samochodu. Sama nawet raz wsiadłam do innego auta.- Wyliczałam swoje wpadki.- Powiedziałam do nauczycielki, że jest gorsza od psa mojej babci. Wylądowałam za to u dyrektora. Pewnego dnia wyszłam na początku lekcji do toalety i nie wróciłam. Zrobiłam potem tak na wszystkich zajęciach. To także skończyło się wizytą u dyrektora.
- Twoi rodzice musieli mieć ciężko. Nie wyobrażam sobie jak można tak broić.
- Tata zawsze się ze mnie śmiał, a mama strasznie denerwowała. Jakoś się równoważyli. Potem tata wyjechał, a ja wydoroślałam.
- Właśnie, nie wspominałaś nic o sowim ojcu. Możesz chcesz o tym porozmawiać?- Zapytał niepewnie.
- Póki mieszkaliśmy w Baltimore z dziadkami, wszystko szło jak z płatka. Niestety starsi ludzie umarli, a tata zapragnął robienia wielkich interesów. W ten sposób stał się światowym przedsiębiorcą i większość czasu spędza poza granicami Ameryki niż z własną rodziną.- Opowiedziałam to z lekkim smutkiem. Wprawdzie nie ,miałam kontaktu z ojce od czasu gdy moja mama postanowiła się przeprowadzić.
- Jak teraz wyglądają relacje między wami?- Zapytał zatroskany.
- W sumie nijak. Nie widziałam się z nim ponad pół roku. Wysyła mi pocztówki, sms-y, czasami zdjęcia lub listy. Może i bym odpisywała gdyby robił to sam, a nie za pośrednictwem swojej sekretarki.
- To przykre. Bardzo Ci współczuję.
- Tak, a teraz zostałam bez matki i ojca. Zupełnie sama. Dobrze, że mam chociaż przyjaciół.- Dodałam z uśmiechem.
- W szkole kogoś poznałaś?
- Tak, przyjaźnię się z Libby. Taka niewysoka, ładna dziewczyna z ciemnymi włosami. Od niedawna mam też chłopaka. Ma na imię Nathan i gra w koszykówkę. Chyba najlepsza partia w szkole.
- Aha.- Mrukną pod nosem i jednocześnie urwała się nasza rozmowa.
Zjedliśmy razem śniadanie. Porozmawialiśmy o tym co się stało a potem obejrzeliśmy film. Tom spędził ze mną cały dzień i dzięki niemu udało mi się na chwilę zapomnieć o problemach. Niestety wieczorem wrócił do siebie. Oczywiście powiedział, że zawsze mogę zadzwonić, jednak wolałam nie nadużywać jego cierpliwości. Poza tym wcale go nie znałam. Nadal nie dowiedziałam się co robił wtedy w mojej szkole. Chyba powinnam się w końcu zapytać, ale to przy okazji.
Poszłam na górę i odpaliłam laptopa. Od razu Libby zadzwoniła na skype. Cały dzień spędziłam w piżamie u boku najprzystojniejszego mężczyzny świata zupełnie zapominając o przyjaciołach i własnym "chyba chłopaku".
- Hej śliczna, co tam?- Odezwała się Libby.
- Nawet dobrze. Trochę się rozchorowałam ale jest lepiej. Miałam wspaniałego opiekuna.- Wyszczerzyłam się do kamerki internetowej.
- No właśnie, co to za typ? Spędziłaś z nim cały dzień?
- No tak. Pamiętasz jak Ci mówiłam o ty mężczyźnie, na którego kiedyś wpadłam?
- Pamiętam!- Krzyknęła przyjaciółka, kojarząc o co chodzi.- Nie żartuj, że to on! To wręcz niemożliwe! jakim cudem uratował Cię w szkole?
- Właśnie w tym problem, że tego nie wiem.- Zrobiłam zawstydzoną minę.
- Jeszcze się nie zapytałaś? Spędziłaś z nim dzień i nie zapytałaś jakim cudem znalazł się tam gdzie Ty?!- Wrzeszczała.- Oszalałaś. Zupełnie Ci odbiło.
- Spokojnie, jak zobaczę się z nim następnym razem to się zapytam. Poza tym on jest starszy o kilka lat i się po prostu kumplujemy.- Wyjaśniłam.
- Jasne, tak to się teraz nazywa. Och, zapomniałam Ci powiedzieć, że masz pozdrowienia od Nathana i wpadniemy do Ciebie jutro po lekcjach.
- Okej. Ogarnę tu trochę. Muszę lecieć się wykąpać i spać bo dzisiaj trochę słabo było w nocy.
- Jasne. Śpij dobrze.- Wysłała mi buziaczki i się rozłączyła.
Świetny rozdział! Czyżby Tom był zazdrosny o Nathana? haha Libby wydaje się być jej dobrym aniołem i przypomina o chłopaku podczas gdy spędza czas z Tomem. Jestem strasznie ciekawy co będzie dalej, a szczególnie jak oni do niej przyjdą. Czekam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńJestem ciekawy po co Caroline będzie musiała wracać do Baltimore szczególnie, że nie chce co też jest zagadką. Trochę zgłupiałem z tymi rodzicami. Ojciec miał pracować tutaj, a jest w Europie? Dobry wątek. Czekam też na ich spotkanie gdy Nathan przyjdzie. Ciekawe jak dziewczyna się wytłumaczy z dnia z facetem, którego nie zna. Ogólnie jest bardzo interesująco i dużo się dzieje. Mam nadzieję, ze szybko dodasz nowy wpis.
OdpowiedzUsuńTrzyma w napięciu! Mam nadzieję, że dalej jest rózniw ciekawie! Lecę czytać! Jesteś fenomenalna! <3
OdpowiedzUsuńKolejna świetna częśç!!!! Jestem po uszy zakochana w Twoim blogu...♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wszystko się niedługo wyjaśni. Tom pokazuje swoje drugie oblicz, że może być kochający i w ogóle. Mam nadzieję, że się dogadają i jakoś im się ułoży. Wydaje mi się, że ten wątek będzie ciekawy.
OdpowiedzUsuń