21. Ain't gonna play nice.
- Proszę uspokój się!- krzyknęłam w desperacji.
- Sama tego chciałaś- splunął w moją stronę.
- Przecież wiesz, że nie zrobiłam tego specjalnie- łzy same cisnęły mi się do oczu.
- Jesteś zwykłą dziwką- lekko podniósł ton głosu.- Skoro Ty nie chcesz się wyprowadzić, ja to zrobię- wyciągnął torbę podróżną.
Jego obelga wstrząsnęła mną do szpiku kości. Osunęłam się na miękkich nogach. Płakałam. A może po prostu z moich oczu strumieniami lały się słone łzy. Nie mogłam spojrzeć mu w twarz.
- Wstań z tej podłogi- rozkazał szarpiąc mnie za ramię.
- Nat, błagam – łkałam.
- Szczerze, mam Cię już gdzieś. Jesteś nikim. Chcę tylko żebyś wiedziała, że tak naprawdę nigdy nie czułem do Ciebie nic konkretnego.
- Słucham?- wyjąkałam.
- Byłaś tylko moją zabawką- wzruszył ramionami. Stałam patrząc na niego otępiałym wzrokiem.
- Opamiętaj się!- wrzasnęłam.- Czy Ty w ogóle siebie słyszysz?
- Nie rozumiesz co do Ciebie powiedziałem? To koniec, nie umawiam się z dziwkami.
- Przestań! Zamknij się!
- Prawda w oczy kole, co?- zaśmiał się prosto w moją twarz.
- Jesteś pierdolonym kłamcą!- darłam się już prawie chrypiąc.
- A Ty szmatą.
W tym momencie Nathan podniósł swoją dłoń i zamaszystym ruchem wymierzył mi siarczysty policzek. Jego siła odrzuciła mnie na bok, a zdziwienie pozwoliło upaść na kolana.
Gwałtownie zerwałam się z łóżka, po czym chwyciłam za lewy policzek. Spodziewałam się poczuć piekący ból, ale nic takiego nie miało miejsca. Głośno dyszałam, chcąc pojąć co przed chwilą się zdarzyło. Czy Nathan właśnie nazwał mnie dziwką? Kilka razy zamrugałam, po czym spokojnie rozejrzałam się po pokoju. Obok mnie leżała chrapiąca Libby. Nigdzie nie było śladu walizek, ani wzburzonego chłopaka.
„To tylko sen, spokojnie Car”- nakazałam sobie w myślach. Z ociąganiem wstałam i podeszłam do drzwi łazienki. Zegarek wskazywał godzinę 6 rano. Opłukałam twarz zimną wodą, umyłam zęby i wyszczotkowałam włosy. W moich myślach przewijały się sceny koszmaru, lecz z coraz mniejszą częstotliwością. Usiadłam na brzegu wanny. Zdecydowanie potrzebowałam gorącej kąpieli. Poranek nie był zbyt ciepły, więc mogłam nadrobić to we własnym zakresie. Wróciłam się do pokoju po czyste ubrania oraz telefon, żeby na wszelki wypadek nie musieć wyskakiwać z wanny i w pośpiechu szukać komórki.
Zamknęłam łazienkę, ale nie na klucz. Wydawało mi się to zbyt niebezpieczne, podczas gdy wszyscy śpią. Wprawdzie nie wiedziała, czy Leo został z nami i gdzie śpi Nathan. Padłam wczoraj ze zmęczenia na kanapie. Ktoś musiał przenieść mnie do łóżka, więc jestem mu teraz bardzo wdzięczna. Nie wyobrażam obudzić się dzisiaj z bólem kręgosłupa. Miałam wystarczająco podły humor.
Powoli weszłam do wanny, zanurzając ciało w gorącej wodzie i obszernej pianie. Związałam długie włosy w koka, żeby nie zamoczyły się niepotrzebnie. Zamknęłam oczy chcąc zastanowić się nad czymś ważnym, ale do głowy przychodził mi tylko obraz nauczyciela. Znów odtwarzałam scenę z szkolnej klasy, gdy dowiedziałam się kim tak naprawdę jest. Historia jak z jakiejś niewiarygodnej bajki. Najdziwniejsze jest to, że on wiedział od początku. Od tego wypadku w łazience. On mnie uratował i wtedy wszystko się zaczęło. A może jeszcze wcześniej? Może początkiem jest nasze spotkanie na ulicy? Wątpię żeby sobie to wszystko zaplanował, ale ostatnio przekonałam się, że jest człowiekiem tajemniczym i raczej niezbyt godnym zaufania.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk odskakującej klamki. Drgnęłam dość gwałtownie, przez co z wanny wylało się trochę wody. W geście zawstydzenia próbowałam ukryć swoje ciało pod piętrzącą się pianą. Westchnęłam z ulgą, gdy zza drzwi wyłonił się uradowany pysk biszkoptowego Goldena. Nosem pogłębił otwór tak żeby przecisnąć całe ciało, po czym podbiegł i polizał moją rękę.
- Mógłbyś chociaż zamknąć drzwi- westchnęłam głaszcząc go delikatnie.
Słodka chwila samotności szybko się ulotniła, a ja pośpiesznie doprowadziłam się do porządku. Założyłam granatowe spodnie, kremową bluzkę z rozcięciem na plecach i złotą biżuterię. Włosy związałam w wysokiego kucyka oraz przystąpiłam do robienia makijażu. Z dołu dało się słyszeć poranne rozmowy i ciche szuranie. To na pewno chłopcy, bo Libby nadal smacznie chrapała.
Z oddali usłyszałam cichą wibrację, a potem natarczywy dzwonek mojego telefonu. Podświadomie się tego spodziewałam. Z jednym pomalowanym okiem podeszłam do antycznie zdobionej szafeczki i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?- zaczęłam nie słysząc rozmówcy.
- Halo?- spytałam ponownie nie słysząc żadnej odpowiedzi.
Delikatnie odwróciłam komórkę przodem do twarzy. Robiłam to cicho, aby nie zakłócić ewentualnych dźwięków, gdyby rozmówca jednak się przełamał. Na wyświetlaczu dostrzegłam napis „Nieznany”.
- Jest tam ktoś?- nadal głucha cisza.
Sama postanowiłam się rozłączyć. Może to po prostu zwykła pomyłka. Odłożyłam aparat i podeszłam do lustra, musiałam skończyć makijaż.
Gdy już wszyscy byliśmy obudzeni i gotowi do celebrowania kolejnego dnia, usiedliśmy przy ogromnym jadalnym stole. Muszę przyznać, że było dość niezręcznie. Nathan prawie wcale się nie odzywał, ale Leo nie utrzymywał z nim kontaktu wzrokowego. Podejrzewałam, że między chłopakami doszło do małego starcia. Może ukochany Libby przemówił brunetowi do rozumu i wyjaśnił, że zachowuje się jak małe dziecko.
- Jak dasz mu na imię?- zapytał Leo, gdy pies domagał się do niego pieszczot.
- Nie mam pojęcia. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam- wzruszyłam ramionami.
- Ostatnio jesteś bardzo zapracowana, nic dziwnego- rzucił zgryźliwie Nathan, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Moglibyście chociaż przy śniadaniu się nie kłócić?- Libby chyba też się to nie podobało.
- Może to moja obecność psuje atmosferę- wstałam od stołu i zasunęłam swoje krzesło.
Skierowałam się w stronę wyjścia. Z oddali jeszcze słyszałam zawistny komentarz mojej przyjaciółki w stronę Nathana: „Widzisz co narobiłeś?”. Czasami zachowywała się jak moja matka, ale za to ją kochałam.
- Chodź- zwróciłam się do psa, chwytając smycz.
Spacerowałam trochę bez celu, nie obrałam żadnego konkretnego kierunku. Zadałam się na zachcianki futrzanego przyjaciela. Miałam miliony spraw do przemyślenia, a spokój zakłócał mi nadal jeden człowiek. Nie rozumiem po jaką cholerę do mnie dzwonił po takim czasie. Skoro chciał się wytłumaczyć, mógł myśleć wcześniej. Robiło się coraz ciemniej, a ja jak na złość nie wzięłam ze sobą pieniędzy. Wyjęłam z kieszeni telefon i zobaczyłam kilka nieprzeczytanych sms-ów.
Libby: Nie szwendaj się za długo, czekam na naszą obiecaną rozmowę!
Rzeczywiście miałam jej o wszystkim opowiedzieć. Wymagało to ode mnie dużego spokoju. Źle dobrane słowa postawią Toma w bardzo niekorzystnym świetle i jeszcze będzie uchodził za jakiegoś pedofila. Nie mogę zrobić mu takiego świńst... w sumie mogę! Ale nie, przecież Banhi mnie ostrzegła. "Wszystko co powiesz, zostanie wykorzystane przeciwko Tobie." Idealny obraz aktualnej sytuacji. Może jednak powinnam się z nim spotkać i pogadać?
Włączyłam kolejną wiadomość.
Jenaro: Miałem zadzwonić, ale pojawiła się robota, której nie mogę ominąć. Jakby co mam klienta na Twoje niespodzianki z paczki ;)
Oho! Robiło się coraz ciekawiej. Mogę pozbyć się narkotyków, co przedstawia pozytywy. Zadzwonię do niego po powrocie i koniecznie wypytam o szczegóły. W skrzynce miałam już tylko jedną wiadomość, od nieznanego numeru.
Nieznany: O 9, będę pod szkołą. Jeśli zmieniłaś zdanie to wiesz... Będę czekał przy tylnych drzwiach.
Czyli jednak nie dał za wygraną? Spojrzałam na zegarek, dochodziła 8. wieczorem. Facet jest lekki na wspomnienie. Może jednak warto się przełamać. Powinnam na niego uważać, ale unikanie nie doprowadzi do alternatywnego końca. Postanowiłam się z nim spotkać.
O 8:30 byłam już na miejscu. Golden był trochę niespokojny. W końcu nie przywykł do siedzenia za obskurnymi budynkami obok śmietników. Romantyczne miejsce Tom, nie ma co! Pół godziny czekania zupełnie mi się nie uśmiechało. Okolica naprawdę nie była zachęcająca. Nawet nie byłam pewna czy szkoła posiada monitoring na zewnątrz. Po 15 minutach podjechała czarna terenówka. Wysiadł z niej seksowny blondyn, z rozpięta koszulką na dekolcie. Moja złość malała z każdą sekundą, gdy na niego patrzyłam. A niby wygląd to nie wszystko... Naprawdę byłam aż taka próżna?
- Dziękuję, że przyszłaś..Wejdziesz?
- Do szkoły? Zawsze...
- Przepraszam, że nie odezwałem się wcześniej- zaczął, otwierając zaplecze.- Ale miałem poważne sprawy nie do przeskoczenia.
- Rozumiem- pokiwałam głową i przywołałam w głowie wiadomość od Jenaro. Co oni z tymi sprawami?
- Tak poza tym, wszystko u Ciebie okej?- spojrzał troskliwie na zwierzaka.- Od kiedy masz psa?
- Od niedawna. Wszystko jest prawie dobrze, ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Dlaczego spotykamy się w szkole?
- Bo zostawiłem tu dokumenty- szliśmy ciemnym korytarzem, tylko wyjścia ewakuacyjne migały na zielono. Tom otworzył swoją salę i zapalił małą lampkę na biurku. Gestem dłoni, zaprosił mnie do środka i wskazał miejsce abym usiadła. Wolałam jednak postać.
- Czemu nie powiedziałeś mi, że jesteś nauczycielem?- postanowiłam zacząć.
- Bo nie jestem- westchnął, wyciągając wszystko z szuflad.
- Co? Żartujesz sobie ze mnie?- ten człowiek był niepoważny, albo chory umysłowo.
- Nie. Pracuję tu dorywczo. Nie jestem nauczycielem z wykształcenia, po prostu załatwiłem sobie papiery- otworzył kolejną szafkę i wysypał jej zawartość na podłogę. Przyglądałam się temu ze zdumieniem.
- Leczyłeś się kiedyś psychicznie?- nie wiedziałam już jak reagować..
- Posłuchaj- momentalnie się wyprostował i podszedł do mnie.- Nie jestem Twoim pieprzonym nauczycielem, to wszystko to tylko gra.
- Aha- wykrztusiłam.
Co było w tym najbardziej zadziwiającego? Staliśmy przez dobrych kilka minut w zupełnej ciszy, oddaleni od siebie o milimetry. Facet robił sobie ze mnie jaja, oszukiwał wszystkich i tak naprawdę zwisało mu co o nim myślę. Ja próbowałam go bronić, nie spieprzyć kariery.. Przede mną stał totalny sukinsyn, a ja nie mogłam przestać patrzeć w jego niebieskie oczy. Z każdą sekundą podniecał mnie coraz bardziej. Skoro nie był moim nauczycielem, to sprawa wyglądała o wiele łatwiej. Nie mogłam się powstrzymać. Załapałam go za blond włosy i przysunęłam do siebie. Z całego serca chciałam go pocałować, poczuć jego usta na swoich i zrobiłam to.
Prawie od razu się oderwałam, cofnęłam o krok i głośno przełknęłam ślinę. "Powinnam go przeprosić? Co ja kurwa robię?'- pomyślałam. Tom jednak był bardziej zdecydowany i złapał mnie ponownie. Całował agresywnie, natarczywie, ale namiętnie. Robił to mistrzowsko. Miękły mi kolana, powoli osuwałam się w jego ramionach, nie chciałam tego kończyć. Włożyłam rękę pod jego koszulkę, dotykając umięśnionego brzucha. Drgnął lekko, po czym odsunął mnie delikatnie. Chciałam zaprotestować, ale gdy zobaczyła, że ściąga górną część garderoby, tylko westchnęłam ciężko. Pragnęłam jego dotyku, pocałunków, nikt inny się nie liczył. Nikt.
Jednak w tyle mojej głowy coraz głośniej słyszałam nawoływanie: OPANUJ SIĘ! To było takie trudne. Nie mogłam tak po prostu od niego odejść. Wolałam się rozebrać, położyć na tym biurku i czekać na jego ciepłe ciało.
Zebrałam w sobie resztki sił i zrobiłam trzy kroki do tyłu. Spojrzałam na niego głęboko oddychając. Był zdziwiony, napięte mięśnie wręcz prosiły żebym wróciła. Chciałam tego, jak niczego innego, ale nie mogłam.
- Kim jesteś?- spytałam zdyszana.
- Handlarzem narkotyków i czasem zabijam na zlecenia, zależy co się trafi. Robiłem w branży detektywistycznej, ale wolałem życie wolnego strzelca- wyjawił.
- Co?- aż dziw, że oczy mi z orbit nie wyszły.
- To co słyszysz. Chyba już zaakceptowałaś, że nie jestem nauczycielem, chociaż kodeks nadal mnie obowiązuje- wzruszył ramionami, po czym się ubrał.
Usiadłam z wrażenia. Śmiać się czy płakać? Tom otworzył kolejną szufladę, wyjął małe pudełko, po czym wszystko posprzątał. Przez zaistniałą sytuację zapomniałam o psie, który spał gdzieś w kącie.
- To te dokumenty, których szukałeś?
- Tak, to amfa- wycedził.- Wychodzimy.
Co miałam zrobić? Uderzyć go? Wygłosić moralizujący wykład? Po prostu wyszłam i bez słowa pożegnania skierowałam się do domu Libby.
- Sama tego chciałaś- splunął w moją stronę.
- Przecież wiesz, że nie zrobiłam tego specjalnie- łzy same cisnęły mi się do oczu.
- Jesteś zwykłą dziwką- lekko podniósł ton głosu.- Skoro Ty nie chcesz się wyprowadzić, ja to zrobię- wyciągnął torbę podróżną.
Jego obelga wstrząsnęła mną do szpiku kości. Osunęłam się na miękkich nogach. Płakałam. A może po prostu z moich oczu strumieniami lały się słone łzy. Nie mogłam spojrzeć mu w twarz.
- Wstań z tej podłogi- rozkazał szarpiąc mnie za ramię.
- Nat, błagam – łkałam.
- Szczerze, mam Cię już gdzieś. Jesteś nikim. Chcę tylko żebyś wiedziała, że tak naprawdę nigdy nie czułem do Ciebie nic konkretnego.
- Słucham?- wyjąkałam.
- Byłaś tylko moją zabawką- wzruszył ramionami. Stałam patrząc na niego otępiałym wzrokiem.
- Opamiętaj się!- wrzasnęłam.- Czy Ty w ogóle siebie słyszysz?
- Nie rozumiesz co do Ciebie powiedziałem? To koniec, nie umawiam się z dziwkami.
- Przestań! Zamknij się!
- Prawda w oczy kole, co?- zaśmiał się prosto w moją twarz.
- Jesteś pierdolonym kłamcą!- darłam się już prawie chrypiąc.
- A Ty szmatą.
W tym momencie Nathan podniósł swoją dłoń i zamaszystym ruchem wymierzył mi siarczysty policzek. Jego siła odrzuciła mnie na bok, a zdziwienie pozwoliło upaść na kolana.
Gwałtownie zerwałam się z łóżka, po czym chwyciłam za lewy policzek. Spodziewałam się poczuć piekący ból, ale nic takiego nie miało miejsca. Głośno dyszałam, chcąc pojąć co przed chwilą się zdarzyło. Czy Nathan właśnie nazwał mnie dziwką? Kilka razy zamrugałam, po czym spokojnie rozejrzałam się po pokoju. Obok mnie leżała chrapiąca Libby. Nigdzie nie było śladu walizek, ani wzburzonego chłopaka.
„To tylko sen, spokojnie Car”- nakazałam sobie w myślach. Z ociąganiem wstałam i podeszłam do drzwi łazienki. Zegarek wskazywał godzinę 6 rano. Opłukałam twarz zimną wodą, umyłam zęby i wyszczotkowałam włosy. W moich myślach przewijały się sceny koszmaru, lecz z coraz mniejszą częstotliwością. Usiadłam na brzegu wanny. Zdecydowanie potrzebowałam gorącej kąpieli. Poranek nie był zbyt ciepły, więc mogłam nadrobić to we własnym zakresie. Wróciłam się do pokoju po czyste ubrania oraz telefon, żeby na wszelki wypadek nie musieć wyskakiwać z wanny i w pośpiechu szukać komórki.
Zamknęłam łazienkę, ale nie na klucz. Wydawało mi się to zbyt niebezpieczne, podczas gdy wszyscy śpią. Wprawdzie nie wiedziała, czy Leo został z nami i gdzie śpi Nathan. Padłam wczoraj ze zmęczenia na kanapie. Ktoś musiał przenieść mnie do łóżka, więc jestem mu teraz bardzo wdzięczna. Nie wyobrażam obudzić się dzisiaj z bólem kręgosłupa. Miałam wystarczająco podły humor.
Powoli weszłam do wanny, zanurzając ciało w gorącej wodzie i obszernej pianie. Związałam długie włosy w koka, żeby nie zamoczyły się niepotrzebnie. Zamknęłam oczy chcąc zastanowić się nad czymś ważnym, ale do głowy przychodził mi tylko obraz nauczyciela. Znów odtwarzałam scenę z szkolnej klasy, gdy dowiedziałam się kim tak naprawdę jest. Historia jak z jakiejś niewiarygodnej bajki. Najdziwniejsze jest to, że on wiedział od początku. Od tego wypadku w łazience. On mnie uratował i wtedy wszystko się zaczęło. A może jeszcze wcześniej? Może początkiem jest nasze spotkanie na ulicy? Wątpię żeby sobie to wszystko zaplanował, ale ostatnio przekonałam się, że jest człowiekiem tajemniczym i raczej niezbyt godnym zaufania.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk odskakującej klamki. Drgnęłam dość gwałtownie, przez co z wanny wylało się trochę wody. W geście zawstydzenia próbowałam ukryć swoje ciało pod piętrzącą się pianą. Westchnęłam z ulgą, gdy zza drzwi wyłonił się uradowany pysk biszkoptowego Goldena. Nosem pogłębił otwór tak żeby przecisnąć całe ciało, po czym podbiegł i polizał moją rękę.
- Mógłbyś chociaż zamknąć drzwi- westchnęłam głaszcząc go delikatnie.
Słodka chwila samotności szybko się ulotniła, a ja pośpiesznie doprowadziłam się do porządku. Założyłam granatowe spodnie, kremową bluzkę z rozcięciem na plecach i złotą biżuterię. Włosy związałam w wysokiego kucyka oraz przystąpiłam do robienia makijażu. Z dołu dało się słyszeć poranne rozmowy i ciche szuranie. To na pewno chłopcy, bo Libby nadal smacznie chrapała.
Z oddali usłyszałam cichą wibrację, a potem natarczywy dzwonek mojego telefonu. Podświadomie się tego spodziewałam. Z jednym pomalowanym okiem podeszłam do antycznie zdobionej szafeczki i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?- zaczęłam nie słysząc rozmówcy.
- Halo?- spytałam ponownie nie słysząc żadnej odpowiedzi.
Delikatnie odwróciłam komórkę przodem do twarzy. Robiłam to cicho, aby nie zakłócić ewentualnych dźwięków, gdyby rozmówca jednak się przełamał. Na wyświetlaczu dostrzegłam napis „Nieznany”.
- Jest tam ktoś?- nadal głucha cisza.
Sama postanowiłam się rozłączyć. Może to po prostu zwykła pomyłka. Odłożyłam aparat i podeszłam do lustra, musiałam skończyć makijaż.
Gdy już wszyscy byliśmy obudzeni i gotowi do celebrowania kolejnego dnia, usiedliśmy przy ogromnym jadalnym stole. Muszę przyznać, że było dość niezręcznie. Nathan prawie wcale się nie odzywał, ale Leo nie utrzymywał z nim kontaktu wzrokowego. Podejrzewałam, że między chłopakami doszło do małego starcia. Może ukochany Libby przemówił brunetowi do rozumu i wyjaśnił, że zachowuje się jak małe dziecko.
- Jak dasz mu na imię?- zapytał Leo, gdy pies domagał się do niego pieszczot.
- Nie mam pojęcia. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam- wzruszyłam ramionami.
- Ostatnio jesteś bardzo zapracowana, nic dziwnego- rzucił zgryźliwie Nathan, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Moglibyście chociaż przy śniadaniu się nie kłócić?- Libby chyba też się to nie podobało.
- Może to moja obecność psuje atmosferę- wstałam od stołu i zasunęłam swoje krzesło.
Skierowałam się w stronę wyjścia. Z oddali jeszcze słyszałam zawistny komentarz mojej przyjaciółki w stronę Nathana: „Widzisz co narobiłeś?”. Czasami zachowywała się jak moja matka, ale za to ją kochałam.
- Chodź- zwróciłam się do psa, chwytając smycz.
Spacerowałam trochę bez celu, nie obrałam żadnego konkretnego kierunku. Zadałam się na zachcianki futrzanego przyjaciela. Miałam miliony spraw do przemyślenia, a spokój zakłócał mi nadal jeden człowiek. Nie rozumiem po jaką cholerę do mnie dzwonił po takim czasie. Skoro chciał się wytłumaczyć, mógł myśleć wcześniej. Robiło się coraz ciemniej, a ja jak na złość nie wzięłam ze sobą pieniędzy. Wyjęłam z kieszeni telefon i zobaczyłam kilka nieprzeczytanych sms-ów.
Libby: Nie szwendaj się za długo, czekam na naszą obiecaną rozmowę!
Rzeczywiście miałam jej o wszystkim opowiedzieć. Wymagało to ode mnie dużego spokoju. Źle dobrane słowa postawią Toma w bardzo niekorzystnym świetle i jeszcze będzie uchodził za jakiegoś pedofila. Nie mogę zrobić mu takiego świńst... w sumie mogę! Ale nie, przecież Banhi mnie ostrzegła. "Wszystko co powiesz, zostanie wykorzystane przeciwko Tobie." Idealny obraz aktualnej sytuacji. Może jednak powinnam się z nim spotkać i pogadać?
Włączyłam kolejną wiadomość.
Jenaro: Miałem zadzwonić, ale pojawiła się robota, której nie mogę ominąć. Jakby co mam klienta na Twoje niespodzianki z paczki ;)
Oho! Robiło się coraz ciekawiej. Mogę pozbyć się narkotyków, co przedstawia pozytywy. Zadzwonię do niego po powrocie i koniecznie wypytam o szczegóły. W skrzynce miałam już tylko jedną wiadomość, od nieznanego numeru.
Nieznany: O 9, będę pod szkołą. Jeśli zmieniłaś zdanie to wiesz... Będę czekał przy tylnych drzwiach.
Czyli jednak nie dał za wygraną? Spojrzałam na zegarek, dochodziła 8. wieczorem. Facet jest lekki na wspomnienie. Może jednak warto się przełamać. Powinnam na niego uważać, ale unikanie nie doprowadzi do alternatywnego końca. Postanowiłam się z nim spotkać.
O 8:30 byłam już na miejscu. Golden był trochę niespokojny. W końcu nie przywykł do siedzenia za obskurnymi budynkami obok śmietników. Romantyczne miejsce Tom, nie ma co! Pół godziny czekania zupełnie mi się nie uśmiechało. Okolica naprawdę nie była zachęcająca. Nawet nie byłam pewna czy szkoła posiada monitoring na zewnątrz. Po 15 minutach podjechała czarna terenówka. Wysiadł z niej seksowny blondyn, z rozpięta koszulką na dekolcie. Moja złość malała z każdą sekundą, gdy na niego patrzyłam. A niby wygląd to nie wszystko... Naprawdę byłam aż taka próżna?
- Dziękuję, że przyszłaś..Wejdziesz?
- Do szkoły? Zawsze...
- Przepraszam, że nie odezwałem się wcześniej- zaczął, otwierając zaplecze.- Ale miałem poważne sprawy nie do przeskoczenia.
- Rozumiem- pokiwałam głową i przywołałam w głowie wiadomość od Jenaro. Co oni z tymi sprawami?
- Tak poza tym, wszystko u Ciebie okej?- spojrzał troskliwie na zwierzaka.- Od kiedy masz psa?
- Od niedawna. Wszystko jest prawie dobrze, ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Dlaczego spotykamy się w szkole?
- Bo zostawiłem tu dokumenty- szliśmy ciemnym korytarzem, tylko wyjścia ewakuacyjne migały na zielono. Tom otworzył swoją salę i zapalił małą lampkę na biurku. Gestem dłoni, zaprosił mnie do środka i wskazał miejsce abym usiadła. Wolałam jednak postać.
- Czemu nie powiedziałeś mi, że jesteś nauczycielem?- postanowiłam zacząć.
- Bo nie jestem- westchnął, wyciągając wszystko z szuflad.
- Co? Żartujesz sobie ze mnie?- ten człowiek był niepoważny, albo chory umysłowo.
- Nie. Pracuję tu dorywczo. Nie jestem nauczycielem z wykształcenia, po prostu załatwiłem sobie papiery- otworzył kolejną szafkę i wysypał jej zawartość na podłogę. Przyglądałam się temu ze zdumieniem.
- Leczyłeś się kiedyś psychicznie?- nie wiedziałam już jak reagować..
- Posłuchaj- momentalnie się wyprostował i podszedł do mnie.- Nie jestem Twoim pieprzonym nauczycielem, to wszystko to tylko gra.
- Aha- wykrztusiłam.
Co było w tym najbardziej zadziwiającego? Staliśmy przez dobrych kilka minut w zupełnej ciszy, oddaleni od siebie o milimetry. Facet robił sobie ze mnie jaja, oszukiwał wszystkich i tak naprawdę zwisało mu co o nim myślę. Ja próbowałam go bronić, nie spieprzyć kariery.. Przede mną stał totalny sukinsyn, a ja nie mogłam przestać patrzeć w jego niebieskie oczy. Z każdą sekundą podniecał mnie coraz bardziej. Skoro nie był moim nauczycielem, to sprawa wyglądała o wiele łatwiej. Nie mogłam się powstrzymać. Załapałam go za blond włosy i przysunęłam do siebie. Z całego serca chciałam go pocałować, poczuć jego usta na swoich i zrobiłam to.
Prawie od razu się oderwałam, cofnęłam o krok i głośno przełknęłam ślinę. "Powinnam go przeprosić? Co ja kurwa robię?'- pomyślałam. Tom jednak był bardziej zdecydowany i złapał mnie ponownie. Całował agresywnie, natarczywie, ale namiętnie. Robił to mistrzowsko. Miękły mi kolana, powoli osuwałam się w jego ramionach, nie chciałam tego kończyć. Włożyłam rękę pod jego koszulkę, dotykając umięśnionego brzucha. Drgnął lekko, po czym odsunął mnie delikatnie. Chciałam zaprotestować, ale gdy zobaczyła, że ściąga górną część garderoby, tylko westchnęłam ciężko. Pragnęłam jego dotyku, pocałunków, nikt inny się nie liczył. Nikt.
Jednak w tyle mojej głowy coraz głośniej słyszałam nawoływanie: OPANUJ SIĘ! To było takie trudne. Nie mogłam tak po prostu od niego odejść. Wolałam się rozebrać, położyć na tym biurku i czekać na jego ciepłe ciało.
Zebrałam w sobie resztki sił i zrobiłam trzy kroki do tyłu. Spojrzałam na niego głęboko oddychając. Był zdziwiony, napięte mięśnie wręcz prosiły żebym wróciła. Chciałam tego, jak niczego innego, ale nie mogłam.
- Kim jesteś?- spytałam zdyszana.
- Handlarzem narkotyków i czasem zabijam na zlecenia, zależy co się trafi. Robiłem w branży detektywistycznej, ale wolałem życie wolnego strzelca- wyjawił.
- Co?- aż dziw, że oczy mi z orbit nie wyszły.
- To co słyszysz. Chyba już zaakceptowałaś, że nie jestem nauczycielem, chociaż kodeks nadal mnie obowiązuje- wzruszył ramionami, po czym się ubrał.
Usiadłam z wrażenia. Śmiać się czy płakać? Tom otworzył kolejną szufladę, wyjął małe pudełko, po czym wszystko posprzątał. Przez zaistniałą sytuację zapomniałam o psie, który spał gdzieś w kącie.
- To te dokumenty, których szukałeś?
- Tak, to amfa- wycedził.- Wychodzimy.
Co miałam zrobić? Uderzyć go? Wygłosić moralizujący wykład? Po prostu wyszłam i bez słowa pożegnania skierowałam się do domu Libby.
KIEDY NEXT??
OdpowiedzUsuń