15. From my point of view.
*Oczami Toma*
Wiem, że nawaliłem. Powinienem powiedzieć jej o tym wszystkim na samym początku. Nie chciałem żeby tak wyszło. Usiadłem przed swoim biurkiem i starałem się wymyślić logiczne wytłumaczenie. Podświadomie wiedziałem, że nic nie jest w stanie mnie usprawiedliwić. W jednej chwili straciłem szansę na lepszą znajomość z przepiękną Caroline. Czułem, iż moje zachowanie graniczy z niesmakiem oraz niekiedy animozją. Zależało mi na niej i chyba właśnie dlatego wszystko schrzaniłem.
Wstałem z krzesła, po czym wolnym krokiem zacząłem przemierzać swój pokój. Myśli o niej nie dawały mi spokoju. Chciałem ją oglądać, dotykać, napawać się jej pełnymi, różanymi ustami. Byłem głupi pozwalając na powstanie między nami innych relacji niż uczennica- nauczyciel. Powinniśmy trzymać się frontu i nie szukać ryzykownych atrakcji. Jednak im mniej nam było wolno, tym bardziej to pociągało. Od zawsze kochałem wyzwania oraz szybko reagowałem na prowokacje. Praca w zawodzie nauczyciela była ogromną próbą samokontroli, której jak sam przyznaję, nie zdałem. Miałem być przykładnym profesorkiem, a wyszedłem na aroganckiego egoistę. Bycie impertynentem wychodziło mi perfekcyjnie, szkoda że tego nikt już nie doceniał.
Westchnąłem głośno, po czym zacząłem pakować się do pracy. Miałem dzisiaj dużo zajęć, w tym ostatnią lekcję z Caroline. Nie do końca byłem pewien czy się pojawi. Minęło niewiele czasu od ostatniego, burzliwego spotkania, a ja nadal nie podjąłem decyzji w sprawie rozmowy z nią. Nie byłem pewien czy w ogóle będzie chciała potrzymać wspólny dialog, czy też będę zmuszony do wygłoszenia moralizującego monologu. Dość przykre, że nawet wtedy nie wiedziałbym co powiedzieć. Zakończyć to? Zaszantażować ją? Wszystkie pomysły były kretyńskie, godne pobieżnego przygłupa.
- Czyżby była Twoim celem na dzisiejszych zajęciach?- spytała Emily, podchodząc cicho. Od dawna jest celem moich najskrytszych fantazji- pomyślałem. Nauczycielka włoskiego dobrze znała moje zwyczaje co do wyboru uczniów odpowiadających.
- Nie dzisiaj- odparłem krótko.
- Ostatnio chodzisz bardzo spięty- zmartwiła się.- Może mogłabym Ci jakoś pomóc?- znowu się zaczynało.
- Naprawdę bardzo doceniam Twoje wsparcie. Rozumiem, że chcesz przyjść mi w sukurs, ale obecnie tego nie potrzebuję- uśmiechnąłem się w miarę szczerze.
- Tom, przecież widzę co się dzieje. Chodzisz ciągle zamyślony, coś Cię wyraźnie trapi. Nie próbuj mnie oszukać- dodała lekko urażona.
- Em..- westchnąłem używając zdrobnienia, na które się uśmiechnęła.- Jeśli będzie działo się coś złego, na pewno Ciebie pierwszą powiadomię- poklepałem ją po ramieniu i jeszcze raz przed odejściem spojrzałem na Caroline.
Dziewczyna wyglądała niesamowicie w granatowej sukience przed kolano. Śliczny strój uwieńczyła złotą biżuterią oraz szpilkami. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Gdy już miałem odchodzić, zobaczyłem podchodzącego do niej chłopaka. Gówniarz pocałował ją na przywitanie, co wywołało kwaśny uśmiech na mojej twarzy.
- Już ja się tym zajmę- mruknąłem i odwróciłem się na pięcie.
- Nie tak groźnie, panie profesorze- uspokoiła mnie Emily.
Towarzysząca mi kobieta była wysoką, szczupłą latynoską. Miała farbowane rude włosy, bardziej wpadające w rubin. Ubierała się w kolory, o których istnieniu nawet nie słyszałem. Trzeba było uważać, żeby nie pomylić zieleni trawiastej z butelkową. Potrafiła wzniecać hałaśliwe afery. Od pewnego czasu zauważyłem z jej strony większe zainteresowanie moją osobą. Niekoniecznie mi to odpowiadało, ponieważ użeranie się z takim charakterem nie należało do rzeczy przyjemnych. Niełatwo było ją zbyć, więc ratowały mnie tylko dzwonki na lekcje.
Sięgnąłem po swoją teczkę z materiałami, po czym ruszyłem w stronę klasy. Wśród uczniów przed salą zobaczyłem tego samego bruneta, który przystawiał się do Car. Pomyślałem, że przyda mi się trochę rozrywki.
- Witam szanownych państwa- zacząłem jak zawsze.- Ktoś chętny do odpowiedzi, czy sam mam znaleźć ochotnika?- miałem nadzieję, że żaden kujon nie zepsuje mojego planu.
Na szczęście nikt nie spodziewał się dzisiejszego odpytywania. Patrzyli po sobie przestraszeni czując, że któreś z nich pójdzie na rzeź. Cel mojego rozsierdzenia siedział spokojnie. Zapewne nie przypuszczał, iż to na nim wyładuję swoją frustrację. Szykowałem mu niemałą niespodziankę.
- Doprawdy nikt nie chce ze mną porozmawiać na ocenę?- udawałem zdziwionego. Otworzyłem elektroniczny dziennik i spojrzałem na listę.- Pan Nathan Walker, zapraszam- wyczytanie jego nazwiska sprawiło mi sporą przyjemność. Już odczuwałem satysfakcję.
Chłopak podszedł niepewnie do mojego biurka i wręczył mi zeszyt. Zdziwienie malowało się na jego twarzy. Dało się odczuć raptowną zmianę nastroju. Może był nawet lekko przestraszony.
- Bazgroły, esy-floresy, bohomazy, gryzmoły, wykrętasy, zawijasy- spojrzałem na niego.- Jednak pismem tego bym nie nazwał- usłyszałem cichy śmiech klasy.- Wyjaśnij pojęcie kultury biznesu.
- No więc..- zaciął się.- To są pewne zasady, których trzeba przestrzegać.
- To samo mógłbyś powiedzieć o savoir-vivre. Chcesz mi teraz prawić o konwenansach towarzyskich, regułach grzecznościowych, ogładzie i manierach?- podniosłem jedną brew.
- Nie, proszę pana- odchrząknął.- Są to zasady, którymi kierują się producenci podczas zamian?
- Ty mnie pytasz, czy odpowiadasz? Bo na pytania to trochę za późno- jeden z moich ulubionych tekstów. Chyba nie ma nic bardziej mylącego dla ucznia.
- Odpowiadam- wyraźnie go zdenerwowałem.
- Czy facet, który zajmuje się wytwarzaniem mięsa w masarniach będzie przestrzegał kultury biznesy? W gospodarce zamieniamy się na jogurty?- prawie krzyczałem wywołując u niego coraz większy stres.
- Nie, proszę pana.
- Właśnie imbecylu!- nie mogłem się powstrzymać.- Nie producenci, a przedsiębiorcy! Nie zamiana, tylko wymiana gospodarcza!- wstałem, stając z nim twarzą w twarz.
- Przecież to jedno i to samo- odparł zuchwale.
- Jesteś tego pewien?- nie czekałem nawet na odpowiedź z jego strony.- Na jutro przyniesiesz mi referat na temat różnic pomiędzy tymi pojęciami, minimum 1,5 tysiąca słów. Pisane ręcznie, tak żebym rozczytał Twoje gryzmoły bo nie będę zastanawiał się nad znaczeniem tych hieroglifów.
- Ale jutro nie mamy lekcji- zaprotestował.
- To ma jakieś znaczenie?- spytałem retorycznie.- Przyniesiesz mi do pokoju nauczycielskiego na długiej przerwie. Będę sprawdzał pod względem treści, poprawności, samodzielności, ortografii i wszystkiego innego. Za odpowiedź dostajesz 1.- wskazałem ręką jego ławkę.- I jeszcze jedną za brak notatek z lekcji.
- Przecież wszytko tam jest!- wrzasnął szczerze zirytowany.
- To jest jakaś chińska bazgranina. Skoro nie mogę ich przeczytać, to ich nie ma- skwitowałem dostawiając kolejną jedynkę.
- Pan jest totalnym chamem!- krzykną i rzucił zeszytem o ławkę.
- Gratuluję, zarobiłeś właśnie trzecią pałę. Oby tak dalej, a może nie zdasz?- spytałem z przedramatyzowaną nadzieją.- Mało kto jest w stanie tyle osiągnąć na jednej lekcji.
Brunet wytrącony z równowagi spakował swoje rzeczy i wyszedł z klasy. Trzasną drzwiami, aż moje biurko podskoczyło. Nigdy wcześniej nie czułem takiej satysfakcji.
- Myślicie, że nauczyciele lubią stawiać złe oceny?- zwróciłem się do klasy.- Myślicie, że sprawia nam to przyjemność?- Ogromną, niewyobrażalną i niezliczoną! To najlepsze co można robić w tym zawodzie- udupiać młodych idiotów.- Oczywiście, że nie!
Ostatnie 20. minut, które zostały mi po incydencie z Walkerem wykorzystałem na przerobienie tematu. Starałem się przekazywać dużo wiedzy do zapamiętania. Wiedziałem, że bez notatek nie będzie wstanie napisać niezapowiedzianej kartkówki, jaką planowałem na następnej lekcji ( jeśli się pojawi). Dzieciaki uciekły z klasy bardziej niż wystraszone i po kątach opowiadały o dzisiejszym zajściu. Wchodząc do pokoju nauczycielskiego poczułem na sobie kilkanaście spojrzeń. W pewnym momencie podszedł do mnie nauczyciel biologii i podał mi rękę. Pogratulował podejścia, po czym dodał, że nie powinniśmy pozwalać młodzieży na tak wiele. Byłem przekonany, że zbiorę bardziej zgorszenia niż pochwały. Emily patrzyła na mnie z podziwem w oczach, jakby była ze mnie autentycznie dumna. Dobrze wiedziała, że byłem cięty na tego chłopaka już od przerwy. Myślałem, że zgani mnie za nieprawidłowe wykorzystywanie swojej władzy względem tego zawodu. Ona natomiast podeszła i uściskała mnie, mówiąc jak bardzo jej zaimponowałem.
Szybko opuściłem wspólny gabinet oraz udałem się na mały rekonesans. Za pretekstem dyżuru postanowiłem sprawdzić jak miewa się mój podopieczny. Ku mojemu zdziwieniu żalił się samej Caroline, która spojrzała na mnie spod byka. Cała satysfakcja natychmiast się ulotniła, a na jej miejsce wstępował gniew. Nie mogłem się powstrzymać i poprosiłem ją do siebie.
Grupka otaczających ją ludzi momentalnie zamilkła. Dziewczyna podeszła do mnie kołysząc biodrami. Musiałem się opanować, żeby nie zrobić żadnej głupoty. Była lekko speszona, ale podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy. Wywołało to we mnie lekki, zimny dreszcz. Patrzyła na mnie z wyrzutem oraz twardym oskarżeniem. W pierwszej chwili chciałem kazać jej odejść. Niezwłocznie jednak przypomniałem sobie, że to tylko moja uczennica i opanowałem nerwy.
- Nie za krótka ta sukienka?- spytałem ironicznie. Było to bardziej pytanie twierdzące.
- Nie, panie profesorze- odparła z cynicznym uśmiechem.
- Polemizowałbym. Poza tym masz za wysokie buty- wskazałem palcem jej ciemne szpilki.
- Bardzo przepraszam, proszę mi wybaczyć!
W mgnieniu oka Caroline obróciła się do mnie tyłem, schyliła na prostych nogach i lekko odkryła nagie uda. Cofnąłem się wpadając na ścianę i wciągnąłem powietrze chcąc nad sobą zapanować. Dziewczyna pogłębiła skłon, aby odpiąć paseczki spoczywające na jej kostkach. Moim oczom ukazał się kawałek czerwonej koronki. Jak na złość założyła tą sama bieliznę, w której pokazała mi się pamiętnego wieczoru.
Miałem ochotę podciągnąć jej granatową sukienkę do góry i pokazać kto tu rządzi. Z jednej strony miotało mną ze złości, z drugiej zaś z pożądania. Nie wiedziałem co jest silniejsze. Sprzeczne emocje zakłócały logiczny tok myślenia.
- Co Ty wyprawiasz?!- syknąłem ze złości, łapiąc ją za nadgarstek.
- Zdejmuję buty, przecież Panu przeszkadzały- spojrzała z udawanym zdziwieniem.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi- warknąłem.- Idziemy do dyrektorki.
- Co?!-krzyknęła przerażona.- Nic złego nie zrobiłam!
Miała rację. Nikt nie mógłby potwierdzić mojego punktu widzenia. Zrobiła to z idealną precyzją, żeby nikt inny nie zauważył co tak naprawdę się stało. Byłem bardziej niż wściekły. Miałem ochotę ją uderzyć.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłem- szepnąłem jej do ucha i zwolniłem uścisk. Dziewczyna momentalnie się wyszarpnęła.
Wychodzenie na dyżur okazało się naprawdę tragicznym pomysłem. Teraz na pewno nie będę miał szans na normalną rozmowę z Caroline. Pobudzała moje wszystkie zmysły, jednocześnie nakłaniając do perwersyjnych zachowań. Starałem się jak tylko można, żeby jej nie dotknąć. To było coraz silniejsze, ona pociągała mnie do granic możliwości.
Wróciłem do pokoju nauczycielskiego, żeby tam wysłuchiwać kolejnych pochwał Emily. Ten rudzielec nie dawał mi chwili wytchnienia. Działała mi na nerwy z każdą mijającą sekundą. Mało obchodziło mnie co mówiła, więc po prostu przytakiwałem. Bardziej martwiłem się czekającą mnie lekcją z Caroline.
- Panie Mikaelson, zapraszam do mojego gabinetu- usłyszałem tęgi głos dyrektorki. Ruszyłem za nią w stronę pomieszczenia. Wypolerowana tabliczka z jej imieniem, nazwiskiem oraz tytułem błyszczała złowrogo, jakby chciała ostrzec potencjalnych gości.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać na temat podejścia do uczniów. Dzisiaj na Twojej lekcji zdarzył się niemiły incydent. W zeszył tygodniu roztrzęsiona nastolatka wybiegła z sali. Na przerwie szarpiesz niewinną dziewczynę. Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje?- koniec żartów. Poczułem, że zaraz mogę stracić pracę. Jeden nieprzemyślany ruch.
- Wiem, że wygląda to dość dziwnie, jednak mogę wszystko bardzo logicznie wytłumaczyć.
- Tak więc słucham- spojrzała na mnie spode łba.
- Na dzisiejszych zajęciach, Walker zachował się bardzo arogancko. Wywołałem go do odpowiedzi, za co zostałem obdarzony wiązką obelg. Jako nauczyciel nie mogłem pozwolić sobie na takie traktowania, prawda?- miałem nadzieję, że ta stara, gruba kwoka przyzna mi rację.
- Epizod z przerwy?- rzuciła jakby chciała mnie pogrążyć.
- Ta panienka miała za wysokie buty oraz krótką sukienkę- więcej nie chciałem opowiadać.
- W naszej szkole nie ma ograniczeń pod tym względem. Jakoś nigdy nie miałeś problemu ze skąpo ubranymi młódkami- lustrowała mnie wzrokiem.
- To był faktycznie niestosowny strój. Proszę mi uwierzyć.
- Dobrze. W takim razie jak wytłumaczysz zajście z zeszłego tygodnia? Co wtedy było równie niewiarygodne, że zdenerwowana, zaniepokojona dziewczyna wybiegła krzyczą, iż nigdy tam nie wróci?- widziałem triumf w jej oczach. Za wszelką cenę chciała mnie oskarżyć.- Pragnę zauważyć, że owa uciekinierka była tą samą niby 'skąpo' ubraną niewiastą. Wyjaśnij mi to proszę.
- Nie potrafię. Po prostu przypadek, że to jedna i ta sama osoba- chyba się pogrążyłem w tym momencie.
- Tak? Bardzo ciekawa teoria. Ja jednak mam swoją- uśmiechnęła się oraz podeszła bliżej.- Jeżeli zamierzasz w jakikolwiek sposób nękać pannę Caroline, to tak żebym niczego nie widziała.
Otworzyłem szeroko i spojrzałem na dyrektorkę. Byłem pewien, że wywali mnie z roboty, tymczasem ona nakłania mnie do rzeczy wręcz skandalicznych oraz budzących zgorszenie. Chciałem już się odezwać, wszystkiemu zaprzeczyć, ale ona uciszyła mnie gestem.
- Dobrze wiem co się tu kroi i po prostu nie chcę znać ciągu dalszego. Ta dziewczyna ma wysoko postawionego ojca, ale poza granicami naszej Ameryki. Jeżeli cokolwiek się wyda, to pamiętaj że ja o niczym nie wiedziała- posłała mi złośliwy uśmiech.
Teraz zaczynałem się zastanawiać czy przyzwolenie miło pełnić rolę nagrody, czy też kary. Po krótkiej, rzeczowej rozmowie dyrektorka pożegnała mnie ciepłym słowem.
Ostatnia lekcja zapowiadała się obiecująco. Libby wraz z Caroline siedziały na swoich miejscach niespokojnie spoglądając na otwierające się drzwi. Widziałem jak przyjaciółka próbuje przemówić jej do rozsądku.
Westchnąłem głośno, po czym zacząłem pakować się do pracy. Miałem dzisiaj dużo zajęć, w tym ostatnią lekcję z Caroline. Nie do końca byłem pewien czy się pojawi. Minęło niewiele czasu od ostatniego, burzliwego spotkania, a ja nadal nie podjąłem decyzji w sprawie rozmowy z nią. Nie byłem pewien czy w ogóle będzie chciała potrzymać wspólny dialog, czy też będę zmuszony do wygłoszenia moralizującego monologu. Dość przykre, że nawet wtedy nie wiedziałbym co powiedzieć. Zakończyć to? Zaszantażować ją? Wszystkie pomysły były kretyńskie, godne pobieżnego przygłupa.
- Czyżby była Twoim celem na dzisiejszych zajęciach?- spytała Emily, podchodząc cicho. Od dawna jest celem moich najskrytszych fantazji- pomyślałem. Nauczycielka włoskiego dobrze znała moje zwyczaje co do wyboru uczniów odpowiadających.
- Nie dzisiaj- odparłem krótko.
- Ostatnio chodzisz bardzo spięty- zmartwiła się.- Może mogłabym Ci jakoś pomóc?- znowu się zaczynało.
- Naprawdę bardzo doceniam Twoje wsparcie. Rozumiem, że chcesz przyjść mi w sukurs, ale obecnie tego nie potrzebuję- uśmiechnąłem się w miarę szczerze.
- Tom, przecież widzę co się dzieje. Chodzisz ciągle zamyślony, coś Cię wyraźnie trapi. Nie próbuj mnie oszukać- dodała lekko urażona.
- Em..- westchnąłem używając zdrobnienia, na które się uśmiechnęła.- Jeśli będzie działo się coś złego, na pewno Ciebie pierwszą powiadomię- poklepałem ją po ramieniu i jeszcze raz przed odejściem spojrzałem na Caroline.
Dziewczyna wyglądała niesamowicie w granatowej sukience przed kolano. Śliczny strój uwieńczyła złotą biżuterią oraz szpilkami. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Gdy już miałem odchodzić, zobaczyłem podchodzącego do niej chłopaka. Gówniarz pocałował ją na przywitanie, co wywołało kwaśny uśmiech na mojej twarzy.
- Już ja się tym zajmę- mruknąłem i odwróciłem się na pięcie.
- Nie tak groźnie, panie profesorze- uspokoiła mnie Emily.
Towarzysząca mi kobieta była wysoką, szczupłą latynoską. Miała farbowane rude włosy, bardziej wpadające w rubin. Ubierała się w kolory, o których istnieniu nawet nie słyszałem. Trzeba było uważać, żeby nie pomylić zieleni trawiastej z butelkową. Potrafiła wzniecać hałaśliwe afery. Od pewnego czasu zauważyłem z jej strony większe zainteresowanie moją osobą. Niekoniecznie mi to odpowiadało, ponieważ użeranie się z takim charakterem nie należało do rzeczy przyjemnych. Niełatwo było ją zbyć, więc ratowały mnie tylko dzwonki na lekcje.
Sięgnąłem po swoją teczkę z materiałami, po czym ruszyłem w stronę klasy. Wśród uczniów przed salą zobaczyłem tego samego bruneta, który przystawiał się do Car. Pomyślałem, że przyda mi się trochę rozrywki.
- Witam szanownych państwa- zacząłem jak zawsze.- Ktoś chętny do odpowiedzi, czy sam mam znaleźć ochotnika?- miałem nadzieję, że żaden kujon nie zepsuje mojego planu.
Na szczęście nikt nie spodziewał się dzisiejszego odpytywania. Patrzyli po sobie przestraszeni czując, że któreś z nich pójdzie na rzeź. Cel mojego rozsierdzenia siedział spokojnie. Zapewne nie przypuszczał, iż to na nim wyładuję swoją frustrację. Szykowałem mu niemałą niespodziankę.
- Doprawdy nikt nie chce ze mną porozmawiać na ocenę?- udawałem zdziwionego. Otworzyłem elektroniczny dziennik i spojrzałem na listę.- Pan Nathan Walker, zapraszam- wyczytanie jego nazwiska sprawiło mi sporą przyjemność. Już odczuwałem satysfakcję.
Chłopak podszedł niepewnie do mojego biurka i wręczył mi zeszyt. Zdziwienie malowało się na jego twarzy. Dało się odczuć raptowną zmianę nastroju. Może był nawet lekko przestraszony.
- Bazgroły, esy-floresy, bohomazy, gryzmoły, wykrętasy, zawijasy- spojrzałem na niego.- Jednak pismem tego bym nie nazwał- usłyszałem cichy śmiech klasy.- Wyjaśnij pojęcie kultury biznesu.
- No więc..- zaciął się.- To są pewne zasady, których trzeba przestrzegać.
- To samo mógłbyś powiedzieć o savoir-vivre. Chcesz mi teraz prawić o konwenansach towarzyskich, regułach grzecznościowych, ogładzie i manierach?- podniosłem jedną brew.
- Nie, proszę pana- odchrząknął.- Są to zasady, którymi kierują się producenci podczas zamian?
- Ty mnie pytasz, czy odpowiadasz? Bo na pytania to trochę za późno- jeden z moich ulubionych tekstów. Chyba nie ma nic bardziej mylącego dla ucznia.
- Odpowiadam- wyraźnie go zdenerwowałem.
- Czy facet, który zajmuje się wytwarzaniem mięsa w masarniach będzie przestrzegał kultury biznesy? W gospodarce zamieniamy się na jogurty?- prawie krzyczałem wywołując u niego coraz większy stres.
- Nie, proszę pana.
- Właśnie imbecylu!- nie mogłem się powstrzymać.- Nie producenci, a przedsiębiorcy! Nie zamiana, tylko wymiana gospodarcza!- wstałem, stając z nim twarzą w twarz.
- Przecież to jedno i to samo- odparł zuchwale.
- Jesteś tego pewien?- nie czekałem nawet na odpowiedź z jego strony.- Na jutro przyniesiesz mi referat na temat różnic pomiędzy tymi pojęciami, minimum 1,5 tysiąca słów. Pisane ręcznie, tak żebym rozczytał Twoje gryzmoły bo nie będę zastanawiał się nad znaczeniem tych hieroglifów.
- Ale jutro nie mamy lekcji- zaprotestował.
- To ma jakieś znaczenie?- spytałem retorycznie.- Przyniesiesz mi do pokoju nauczycielskiego na długiej przerwie. Będę sprawdzał pod względem treści, poprawności, samodzielności, ortografii i wszystkiego innego. Za odpowiedź dostajesz 1.- wskazałem ręką jego ławkę.- I jeszcze jedną za brak notatek z lekcji.
- Przecież wszytko tam jest!- wrzasnął szczerze zirytowany.
- To jest jakaś chińska bazgranina. Skoro nie mogę ich przeczytać, to ich nie ma- skwitowałem dostawiając kolejną jedynkę.
- Pan jest totalnym chamem!- krzykną i rzucił zeszytem o ławkę.
- Gratuluję, zarobiłeś właśnie trzecią pałę. Oby tak dalej, a może nie zdasz?- spytałem z przedramatyzowaną nadzieją.- Mało kto jest w stanie tyle osiągnąć na jednej lekcji.
Brunet wytrącony z równowagi spakował swoje rzeczy i wyszedł z klasy. Trzasną drzwiami, aż moje biurko podskoczyło. Nigdy wcześniej nie czułem takiej satysfakcji.
- Myślicie, że nauczyciele lubią stawiać złe oceny?- zwróciłem się do klasy.- Myślicie, że sprawia nam to przyjemność?- Ogromną, niewyobrażalną i niezliczoną! To najlepsze co można robić w tym zawodzie- udupiać młodych idiotów.- Oczywiście, że nie!
Ostatnie 20. minut, które zostały mi po incydencie z Walkerem wykorzystałem na przerobienie tematu. Starałem się przekazywać dużo wiedzy do zapamiętania. Wiedziałem, że bez notatek nie będzie wstanie napisać niezapowiedzianej kartkówki, jaką planowałem na następnej lekcji ( jeśli się pojawi). Dzieciaki uciekły z klasy bardziej niż wystraszone i po kątach opowiadały o dzisiejszym zajściu. Wchodząc do pokoju nauczycielskiego poczułem na sobie kilkanaście spojrzeń. W pewnym momencie podszedł do mnie nauczyciel biologii i podał mi rękę. Pogratulował podejścia, po czym dodał, że nie powinniśmy pozwalać młodzieży na tak wiele. Byłem przekonany, że zbiorę bardziej zgorszenia niż pochwały. Emily patrzyła na mnie z podziwem w oczach, jakby była ze mnie autentycznie dumna. Dobrze wiedziała, że byłem cięty na tego chłopaka już od przerwy. Myślałem, że zgani mnie za nieprawidłowe wykorzystywanie swojej władzy względem tego zawodu. Ona natomiast podeszła i uściskała mnie, mówiąc jak bardzo jej zaimponowałem.
Szybko opuściłem wspólny gabinet oraz udałem się na mały rekonesans. Za pretekstem dyżuru postanowiłem sprawdzić jak miewa się mój podopieczny. Ku mojemu zdziwieniu żalił się samej Caroline, która spojrzała na mnie spod byka. Cała satysfakcja natychmiast się ulotniła, a na jej miejsce wstępował gniew. Nie mogłem się powstrzymać i poprosiłem ją do siebie.
Grupka otaczających ją ludzi momentalnie zamilkła. Dziewczyna podeszła do mnie kołysząc biodrami. Musiałem się opanować, żeby nie zrobić żadnej głupoty. Była lekko speszona, ale podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy. Wywołało to we mnie lekki, zimny dreszcz. Patrzyła na mnie z wyrzutem oraz twardym oskarżeniem. W pierwszej chwili chciałem kazać jej odejść. Niezwłocznie jednak przypomniałem sobie, że to tylko moja uczennica i opanowałem nerwy.
- Nie za krótka ta sukienka?- spytałem ironicznie. Było to bardziej pytanie twierdzące.
- Nie, panie profesorze- odparła z cynicznym uśmiechem.
- Polemizowałbym. Poza tym masz za wysokie buty- wskazałem palcem jej ciemne szpilki.
- Bardzo przepraszam, proszę mi wybaczyć!
W mgnieniu oka Caroline obróciła się do mnie tyłem, schyliła na prostych nogach i lekko odkryła nagie uda. Cofnąłem się wpadając na ścianę i wciągnąłem powietrze chcąc nad sobą zapanować. Dziewczyna pogłębiła skłon, aby odpiąć paseczki spoczywające na jej kostkach. Moim oczom ukazał się kawałek czerwonej koronki. Jak na złość założyła tą sama bieliznę, w której pokazała mi się pamiętnego wieczoru.
Miałem ochotę podciągnąć jej granatową sukienkę do góry i pokazać kto tu rządzi. Z jednej strony miotało mną ze złości, z drugiej zaś z pożądania. Nie wiedziałem co jest silniejsze. Sprzeczne emocje zakłócały logiczny tok myślenia.
- Co Ty wyprawiasz?!- syknąłem ze złości, łapiąc ją za nadgarstek.
- Zdejmuję buty, przecież Panu przeszkadzały- spojrzała z udawanym zdziwieniem.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi- warknąłem.- Idziemy do dyrektorki.
- Co?!-krzyknęła przerażona.- Nic złego nie zrobiłam!
Miała rację. Nikt nie mógłby potwierdzić mojego punktu widzenia. Zrobiła to z idealną precyzją, żeby nikt inny nie zauważył co tak naprawdę się stało. Byłem bardziej niż wściekły. Miałem ochotę ją uderzyć.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłem- szepnąłem jej do ucha i zwolniłem uścisk. Dziewczyna momentalnie się wyszarpnęła.
Wychodzenie na dyżur okazało się naprawdę tragicznym pomysłem. Teraz na pewno nie będę miał szans na normalną rozmowę z Caroline. Pobudzała moje wszystkie zmysły, jednocześnie nakłaniając do perwersyjnych zachowań. Starałem się jak tylko można, żeby jej nie dotknąć. To było coraz silniejsze, ona pociągała mnie do granic możliwości.
Wróciłem do pokoju nauczycielskiego, żeby tam wysłuchiwać kolejnych pochwał Emily. Ten rudzielec nie dawał mi chwili wytchnienia. Działała mi na nerwy z każdą mijającą sekundą. Mało obchodziło mnie co mówiła, więc po prostu przytakiwałem. Bardziej martwiłem się czekającą mnie lekcją z Caroline.
- Panie Mikaelson, zapraszam do mojego gabinetu- usłyszałem tęgi głos dyrektorki. Ruszyłem za nią w stronę pomieszczenia. Wypolerowana tabliczka z jej imieniem, nazwiskiem oraz tytułem błyszczała złowrogo, jakby chciała ostrzec potencjalnych gości.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać na temat podejścia do uczniów. Dzisiaj na Twojej lekcji zdarzył się niemiły incydent. W zeszył tygodniu roztrzęsiona nastolatka wybiegła z sali. Na przerwie szarpiesz niewinną dziewczynę. Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje?- koniec żartów. Poczułem, że zaraz mogę stracić pracę. Jeden nieprzemyślany ruch.
- Wiem, że wygląda to dość dziwnie, jednak mogę wszystko bardzo logicznie wytłumaczyć.
- Tak więc słucham- spojrzała na mnie spode łba.
- Na dzisiejszych zajęciach, Walker zachował się bardzo arogancko. Wywołałem go do odpowiedzi, za co zostałem obdarzony wiązką obelg. Jako nauczyciel nie mogłem pozwolić sobie na takie traktowania, prawda?- miałem nadzieję, że ta stara, gruba kwoka przyzna mi rację.
- Epizod z przerwy?- rzuciła jakby chciała mnie pogrążyć.
- Ta panienka miała za wysokie buty oraz krótką sukienkę- więcej nie chciałem opowiadać.
- W naszej szkole nie ma ograniczeń pod tym względem. Jakoś nigdy nie miałeś problemu ze skąpo ubranymi młódkami- lustrowała mnie wzrokiem.
- To był faktycznie niestosowny strój. Proszę mi uwierzyć.
- Dobrze. W takim razie jak wytłumaczysz zajście z zeszłego tygodnia? Co wtedy było równie niewiarygodne, że zdenerwowana, zaniepokojona dziewczyna wybiegła krzyczą, iż nigdy tam nie wróci?- widziałem triumf w jej oczach. Za wszelką cenę chciała mnie oskarżyć.- Pragnę zauważyć, że owa uciekinierka była tą samą niby 'skąpo' ubraną niewiastą. Wyjaśnij mi to proszę.
- Nie potrafię. Po prostu przypadek, że to jedna i ta sama osoba- chyba się pogrążyłem w tym momencie.
- Tak? Bardzo ciekawa teoria. Ja jednak mam swoją- uśmiechnęła się oraz podeszła bliżej.- Jeżeli zamierzasz w jakikolwiek sposób nękać pannę Caroline, to tak żebym niczego nie widziała.
Otworzyłem szeroko i spojrzałem na dyrektorkę. Byłem pewien, że wywali mnie z roboty, tymczasem ona nakłania mnie do rzeczy wręcz skandalicznych oraz budzących zgorszenie. Chciałem już się odezwać, wszystkiemu zaprzeczyć, ale ona uciszyła mnie gestem.
- Dobrze wiem co się tu kroi i po prostu nie chcę znać ciągu dalszego. Ta dziewczyna ma wysoko postawionego ojca, ale poza granicami naszej Ameryki. Jeżeli cokolwiek się wyda, to pamiętaj że ja o niczym nie wiedziała- posłała mi złośliwy uśmiech.
Teraz zaczynałem się zastanawiać czy przyzwolenie miło pełnić rolę nagrody, czy też kary. Po krótkiej, rzeczowej rozmowie dyrektorka pożegnała mnie ciepłym słowem.
Ostatnia lekcja zapowiadała się obiecująco. Libby wraz z Caroline siedziały na swoich miejscach niespokojnie spoglądając na otwierające się drzwi. Widziałem jak przyjaciółka próbuje przemówić jej do rozsądku.
Zupełnie się tego nie spodziewałam! Oczami Toma? :OOO Jesteś genialna. Ten człowiek naprawdę zaczyna mnie intrygować!
OdpowiedzUsuńMyślałam, że będzie teraz wątek miłosny Nathana i Carolina, a tu proszę! Taka niespodzianka! I jeszcze jaki wjazd na tego biednego brunetka. Tom jest serio okrutny
KOCHAM TEN ROZDZIAŁ
Czekam na kolejny z niecierpliwością! Weny!
OMG to było świetne! <3 Bardzo fajnie się czytało i wciąż mi mało! Uwielbiam postać Toma. Miałam złośliwy uśmieszek czytając pogrążanie się Nathana. Tak go nie cierpię! Też chciałabym mieć takiego seksownego nauczyciela, mrrr *.* Zazdroszczę Caroline. Tom jest niczym chodząca zagadka emanująca seksem <3
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Jestem głupia, ze tyle zwlekałam z czytaniem. :( Bardzo podoba mi sie zmiana perspektywy podmiotu lirycznego, czekam na wiecej. Jest pare literówek, ale to juz o tym wiesz. ;)
OdpowiedzUsuńxoxo
Dawno tu nie zaglądałam i to był błąd! Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłu oczami Toma. Chyba nikt się tego nie spodziewał, a efekt jest rewelacyjny. Trochę dziwi mnie osoba Emily. Jeśli kocha się w naszym nauczycielku to nie będzie łatwo. Caroline teraz chyba woli Nathana i moim zdaniem to dobrze. Tom tylko się nią zabawia, nie chce niczego poważnego.
OdpowiedzUsuńŻyczę Weny!!!
Nareszcie przeczytałam! Co ja tu mogę napisać? Przecież wiesz, że rozdział jest świetny, prawda? Bynajmniej powinnaś to wiedzieć!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnego i mam nadzieję, że nie przeczytam go miesiąc po dodaniu, eh... ;c
Dobra, nie rozpisuję się, bo muszę lekcje jeszcze odrobić (przeklęta kara).
Rozdział świetny (Tak, wiem, że się powtarzam, ale cóż poradzić? Po prostu za dobrze piszesz, i tyle!) <3
A ja wciąż z utęsknieniem czekam na Twój kolejny rozdział! Mam nadzieję, że kara niedługo się skończy :*
UsuńWoah, po prostu BAD BOY ATTITUDE. Caroline powinna mu chyba wysłać swoje nagie zdjęcia, to gość w szpitalu by chyba wylądował ;)
OdpowiedzUsuńHahahaaha poważnie rozważę Twoją propozycję :D
Usuń