7. The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it.

   Dzisiaj miała do mnie wpaść Libby z Nathanem więc od rana sprzątałam w domu. Nie byłam pewna jak im wytłumaczyć wszystko co się stało. Niedługo planowałam wyjechać do Baltimore, a czas spędzałam z innym przystojnym mężczyzną, co na pewno nie spodoba się Nathanowi. Co do Libby to nie wiem jakie ma zdanie na ten temat. Chyba będziemy musiały poważnie porozmawiać.
  Założyłam zwiewną, błękitną sukienkę z krótkim rękawkiem i rozpuściłam włosy. Zrobiłam małe zakupy w pobliskim sklepie, a potem zabrałam się za pieczenie placka truskawkowego. Wiedziałam, że moja przyjaciółka go uwielbiam więc postanowiłam zrobić jej niespodziankę. O tej porze roku Phoenix było chyba najpiękniejszym miastem. Liście daktylowca kanaryjskiego kołysały się przed moim domem. Centralne miasto w Arizonie, otoczone górami  McDowell nie bez powodu znane jest jako Dolina Słońca. Od rano panował upał, a ludzie szukali cienia pod palmowymi drzewami. Jednak moją ulubioną rośliną było Palo Verde- oficjalne drzewo Arizony.
   Cały dzień spędziłam na przygotowaniach i z niecierpliwością czekałam na gości. Gdy w końcu się pojawili Libby porządnie mnie wyściskała, a Nathan pocałował w policzek. Wszyscy poszliśmy do kuchni, gdzie podałam lemoniadę i ciasto. Dziewczyna była zachwycona i połykała kawałek po kawałku.
- Wybieramy się dzisiaj do klubu wieczorem, idziesz z nami?- Spytał Nat.- Wiem, że ostatnio byłaś chora więc możemy wszyscy zostać.
- Daj spokój staruchu!- Krzyknęła Libby.- Przecież widać, że nic jej nie jest! Idziemy na imprezę!
- To świetny pomysł! Ostatnio ciągle siedziałam w domu, przyda mi się pobyć z ludźmi.- Uśmiechnęłam się do Libby bo wiedziałam jak jej na tym zależy.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło!- Ścisnęła mnie tak mocno, że nie mogłam przez chwilę oddychać.- Będą świetni chłopcy z tej prywatnej szkoły! Jeden ostatnio do mnie pisał, ale bałabym się pójść sama! Będziesz musiała mnie wspierać, okej?- Krzyczała podekscytowana.
- Uspokój się, bo zaraz wszyscy ogłuchniemy!- Zganił ją Nathan.
- Dobra stary dziadzie. Może jeszcze zadzwoń po policję bo zagłuszamy Twoje rozwiązywanie krzyżóweczek.- Odgryzła się ironicznie
- Chcecie może jeszcze ciasta?- Zapytałam.
- Nie denerwuj mnie Libby! Zachowujesz się jak gówniara z podstawówki.- kontynuował Nat ignorując moje pytanie.
- Znalazł się dorosły człowiek. Wybacz, zapomniałam że jesteś starym zrzędą. Gdzie Twoja laska?- Dziewczyna podnosiła stopniowo głos.
- Przynajmniej jestem dojrzalszy od Ciebie i nie mam w głowie samych imprez!
- Bo myślisz jak przelecieć kolejną dziewczynę!
- Ciebie nawet nie chce nikt przelecieć!
- A na Ciebie patrzą tylko puste lalki! Może i jesteś napakowany ale masz mięśnie zamiast mózgu!
- To co powiedziałaś było obraźliwe dla Car.- Skwitował i usiadł na fotelu. Libby zamilkła.
- To może na herbatę się skusicie?- Zapytałam.
- Przepraszam Caroline. Poniosło mnie.- Przyjaciółka podeszła i mnie przytuliła.
- Spoko, rozumiem. Czarną i kawałek ciasta?
- Tak. Kocham Cię.- Uśmiechnęła się.
- Ja też Cię kocham.- Dodał Nathan w moim kierunku. Obydwie spojrzałyśmy na niego zdziwione.- Nawet już uczuć nie można swobodnie wyrażać?- Wybuchnęłyśmy śmiechem. Maskowałam swoją dezorientację chichotem bo niezbyt wiedziałam co odpowiedzieć.
- Ja Ciebie też.- Odparłam z bladym uśmiechem. Niekomfortowa sytuacja, zważając na dzień spędzony z Tomem.
   Reszta popołudnia minęła już spokojniej. Nat poszedł do domu, Libby posiedziała trochę i pomogła wybrać mi ciuchy na imprezę. Zdecydowałam się na obcisłą złotą sukienkę z wyciętymi plecami. Dopasowałam do niej czarne szpilki na platformie i czarną biżuterię. Postanowiłam nie brać wielkiej torby więc wygrzebałam z szafy kopertówkę w kolorze butów. Lokówka przydała się jak znalazł. Około dziewiątej wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi. Stał przed nimi Nathan z Libby, oboje czekali aż do nich dołączę. Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do samochodu mojego chłopaka.
   Zatrzymaliśmy się przed oświetlonym neonami klubem. Ludzie wylewali się i wlewali do niego garściami. Bramkarz przepuszczał większość ślicznych dziewczyn i dobrze prezentujących się panów. Dostaliśmy się do środka bez problemu. Od razu ruszyłam do baru po słodkiego drinka. Lubiłam pić alkohol i często nie miałam umiaru ale o tym moi znajomi mieli się dowiedzieć później.
   Nathan poszedł do swoich kolegów z drużyny koszykarskiej. Libby flirtowała z owym chłopakiem, o którym nam wspominała. Niefortunnie zostałam sama przy barze z kieliszkiem wódki i wspaniałym barmanem dolewającym mi do pełna. Chociaż najpierw piłam coś owocowego, potem likiery to jednak ostatecznie wybrałam wódkę i czasem whisky. Wyborna mieszanka zaczęła odbijać się na mojej świadomości. W pewnej chwili obok mnie usiadł jakiś mężczyzna. Mówię "jakiś" bo w tamtej chwili miał lekko rozmazaną twarz.
- Cześć piękna.- Uśmiechnął się chyba. - Jesteś tutaj sama? Taka śliczna dziewczyna bez ochrony?- Dodał.
- Ja mam tutaj przyjaciół.- Odparłam i zaczęłam wymachiwać ręką aby pokazać swoją świtę.
- Tak widzę. Nie sądzisz, że jest tu bardzo tłoczno? Może dałabyś się zaprosić na wieczorną kawę?- Zapytał i pokazał zęby (uśmiechu nie wykryłam).
- Wiesz, w sumie to moi znajomi świetnie się bawią beze mnie. Jeśli nie jest zbyt późno, to chętnie się wybiorę.- Odpowiedziałam niewiele się zastanawiając.
   W ten sposób po północy wyszłam z klubu z nieznajomym mężczyzną na kawę. Byłoby miło gdyby chociaż potrafiła ocenić jak wyglądał. Na pewno miał na sobie garnitur. Złapałam się za jego kołnierz potknąwszy się o nierówny chodnik (albo o własne nogi). Prowadził mnie w stronę centrum i bełkotał jakieś komplementy. Szczerze powiedziawszy, ja odebrałam to jako bełkot, facet zapewne mówił wyraźnie. Mocna głowa nie była moją silną stroną. Zamiast do kafejki poszliśmy do parku i usiedliśmy na ławce. Nieznajomy mówił, że ma na imię Joe, albo Jeremy, chociaż Jared też wchodzi w grę. Poza tym zaczął opowiadać coś o bankierach, okradających firmy budowlane. Miał plan na zreformowanie szkolnictwa żeby dzieci chodziły do szkoły od początku, bez przedszkola. Chciał również zbudować robota ratującego ludzi podczas klęsk żywiołowych. Ten robot miał latać, jeździć i grać w szachy. Tyle zapamiętałam z naszej rozmowy.
- Powinniśmy chyba wracać do klubu bo znajomi się zmartwią.- Oznajmiłam poważnie, wstając z ławki.
- Daj spokój. Klub już na pewno jest zamknięty. Może pójdziemy do mnie, mieszkam niedaleko?- Uśmiechnął się miło.
- O to fantastycznie! A masz telefon, bo ja nie mogę znaleźć swojego? O kurde, zostawiłam torebkę w klubie.- Zdenerwowana zdałam sobie sprawę, że nie mam przy sobie ani pieniędzy, dokumentów, ani telefonu. To pozwoliło mi trochę trzeźwiej popatrzeć na obecną sytuację.
- Twoja przyjaciółka na pewno wzięła torebkę i teraz spokojnie śpi. Przecież nie chcesz jej budzić, prawda?
- Masz rację ale chciałabym wrócić do domu.- Facet zaczął wydawać mi się podejrzany. Była 2 w nocy a on chciał zaciągnąć mnie do swojego mieszkania.
- Sokoro tak wolisz to zamówię Ci taksówkę z mojego mieszkania. Chodź, to niedaleko.- Nalegał.
- Nie dzięki, poczekam tutaj.- Starałam się nie pokazać mojego zdenerwowania.
- Hej, nie martw się, nie jestem jakimś psycholem. Będziesz stała na ulicy w środku nocy? To nie jest dobry pomysł.- Pokiwał głową.
- No dobrze ale tylko kawałek i nie wejdę do środka.- Oznajmiłam. Alkohol odebrał mi możliwość trzeźwego myślenia. Przecież ten dzieciak nie może mi nic zrobić- pomyślałam.
   Przeszliśmy pewien kawałek i zatrzymaliśmy się przed kamienicą. Oparłam się o ścianę i patrzyłam jak Joe lub Jared otwiera drzwi. Miał bardzo umięśnione ręce i krótkie czarne włosy. Podobała mi się jego oliwkowa karnacja. W pewnym sensie przypominała mi opalone ciało Toma. W tym momencie zupełnie straciłam poczucie rzeczywistości i zaczęłam rozmyślać o Tomie. Tajemniczy mężczyzna, który uratował mnie przed uduszeniem się. Był taki kochany, chociaż sprawiał wrażenie twardego i niewzruszonego.
- Zapraszam.- Powiedział brunet patrząc na mnie ze zdziwieniem.
   Weszłam do kamienicy i poczekałam na chłopaka. Wyprzedził mnie szybkim krokiem i poprowadził w stronę swojego mieszkania. Bez wahania przekroczyłam próg i skierowałam się do salonu. Zupełnie zapomniałam o moim postanowieniu zostania przed blokiem. Rozejrzałam się po pokoju ale zarejestrowałam jedynie kilka mebli i wszechstronnie panujący mrok. Dopiero po chwili Joe (lub Jared) włączył światło a ja momentalnie zmrużyłam oczy.
- Wyłącz to, proszę.- Jęknęłam i spróbowałam podejść do włącznika.
- Wolisz siedzieć w mroku?- Zapytał uwodzicielsko.
- To światło mnie denerwuje. Już wolę mrok.- Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej niego. Chłopak złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Dobrze, zgaszę światło ale pod jednym warunkiem.- Szepnął mi do ucha, gładząc moje udo.
   W tym momencie usłyszałam ciche pstryknięcie, a pokój znowu zalała czerń z lekką stróżką światła księżycowego wpadającego przez okno. Joe pocałował mnie namiętnie, przyciągając coraz bliżej. Nie wiedziałam czy powinnam protestować czy nie, ponieważ byłam zalana w trupa i cudem utrzymywałam się na nogach. Chłopak zaczął wkładać rękę pod moją sukienkę i prowadzić nas na kanapę. Po chwili pozbył się swojej koszulki i spodni a mnie pozbawił złotej sukienki. Jego dotyk był przyjemny ale też natarczywy. Ewidentnie chciał dominować, a ja pozwalałam mu na to. Położył mnie na plecach i zaczął całować mój dekolt, następnie brzuch i w tym momencie urywa się wszystko co pamiętam. Dzięki Bogu w stanie totalnego zamroczenia i upojenia alkoholowego zasnęłam w cudzym domu, na cudzej kanapie. Poczułam tylko jak Jared (albo Joe) przykryw mnie prawdopodobnie kocem.
   Obudziłam się następnego ranka w starodawnie urządzonym salonie, na XVIII-wiecznej sofie. Byłam w samej bieliźnie. Nakryłam się kocem i zaczęłam szukać właściciela mieszkania.
- Halo! Jest tu ktoś?- Krzyknęłam i od razu tego pożałowałam. Miałam strasznego kaca. Z innego pokoju wyszedł pewien dorosły mężczyzna z czarnymi włosami.
- Tak jest. Jak się czujesz? Dużo wczoraj wypiłaś.- Oznajmił spokojnie.
   Spojrzałam na niego tępo. Miał ciemne oczy, trzydniowy zarost i bardzo dziewczęce rysy twarzy. Był wyższy ode mnie i dobrze zbudowany. Ogólnie jego uroda była bardzo egzotyczna. Prawdopodobnie pochodził z Hiszpanii. Doznałam przebłysku z wczorajszego wieczoru gdy staliśmy pod drzwiami kamienicy.
- Joe?- Zapytałam chcąc się upewnić, że dobrze pamiętam.
- Jenaro, byłaś blisko.- Zaśmiał się.

Komentarze

  1. O bosze! Tyle się działo! Okej, więc może zacznę od tego, że:
    1. Nienawidzę Nathana. To takie urocze D.Z.I.E.C.K.O. Serio, i to jego - "Kocham Cię" tak rzucone od niechcenia. Takie wyznanie, to niech sobie w tyłek wsadzi.
    2. Szalona Libby <3 Nie wyrabiam z tej postaci. Trochę mi kogoś przypomina :D No, ale do rzeczy. Jestem za i podzielam jej zdanie. Ewidentnie widać, że ona również nie przepada za Nathanem. Tacy lalusie jak on serio nie maja mózgu :)
    3. Tęsknię za Tomem. Tylko nadaj mu trochę charakterku, błagam!
    4. Jenaro... What the fuck? Czy ten barman jej coś dodał do drinków?
    Ależ się rozpisałam.
    A! I jeszcze jedno! Jeśli znowu będziesz kazała nam tyle czekać na nową notkę, to osobiście Cię ukatrupię!
    ~Kochana JA

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleeeee się naczekaliśmy! Świetny rozdział :D Powoli nie nadążam za chłopakami Caroline haha xd Chociaż ten Hiszpan ma niezły potencjał. Trochę szkoda mi Nathana i Toma ale Nat wydaje się być lekko niedojrzały. Caroline obecnie zachowuje się jak rozpijaczona studentka ;> Jej nowy wizerunek jest świetny. Po prostu fenomenalny powrót po ponad miesiącu i mam nadzieję, że nie będziemy musieli czekać dłużej bo nie wytrzymam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Caroline jest alkoholiczka? :o hahaha fabuła coraz bardziej pokrecona i coraz ciekawsza ;* Czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział :$

    OdpowiedzUsuń
  4. Libby jest jakaś dziwna!Uważam, że Car powinna być z Nathanem bo on do niej pasuje. Ciekawe o co chodzi z tym alkoholem? Jakiś klub AA się szykuje? :P -Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ta Caroline tyle pije? Jenaro? Matko ile się dzieje. Akcja jest warta porównania do książek wyśmienitych pisarzy. Mam nadzieję, że Nathan z Libby się po prostu droczą. Gdyby się nie lubili to Car miałaby powazny problem. Przyjaciółki zawsze stawiają wtedy ultimatum. Jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału.
    Wspaniale!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. I pretend I’m not hurt.

12. I can't believe it's happened to me.

10. I don't li­ke the drugs but the drugs li­ke me.